Niby istnieje… Autobus się tam zatrzymuje… Ponoć jacyś ludzie tam nawet mieszkają… Co z tego wynika, ponoć również wysiadają tam i wsiadają… A jednak nikt o nim nie słyszał.
To właśnie jest przystanek widmo!

Autobus, którym dojeżdżam do szkoły, ma od miesiąca nowy przystanek o nazwie Strażacka. Niestety albo stety, nadal nie wgrano w nim nazwy głosowej tego przystanku. Jeśli więc autobus przystanki mówi, a nie jest to w Bolszewie taki pewnik, to na Strażackiej pada niezwykle inteligentny komunikat – Następny Przystanek: Przystanek.
Taaaaa.
Jak już o autobusach mowa, to jadąc w poniedziałek widziałem przygodę jeszcze lepszą, ponieważ elektronika uznała chyba, iż autobus ten porusza się z prędkościami bardzo niekonwencjonalnymi, albowiem gdyż nazwy kolejnych przystanków padały kilka sekund po poprzednim. W ten sposób, jeśli wierzyć komunikatom głosowym, autobus ten dojechał na pętlę, nim dojechał do drugiego przystanku odkąd wsiadłem.

I powyższym wstępem chciałem wam powiedzieć dzień dobry. W zasadzie chciałem ten wpis napisać wczoraj, a o tej godzinie smacznie spać, bo dzisiaj później zaczynamy lekcje i musiałbym wstawać o 07:00, ale mój organizm postanowił wyrwać mnie ze snu o 05:30. A zatem, by nie zmarnować tego czasu, nadrabiam blogowe sprawy.

Czy wiecie, jak popsuć matfizowi dowolną piosenkę? Kolega wymyślił to w środę.
Znacie utwór stokrotka polna?
No więc wystarczy zacząć śpiewać:
Gdzie strumyk płynie z wolna, z prędkością równą v, stokrotka rosła polna, wysokość jej to h.
Taaaaa…

O czym ja mówiłem? Aaaaa, o dzień dobry.
No więc początek dnia zapowiada się mi bardzo dobrze. Zaczynam szkołę od pisania kolejnego etapu konkursu fizycznego, w skutek czego nie ma mnie na religii, polskim i jednej fizyce. Cudowniej być nie mogło.
Żeby tego było mało, po szkole wybieram się do Gdyni, gdzie mam zamiar odwiedzić moją starą szkołę GSS, jeśli zdążę, potem zaś spotkać się z szaleńcem zwanym Giniem.
A potem? Potem mogę nie przeżyć. Ale to wyjaśnię w terminie późniejszym. 😀
Jeśli to ostatni wpis na tym blogu, no cóż, wiecie, co się prawdopodobnie stało. 🙂

Z innych wieści z wielkiego świata, to zostały dwa tygodnie do ferii i studniówki, też się cieszę. Trzeba tylko te dwa tygodnie przeżyć, hmmm, to będzie trudne.

O czym ja jeszcze miałem mówić? Aaaa, o rakietach.
Przed wczoraj przeżyłem bardzo miłe zaskoczenie, bo nagle w moim domu pojawił się Mikołaj. Mikołaj należał kiedyś do projektu, ale z przyczyn pracy i nauki musiał projekt opuścić, jak spora część grupy. Wyobraźcie moje zdumienie sobie, jak nagle stanął w drzwiach i zapytał czy może w czymś pomóc, bo akurat ma chwilę. No i w efekcie siedzieliśmy do prawie dwudziestej nad systemem nawigacji, bo swego czasu to właśnie Mikołaj był tym, który opracowywał system od strony elektrycznej, ja zaś skupiałem się na programowaniu, teraz przejąłem i obowiązki Mikołaja.
W każdym razie, jako że to członek starej ekipy, skończyć się to normalnie nie mogło, więc do kawy wpadł mu procesor, hmmm, proponuję zmienić temat.

Chciałem napisać dłuższy wpis, ale robi się późna pora, tak więc chyba opublikuję go w wersji obecnej, a w terminie późniejszym napiszę wam coś dłuższego. 🙂
Wszystkim życzę miłego piątku!

5 uwag do wpisu “Przystanek widmo… Czyli na szybko, co tam u mnie.

  1. Takie są już te dziewczęta, że co by nie założyły i jaką sukienkę by sobie nie kupiły i tak twierdzą,
    że mogło byc lepiej.

  2. W mówieniu dzień dobry dorównałeś Entom. 🙂
    Strasznie brzmi ten przystanek widmo. Normalnie tytuł chorroru. W Krakowie zdarzało się, że przystanki
    były podawane od tyłu, to jest od końca trasy. W ogóle różne cyrki bywały, a ludzie z realizacji dźwięku
    mieli dodatkowy ubaw, bo te przystanki zapowiada człowiek, który nas uczył.
    Piosenka mnie rozwaliła. My też wszystko przerabialiśmy pod kątem realizacji dźwięku, ale na ten temat
    to już więcej Denis może powiedzieć. 🙂

  3. Nieźle. Chciałbym zobaczyć część artystyczną studniówki, ale jeśli nikt nie nagra to się zobaczyć nie
    da. Szkoda. A jaki jest koncept?

  4. Hmm, fenomenu z sukienkami nie wyjaśnię jakoś naukowo, logicznie czy matematycznie, ale szukania butów
    nienawidzę. Pamiętam, że za tymi na studniówkę chodziłam dwa dni. Pewnie nie do końca należę do normalnych
    dziewczyn, bo lubię mieć nowe rzeczy, ale po półtorej godzinie łażenia po galeriach mam dość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *