Witajcie!
Zrobienie herbaty, wydawałoby się, jest czynnością tak prostą i powtarzalną, że nic a nic nie może pójść źle.
No dobra, można się oparzyć wrzątkiem, ale poza tym naprawdę chyba cokolwiek trudno popsuć.
I sądzę, że każda osoba wie, jak herbatę zrobić. No cóż, ja też sądziłem, że wiem, bo robiłem ją pewnie z tysiąc razy.
Niestety, ostatnio zaczynam w to wątpić. 😀

Trzy przypadki, jeden po drugim, w odstępie jednego czy dwóch dni, no cóż…

Najpierw, to ja zamiast cukru dosypałem do herbaty soli.
Wiecie co, bardzo specyficzny smak.
No ale ok, każdemu może się zdarzyć.

Następnym razem chciałem zaparzyć herbatę miętową.
Przeszukałem szafkę w kuchni i znalazłem pudełko z pięknym brajlowskim napisem herbata miętowa.
Trzeba wam wiedzieć, że ja nigdy herbat nie podpisywałem, chociaż to chyba będzie dobry pomysł, bo…
To nie była herbata miętowa.
To znaczy, może i była, kiedyś.
To jakaś taka marka pudełek na herbatę z napisami w brajlu.
Mama takie dostała, plastikowe, i nigdy nawet jakoś nie zwróciła uwagi na brajla.
I, no cóż.
W czarnodruku chyba nic napisane nie było, albo zamazała, po prawdzie to nie wiem.
Ale to nie była herbata miętowa, a biała.
Naprawdę z początku zastanawiałem się, czy moje kubki smakowe są sprawne.

Ale sytuacja z przed chwili była dobrym ukoronowaniem historii.
Wyciągnąłem herbatę, na pewno właściwą, owocową, filiżankę i cukierniczkę.
Przy czym o tej cukierniczce jakoś zapomniałem, że ją wyciągnąłem.
No i zaparzyłem herbatę i chcę dosypać cukru.
Ale cukierniczki nigdzie nie ma.
No ok, uznałem, że ktoś gdzieś zabrał, może do biura, przesypię prosto z pojemnika z cukrem.
Bo, wiadomo, w cukierniczce zawsze jest tylko trochę cukru, my mamy takie plastikowe pudełko na resztę.
Wyciągnąłem to pudełko i brat mnie zawołał, Radzio.
Poszedłem do niego, dałem mu co chciał i wracam do kuchni.
No i wyleciało mi z głowy, że wyciągnąłem już pojemnik z cukrem.
No więc szukam cukierniczki i pudełka, nigdzie nie mam.
W końcu wołam Radzia i pytam go, gdzie jest cukier.
A on mi pokazuje, że i cukierniczka, i pudełko stoją centralnie obok czajnika.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że cukierniczka od tego pudełka była oddalona o jakieś 2 centymetry.
I głowię się, jak jej nie zauważyłem stawiając to pudełko.
Teraz nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. 😀

11 uwag do wpisu “Herbaciane przypadki

  1. Hahahahaaaahahaaaahahahaha. Tylko i wyłącznie się śmiać. Popłakałam się. 😀 Dawno mi tak nic humoru nie
    poprawiło, jak TWoja opowieść. 😀 😀 😀

  2. hhahahahahahahaaaaaa Padłam, a po szauwi to już kąpletnie. No cóż herbata z solą oj tak sama kiedyś zrobiłam
    nie raz hehe. Hm, a może to szauwia o smaku owocowym, swoją drogą ciekawy by musiałbyć smak.

  3. Hhahaha. Herbata z solą? To jeszcze nic. Ja kiedyś posoliłam sobiepłatki czekoladowe. Bo ktoś mądry w
    moim ou pomylił cukiernice z solniczką. Nie wiem jak, no ale szkoda wnikać. A ty uważaj, uważaj, bo niewiadomo
    ile czasu nieświadomie już te szałwie pijesz, no i jakie to ewentualnie osiągnie skótki uboczne. 😀 (rofl)

  4. O! Czyli kontynuowałeś historię, którą mi opowiadałeć. Cudownie. To, że my kiedyś dolałyśmy coli do herbaty
    w celu, którego do tej pory nie rozumiem, to zupełnie inna sprawa. xd. Nie pozdrowię mojej wspulniczki
    tego czynu, bo nie ma eltena, no ale właśnie tak było. A poza tym, to w grupie kiedyś inna mądra koleżanka
    wpadła na pomysł dodawania serka, takiego waniliowego, z kubeczka, do herbaty. Ciekawa reakcja, ponieważ
    przez pierwsze kilka łyżeczek tego w ogóle nie czuć. A potem przekracza się magiczną granicę i jest to
    tak maksymalnie obżydliwe, że nawet nie chcecie wiedzieć.

  5. Ale się nie martw każdemu się zdarzają pomyłki. jeśli pozwolisz to podzielę się z tobą historią, która
    przydarzyła się mojemu ojczymowi. Otuż skręcił sobie nogę. i to tak że musiał chodzić w gipsie. Po jakimś
    czasie miał przyjść do lekarza i pokazać zdjęcie tej nogi. Ojczym wziął zdjęcie i poszedł. Lekarz spojrzał
    na zdjęcie i się pyta: Czy wy macie psa? Ojczym nie bardzo wiedział o co chodzi. Okazało się jednak,
    że ojczym wychodząc z domu nie patrzył co bierze i wzioł zdjęcie łapy naszego psa a nie zdjęcie swojej
    nogi. A parę dni temu byliśmy z psem u lekarza i też weterynarz zrobił prześwietlenie łapy psa. To było
    dawno, a jak sobie to przypomnę to do tej pory chce mi się śmiać.

  6. To ja przytoczę dwie sytuacje.
    W trzeciej liceum, jakoś w listopadzie, wstałam koło czwartej rano, żeby pojechać na przedmaturalną pielgrzymkę
    do Częstochowy. Na śniadanie prawie nic nie zjadłam, ale stwierdziłam, że herbatą nie pogardzę. W połowie
    kubka zorientowałam się, że piję wodę z cukrem. 😀
    Anegnota druga:
    W tym roku gdzieś na przełomie maja i czerwa miałam jakieś mega trudne kolokwium, do którego uczyłam
    się chyba do trzeciej, więc popołudniu musiałam ratować się kawą, tyle że zapomniałam jej nasypać. 😉

  7. Hahahahahahaaaa, oj, uważaj z tą herbatą, bo to naprawdę osobliwie wygląda. Może ktoś sobie jaja robi? Tylko czemu tylko Ty miałbyś być ofiarą tego herbacianego spisku? Hmmmm, zjawiskowe. 😀 😀 Tak czy inaczej, ja bym bardzo uważała.

  8. Nie no. Piękne to jest. CO do soli. Spooko. MOja mama kiedyś była w gościach. I na chwilkę gospodyni wyszła. A mama sobie herbate z solą zrobiła. A jej mina, jak zaczęła to pić. Była bezcenna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *