Zajrzałem dzisiaj na Facebooka. Pośród stu przejrzanych przeze mnie wpisów widocznych na osi czasu, może trzy były warte uwagi, nie były kolejnymi zdjęciami, emotkami, komentarzami o jedynym celu napisania jakże elokwentnego xD, nie wspominam już nawet o udostępnianych linkach Four Square i tak zwanych memach.
Zajrzałem potem na Twittera, ale wyjąwszy kilka newsów ze stron Internetowych, nie było tam praktycznie niczego wartego uwagi.
Zajrzałem dalej na maila, ale znalazłem tam tylko wiadomości z list dyskusyjnych, w dodatku większościowo prezentujących poziom merytoryczny, o leksykalnym nie wspominając, zbliżony do naszych polityków, którzy dużo mówią, a mało w tym treści.
Zajrzałem więc na What’s Appa, po przejrzeniu kilku wiadomości z grup, uznałem, że niczym nie różnią się od tych mailowych, podobny bełkot i bezsens.
Zrezygnowany, wszedłem na Youtube, by obejrzeć coś ciekawego. Pokazało mi się kilka kabaretów, jednakże poziom większości skeczów był może odpowiedni dla ludzi o IQ poniżej pięciu, a szkoda, bo znam dobre naprawdę spektakle komediowe.
Przejrzałem nowinki naukowe, znajdując tam niezwykle inteligentne dyskusje o płaskiej Ziemi, nowych odkryciach astronomicznych, o których jednak Międzynarodowa Unia Astronomiczna ni Europejska Agencja Kosmiczna nie słyszały, a, no i jeszcze kilka bełkotów ludzi, którzy na temacie się kompletnie nie znają.
Wśród zagadnień edukacyjnych znalazłem ciekawe materiały, jakie Youtube podpowiada, dotyczące matematyki, w szczególności rachunku różniczkowego, materiały o ciekawych nazwach dotyczących całki wielokrotnej i przekształceń trygonometrycznych na liczbach Eulera. Zaznaczyłem je do późniejszego obejrzenia, ale, tym czasem, po szkole, potrzebowałem innej formy odprężenia, niż słuchanie o, owszem ciekawych, ale bądź co bądź wyczerpujących rzeczach. Warto tu nadmienić, że były to materiały pochodzące z uniwersytetów, nie od zwykłych ludzi.
Rzuciłem okiem na resztę podpowiedzi Youtubea, ale nie znalazłem tam niczego, co przyciągnęłoby moją uwagę.
Co jeszcze było na ekranie mojego iPhonea?
Voicedream Reader. Już po chwili siedziałem pogrążony w lekturze Silmarillionu, po angielsku swoją drogą, polecam.

Teraz zastanawiam się, dokąd to wszystko zmierza. Możecie mówić, że to jakaś forma sentymentalizmu i wcale nie mam tu na myśli nurtu filozoficznego. Może jest to i sentyment dla dawnych czasów, ale dobrze pamiętam, jak wyglądało to jeszcze kilka lat temu.
Nie miałem wtedy Facebooka, długo wzdragałem się przed jego założeniem, dopiero realia mnie zmusiły.
Mailowo konwersowałem z kilkoma ludźmi, na Klango prócz prywatnych wiadomości biło mocno serce forum, na Twitterze co i rusz pojawiały się ciekawe dyskusje, w których mnogości się wręcz gubiłem.
Nigdy nie byłem szczególnie aktywny społecznie, tak, przyznajmy to, byłem lekkim samotnikiem tak w sieci, jak i w świecie prawdziwym. Lubię rozmawiać z ludźmi, potrafię całe godziny tylko siedzieć i konwersować, ale unikałem i unikam wielkich imprez, spotkań całogrupowych.
Lubię się pobawić na urodzinach, studniówce i tak dalej, ale raz na jakiś czas, a nie notorycznie. Jak wracam ze szkoły, chętnie spędzam chwilę z rodziną, często ta chwila to nawet dwie godziny ciągłego opowiadania, co tam w szkole i świecie.
Ale potem lubię usiąść na spokojnie w pokoju i zrobić lekcje, pouczyć się, pogrzebać przy Eltenie.
Dawniej też tak było.
Wieczorami jednak chętnie siadałem i odpisywałem ludziom, z którymi konwersowałem. Z kim tak zawzięcie pisałem? Z ludźmi z sieci, w ogóle mi nie znanymi?
Nie, nic z tych rzeczy. Z rodziną w Anglii, ze znajomymi w rzeczywistości, a z dawna niewidzianymi ludźmi.
To nie tak, że pisało się do siebie codziennie, nie. Pisało się jednak raz na jakiś czas mail, który bardziej przypominał swą formą list.
Kiedy wam powiem, że maile pozostają bodaj moją ulubioną formą komunikacji, możecie mnie nazwać staroświeckim, konserwatywnym człowiekiem. Tak jednak jest, że nigdy do końca nie przemówił do mnie Facebook, a nawet Twitter. Nie z powodu idei, szczególnie drugiego, która była bardzo dobra. Dlaczego więc?

Dziś często słyszę, że się rozpisuję, rozwlekam to co piszę na masę słów, nawet od czytelników kilku tego bloga słyszałem te słowa.
To, co piszę w tym artykule, można przecież skrócić, pozbawić tej otoczki, napisać trzy, może pięć zdań. I będzie dobrze.
Najlepiej machnąć wielkie selfie jeszcze i pięć miliardów emotikonek.
Wywalić interpunkcję, bo poco, uprościć język, zdania wielokrotnie złożone zamienić pojedynczymi z podmiotem, orzeczeniem, maksymalnie dwoma okolicznikami i od biedy dopełnieniem, jednym. Przydawki to gatunek zagrożony.
Oczywiście teraz przesadzam, jednakowoż. Tak to zaczyna wyglądać.

Faktyczne pisanie zastąpiły skrótowce, wiadomości z serca zwroty na odczepnego.
W dobie Messengera mogę mieć odpowiedź od osoby, do której piszę w ciągu nawet kilku sekund, od razu. Co jednak z tego, gdy wiadomość ta to kilka słów, nawet nie zdanie?
Gdy opublikuję wpis na blogu, mogę otrzymać komentarz typu: fajne, super, podoba mi się. Co jednak z tego, skoro to znowu kilka słów?
Nie mówię, że jestem święty w tym aspekcie. Kiedy jestem naprawdę zajęty, sam w ten sposób często odpowiadam, na szybko.
Czy dobrze się z tym czuję? Nie.
Dlaczego to robię? Dlatego, że nie mam możliwości rozpisać się bardziej.
Dlaczego nie zaczekam? Dlatego, że brak odpowiedzi spowoduje niepokój odbiorcy. A może mój niepokój, że coś robię źle.

Wiele ludzi poszło jeszcze dalej. Wrzucają masę swoich zdjęć na Facebooku: o, patrzcie, jem śniadanie; patrzcie, jadę do pracy autobusem; patrzcie, to spotkany na drodze kot; patrzcie, mam nowe ubranie; patrzcie, nie wiem co sfotografować, ale ważne, że to właśnie ja to wstawiam.
Nie mówię, że dzielenie się zdjęciami jest złe, to świetna forma komunikacji dla widzących. Poco jednak się to robi?
By pokazać coś znajomym? Nie. By zdobyć najwięcej lajków, bo to jest cool.
Czy emotikony są złe? Nie. Emotikony są starsze od Internetu, obecne były w piśmie już w XIX wieku, pozwalają wyrazić swoje odczucia. Oczywiście, można przekazać to, co się czuje w inny sposób, konstrukcją zdań, ale emotikony to ułatwiają. Ludzie jednak poprzestają na samych emotikonach, unikając jak ognia prób, by cokolwiek od siebie napisać.
Czy skróty są złe? Nie, są przydatne, gdy trzeba skompresować wypowiedź lub się spieszymy. Istnieje jednak jakiś umiar, granica przyzwoitości, którą coraz częściej przekraczamy.

Gdy widzę współczesny świat, mam wrażenie, że stał się własną groteską, karykaturą, komedią.
Z jednej strony ludzie coraz rzadziej chcą się widywać, bo jest Internet, jest Facebook, nie ma czasu na to, by normalnie, po przyjacielsku się spotkać i wyjść na miasto. Impreza jakaś? Jasne. Chwila spokojnej rozmowy w cztery oczy? Gdzie tam, jest FB.
Z drugiej strony, ten Facebook też nie jest żadną możliwością poznania drugiego człowieka od tej strony jego wnętrza, serca i duszy, ponieważ usłyszymy zw, xd. Ewentualnie kilka słów dotyczących najważniejszych spraw. Mało kto będzie miał czas na opowiedzenie o tym, którymi strunami wybrzmiewają jego myśli. To, co na zewnątrz? A owszem, miejsce zamieszkania, zdjęcia, wszelkie informacje, których zdobycie wymagało kiedyś więcej wysiłku? Bardzo proszę, udostępniamy je chętnie każdemu, zawsze i wszędzie, byle było o nas głośno, byleśmy dostali kolejnego lajka.

Żyjemy coraz szybciej, nie mając czasu dla drugiego człowieka, ,choć komunikacja jest dziś już tak prosta.
Ścigamy się, by kupić smart zegarek, smart dom, smart pralkę, smart lodówkę, zaraz będziemy pewnie kupować smart kurtki, a potem zrobimy sobie smart paznokcie.
I będziemy wszędzie w zasięgu sieci, w zasięgu innych ludzi.
Tak blisko, a tak daleko.

Quo Vadis, Internet?

32 uwagi do wpisu “Internecie, dokąd zmierzasz?

  1. W zupełności się z tym zgadzam.
    Wszelkie kulturalne spotkania szlag już dawno trafił i jedyne, co teraz ludzie potrafią zrobić to skakać
    po drzewach jak małpy na facebooku albo inne takie rzeczy.

  2. Lepiej się tego opisać chyba nie dało. Zgadzam się w wielu aspektach. Nie rozumiem fotografowania nawet
    korka na drodze i wrzucania na FB lub wystawiania swoich zdjęć i dziwienia isę że ma sie dziwne komentarze.
    Ja na FB mam wszystko ukryte, zdjęciem profilowym jest czarny kwadrat i 99 procentt potów jest prywatnych.
    Trzeba mieć konkretne miejsca etc, żeby się czegoś dowiedzieć, coś pobrać etc. Tylko teraz jak by to
    wszystko pada.

  3. Ja nawet nie lubię otaczać się zbyt wielką ilością technologji. Drażni i przeszkadza mi to. Jak myślę,
    że miałbym kupować smart watch, to czuje się jakiś osaczony. Nie, nie, nie dla mnie. A na fb też nie
    zaczęsto zaglądam. Na whatAppie jedną grupę wyciszyłem, a do reszty ludzi na nim pisze sms, ale przyda
    się jak pojadę za granicę gdzie nie jest EU. Ale tylko w tedy. Na twittera też jakoś nie zaglądam. Mejla
    czasem otwoże, aby zobaczyć jakie ciekawe książecki ludzie wrzucili na listę dyskusyjną i jaką gazetę
    mi przysłali z Ekiosku, ale to tyle. Napisze czasem maila. Youtube, pare kanałów by się znalazło. Jeden
    Langusta na palmie, ale nie śledzę go teraz za pilnie, Ku Bogu, jeden z grami i jeszcze pare. Ale przeważnie
    te co śledzę oglądam. No i programik czasem Squide z wiadomościami. Najwięcej czasu spędzam nad książką.
    Więc mamy podobnie. Coć mam ochotę więcej czasu poświęcić na modlitwie. To nadal powinienem poprawić.

  4. No niby tak. I mnie też nudzą te różne rzeczy, które wszyscy udostępniają, a nikt nie wie po co. Wkurzają
    mnie grupy, w których non stop jest xd. Z drugiej strony jednak… no widzisz, łątwo iść w drugą stronę.
    TY powiesz, że ktoś ci powiedział, że głupo piszesz, ot może walnąć pięć zdań na odwal się. TYlko, że
    to nie o to chodzi. Własnie nie. Podejrzewam, że ci ludzie, którzy akurat tobie to mówili mieli na myśli
    to, że ogólnie masz tendencję do wpisów bardzo poważnych i długich, nie zawsze dla formy, czasami chyba
    też dlatego, że jak piszemy o nauce, to pszmy naukowo. Już nie mówiąc o wtrąceniach typu: może się mylę,
    może popełniam błąd itd. Bo tu nie przysięgnę, może tylko mnie tak to jakoś rusza. WIdzisz, nawet w tym
    wpisie mówisz: żeby nie wzbudzać niepokoju odbiorcy, żeby się nie wystraszyć, że robię źle… tylko idąc
    twoim tropem, który jest całkiem prawidłowy, to może warto zaczekać i napisać więcej, albo napisać, o,
    dłuższy komentarz za chwilę. Żeby uniknąć tego, legendarnego już, niepokoju odbiorcy. Dalej, zdjęcia,
    bo poszły zaraz po zdaniach na odwal się. Niby wkurza mnie koleżanka, która robi sobie 10 zdjęć dziennie,
    sobie tylko, nie liczę tych, które robi dookoła siebie. Z drugiej strony jednak, czasem nie wiem, co
    jest lepsze. Czy coś takiego, czy strach przed wrzuceniem jakiegokolwiek śmiesznego obrazka, bo: oooo,
    uzależniony od internetu, sam nic nie wymyśli! Nie mówię tu do ciebie, Dawidzie, sama widziałam u ciebie
    na fb ostatnio śmieszny wpis, super, bardzo fajnie, nie mówię, że ty tak robisz. Wyrażam tylko opinię,
    no bo wpis na ten temat, to i ja pójdę w tym kierunku. Z jednej strony znam osoby, które wychodzą z fb,
    bo wszyscy wysyłają zdjęcia i emotki i mam tego dosyć. Kurde, tyle tracą fajnych, wartościowych rzeczy.
    A z drugiej strony widzę ludzi, którzy wychodzą z facebooka, bo dostają masę hejtu, że wrzucają swoje
    wpisy, bardzo mądre rzeczy, no ale, kurcze, bez zdjęć. Ludzie kochani, to ich czytać już nie uczą? Więc,
    kończąc, myślę, że są dwie strony tego samego medalu. Bo z jednej strony nienawidzę xdowiczów wyłącznych,
    którzy nie umieją pisać niczego dłuższego, krótkie piszą z błędami, a zwykle i tak im się nie chce. Ale
    z drugiej strony, nie chcę zastanawiać się nad każdym wpisem na twitterze, czy ma głębszy sens filozoficzny,
    bo w końcu po to powstał twitter. Żeby raz wrzucić tam wpis: myślę, więc jestem. A drugiego dnia napisać:
    ludzie, dawajcie na plac wilsona, najlepsze kebaby! xddd. Pozdrawiam i życzę dalszej weny na twego bloga.
    🙂
    PS Dawidku, tylko nie odbierz tego do siebie, proszę cię, bo jak mi się tu zaczniesz tłumaczyć, to wrzucę
    ci mema. :p

  5. Ale co do imprez, zgoda w sumie 100 procent, chociaż, znam ludzi, którzy na prawdę wychodzą na zewnątrz,
    mimo, że nie stronią od fb, jak im się nudzi. Np. w sumie ja, chociaż nie o mnie pomyślałam najpierw.

  6. Dawidzie, masz specyficzny sposób wyrażania się. Nie potrafię go jakoś sensownie nazwać, w każdym razie
    gdy czytam coś Twojego i gdy czytany tekst w pełni rozumiem, ponieważ dotyczy on rzeczy przyziemnyh a
    nie całek, różniczek i im podobnych, 😀 mam ochotę się z Tobą nie zgodzić, a już na pewno znaleźć coś,
    z czym mogłabym polemizować. Nie traktuj tego jak obelga, bo bardzo lubię Twoje teksty, piszesz po prostu
    trochę katastroficznie. Tak, myślę, że to dobre słowo. Ale wiesz, lubię czasami teg łupie internetowe
    informacje, nie potrzebne właściwie do niczego prócz idiotycznego zabijania czasu. Trzeba po prostu znaleść
    w nich umiar. Myślę, że czasami po prostu trzeba poczytać coś głupiego, wstawić zdjęcie, którego jedynym
    tematem jest człowiek, a nie to, co mógłby pokazać i to ludzki wygląd, a nie jego charakter. Sama tak
    czasami robie i tak właściwie dopadają mnie wtedy różne rozkminy, że tak właściwie nie ma to większego
    sensu. Ale… wszystko jest potrzebne, takie jest moje zdanie. A n mądry tekst zawsze można natrafić
    i chyba doceniamy go tym bardziej, bo musimy wyłowić go spośród tego szlamu.

  7. Maju, szczerze?
    Gdybym mógł, a nie był zmuszony klasowymi grupami i podobnymi tworami, chciałbym, naprawdę chciałbym opuścić Facebooka.
    Nie wszystko tam jest złe, ale… Za dużo tam braku treści.
    Moniko, widzisz?
    Przynajmniej dbam o rozwijanie twojej zdolności argumentacji.
    Docenisz na maturze z polskiego.
    Jasne, że nie wszystko musi mieć głęboki sens.
    Na tym blogu też znajdziesz treści, które go nie mają.
    Sam na FB wrzucałem chociażby nasze zdjęcie z Pałacu Kultury i Nauki.
    Ale, jak sama zauważyłaś, pewne rzeczy robi się od czasu do czasu.
    A nie co kwadrans.

  8. ALe co kwadrans, a co pół roku, to jest czarny i biały. A my z Moniką jesteśmy gdzieś pomiędzy tym, a
    tym, tak myślę, bo powiem ci, że ona napisała dokładnie to, co ja myślę a boję się pisać. Nie mówię,
    że musisz siedzieć na fb, bardzo proszę, może trafiłeś na takich znajomych że ciągle są zdjęcia, ja fb
    używam bardziej do kontaktu z tymi, co chcę. No ale jak ty nie chcesz, ja nikogo nie zatzymam. Mówię
    tylko, że i jedno, i drugie czasem jest fajne, a mam wrażenie, że ty czasem wstawiasz nawet tutaj coś
    śmiesznego rozpoczynając to mentalnym przekazem: O mój Boże, drodzy czytelnicy, przebaczcie mi, że dziś
    tylko coś takiego. A ludzie to lubią, bo, tak jak ty, muszą odpoczywać tak samo, jak się uczyć. TYlko
    ty się do odpoczynku przekonujesz powoli, inni nieco szybciej.

  9. No tak, to prawda. W sumie to trochę mi smutno, że zgadzam się z Twoim powyższym (ponieważ poniższego
    jeszcze niema) komentarzem bez żadnych protestów. Czasami odnoszę wrażenie, że Facebook to takie miejsce,
    gdzie ludzie przede wszystkim wrzucają coś „na później”, żeby zachować, jakoś tam zapamiętać. I tak często
    jest w przypadku zdjęć. One są na Facebooku, czyli są w ogóle i można do nich wrócić, więc Facebook to taka
    przechowalnia, takie miejsce, gdzie można gromadzić coś, co tak właściwie interesuję tylko wąską grupę
    ludzi, a czasem jedynie osobę wstawiającą.

  10. Maju, to teraz ja będę ćwiczył sztukę prowadzenia polemiki.
    Istnieje pewna różnica między wstawieniem czegoś śmiesznego, a czegoś bezsensownego.
    Jedno to wstawić żart, śmieszny tekst, podkreślam, raz na jakiś czas.
    A drugie to notoryczne komentarze bez treści, nawet śmiesznej.
    Pozostaję przy swoim stanowisku, że Internet kroczy zdecydowanie w złym kierunku.

  11. Moniko, tylko widzisz.
    Weźmy twój przykład.
    Jakiś czas temu, z miesiąc będzie, pojawiło mi się na osi czasu zdjęcie użytkowniczki Monika Kaźmierczak, nie wiem, może znasz jakąś.
    Jeśli wierzyć temu, co owa tajemnicza persona napisała, parafrazuję, na zdjęciu jest w niebieskiej sukience czy jakoś tak.
    Na całj osi jedno takie zdjęcie.
    A nawet niech będą dwa albo trzy, pięć.
    Sam wrzucałem przecie swoje zdjęcia czy to zabawne, czy z ciekawych wydarzeń.
    Fakt, że moje zdjęcie profilowe jest w Wieliczce, jak jestem ubrany w strój górnika powinien coś mówić.
    Natomiast inna kategoria to człowiek komentujący wpisy jakże wyrazistymi xd, :D, :), haha.
    Człowiek, którego aktywności widzę kilkanaście, a każda z nich jest równie bezsensowna.
    Człowiek, który nawet nie wrzuca czegoś od siebie, co można zrozumieć, który za to komentuje w bezsensowny sposób równie bezsensowne materiały.
    Żeby te materiały wrzucali znajomi jeszcze zrozumiem, ale często pochodzą one z nieznanych stron.
    I trudno mi widząc to stwierdzić, że ok, potrzebował się odprężyć.
    W szczególności, gdy na zajutrz widzę to samo. I znowu to samo. I następnego dnia znowu to samo. I jeszcze raz.
    Poza tym, nie tylko o tym jest wpis, a raczej o zjawisku, w którym w Internecie gubimy kontakt z ludźmi.

  12. O Boże Dawidzie ,wiem! Nie mów do mnie, jak do dzidzi małej, po prostu ci pokazuje, że np. tutaj masz
    mnóstwo takich osób, które wstawią coś śmiesznego. I niechby i nawet co dwa dni! Ja ich lubię, ale to
    nie o to chodzi! Przecież ja ci cały czas mówiłam o śmiesznych, nie beztreściowych. Beztreściowców też
    bym wygarnęła z fb i podkreślałam to trzysta osiemdziesiąt pięć razy. xddd

  13. No ja to FB przeglądam nie zaczęsto i potrafie mieć z kilkadziesiąt powiadomień. A czasem faktycznie
    jest coś ciekawego. Najczęściej przelecę i przeglądam dopiero to, co mnie zainteresuje, np. pojedyńcze
    osoby. A resztę przewijam i może coś ciekawego się pojawi. A zdjęcia u ludzi, którzy ich mnustwo wrzucają
    omijam szerokim łukiem.

  14. Po za tym, jak zakładałem fb, to tylko poto, aby pogadać z tymi, z którymi innego kontaktu nie było.
    Jednak i z nimi kontakt zmarniał. Nie jestem znowu zbyt otwartym człowiekiem. Za żatko mam ochotę aby
    pogadać i chyba przez tą wadę straciłem przyjaciela. Ale to nie na to. 🙁

  15. No właśnie, też omijam to, co mnie nie obchodzi. Są kategorie facebookowych śmieciaży, którzy po prostu
    wszystko tam wrzucają, jest też grupa ludzi, która wrzuci zawsze coś wartościowego, ale jak już wrzuci,
    to jest cud i raz na ruski rok, ale istnieją też ludzie, którzy wrzucają umiarkowaną ilość, ale po tej
    ilości widać, że na prawdę wiedzą, po co te portale są, bo treści są fajne. W ogóle są. A takie wrzucanie
    czegokolwiek albo ciągłe retweety też mnie męczą, to ty się nie bój.

  16. Pełna zgoda z tobą, Maju.
    Po prostu jak widzę ile czasu przerzucam te wpisy, widzę, jak wiele go marnuję na wyszukiwanie perełek.
    Bo owszem, są, wiele takich wstawiasz chociażby ty, Elanor czy inne osoby stąd znane.
    Co jednak z tego, jak w ich poszukiwaniu muszę przerzucić stokroć więcej głupot?

  17. Zrobiła się dyskusja niczym na forum. Mnie rozwala wrzucanie przez użytkowników twittera samych rt, bo
    nic sami nie piszą lub udostępniania po 40 cytatów i wygląda jak udostępnianie wszystkich po kolei jak
    leci. Rozumiem raz na jakiś czas ale nie ciągle.

  18. I co ja mogę dodać. Wszystko co powinno zostać powiedziane zostało powiedziane. NO oprócz xd! A nie przepraszam
    było, więc móże :)? NIe, a poważniej… Rzeczywiście dawny świat umiera, dobrze, że jeszcze ze starszymi
    osobami można pogadać i włąśnie z nimi mi się najlepiej nawiązuje jakieś ciekawsze relacje. Przyjaciela?
    Mam słownie jednego, też może nie przesadzajmy, że poza tym wgl z nkim nie gadam, ale… Po prostu większość
    ludzi swoim podejściem nie przedstawia dla mnie wartości dodatniej. OK, pośmieję się, bo sam lubię odwalać
    itp. ALe nic więcej. Jak zakłądałęm w tym 2011 2012 r.
    twittera to było to takie.. Wow! TUtaj nie ma jeszcze takiego śmietnika jak na FB, teraz? No cóż, też coraz trudniej
    m coś wychwycić, albo rt, albo tweety z gier, no mamo, że TY to widzisz i nie grzmisz. TO samo z Youtube,
    dzisiaj przyłapałem się na tym, że najlepiej… Ogląda mi się kanały takich noo.. Starszych już osób
    np. Trucker hiob, ktory jeździ sobie po stanach maluchem i opisuje różne rzeczy, ale… Mam wrażenie,
    że… Jeżeli chodzi o tamte czasy i tamtych ludzi… Jest to gatunek wymierający, coraz trudniej jest
    mi odnaleźć się w świecie. Wszystkie te serwisy z nowinkami, no wszystko idzie na ilość, nie na jakość.
    Jeszcze: Sprawa naszego kochanego FB. Tego to ja już nawet nie przeglądam, bo to po prostu strata czasu.
    FB to się może dla mnie ograniczać do Purple faceboook, po to aby te kilka osób mogło się odezwać, tyle.
    Co do mnie… Jak nie mam nic ciekawego do napisania/wstawiania… Nie robię tego. Opinie innych mam
    w /dev/null.

    No i abstrahuję już od tego co ludzie robią sobie za przyszłość. Pokazują wszystko na fb, a potem zdziwko, że
    pracy nie mogę znaleźć. O mamo! Jaki ja jestem biedny! Dobra, końćzę, bo nie wiem czy ten słowotok ma
    jeszcze jaki kolwiek sens.

  19. Widzę, Dawidzie, że w końcu Cię trafiło dokładnie tak samo, jak mnie. Całkiem nie dawno umieściłam na
    FB wpis na podobny temat, dlatego tu rozwijać myśli nie będę. Powiem tylko tyle, że się w pełni z Tobą
    zgadzam.

  20. Ehhh, zdjęcia, zdjęcia. Sam wstawiam zdjęcia raz na 2 lata prawie, chociaż osattnie zdjęcie ze mą to
    ze mną Dawidem, Mają i Mikołąjem chyba, o ile ono w ogóle tam jeszcze jest i o ile to było To zdjęcie.

  21. W umiarze wszystko jest dobre, ale rozumiem Cię, Dawidzie, mnie też pisanie o wszystkim na Fb drażni,
    jednak czasem po prostu nie czytam.

  22. Troszkę zeszliśmy na temat tego FB, a przecie nie tylko o tym pisałem.
    FB to problem, ale bardziej chodziło mi o to, że w czasach, gdy komunikacja jest tak prosta, zanika ludzka zdolność do prawdziwego kontaktu z innymi.

  23. No to ja jeszcze się wypowiem.
    Problem zdecydowanie jest. Ludzie stają się mniej społeczni, bo wydaje im się, że kontakt wirtualny jest
    w stanie wszystko zastąpić. Na szczęście jednak jeszcze nie wszyscy tak uważają. Znam trochę ludzi, którzy
    są nawet na FB, ale nadal przedkładają realną relację nad tą internetową, a na facebooka wchodzą w zasadzie
    sporadycznie. Są też tacy, którzy wykorzystują facebooka głównie do udostępnienia jakiegoś fajnego cytatu,
    nagłośnienia jakichś akcji społecznych, wrzucenia zdjęcia raz na jakiś czas. Do tej grupy chyba ja się
    zaliczam. Z drugiej strony coś w tym jest, że takie platformy komunikacji, jak facebook, czy Twitter,
    chociaż się przydają, są zaśmiecane wieloma postami niewartymi uwagi. Zgadzam się tu z Dawidem, że istnieje
    jeszcze różnica między treściami śmiesznymi, a bezsensownymi. Pośmiać się czasem każdy musi. Inaczej
    by zwariował. Nie można cały czas rozstrząsać jedynie kwestii egzystencjalnych. Byłoby to wręcz nie zdrowe
    i nudne dla otoczenia, ale bezsens to zupełnie co innego.
    Nawiązując do tego, co Dawid pisał o youtube, nie zgodzę się, że nie ma tam nic treściwego. Można tam
    znaleźć oczywiście wiele filmików, których poziom jest poniżej krytyki, ale poza tym jest tam też dużo
    utworów muzycznych, interesujących podcastów tematycznych, wykładów z różnych dziedzin i tym podobnych.
    Trzeba tylko wiedzieć, czego szukać.
    Co do Messengera, też nie zgodzę się, że jest on bardziej sprzyjający skrótom i bezsensom, niż na przykład
    taki mail, czy SMS.
    Na messengerze, jeżeli tylko komuś się chce, też można napisać długą wiadomość, wcale nie mniej treściwą,
    niż ta mailowa. Wszystko zależy od nastawienia piszącego.
    Oczywiście żadna poczta elektroniczna nie zastąpi bezpośrednich kontaktów międzyludzkich. Osobiście z
    form komunikacji najbardziej cenię spotkania na żywo z osobami, z którymi chcę podtrzymywać znajomość.
    Lubię też rozmowy telefoniczne, generalnie te wszystkie sytuacje, kiedy słyszę tą drugą osobę w czasie
    rzeczywistym. Facebook, mail, Twitter są moim zdaniem dobre, jeśli chce się odnaleźć jakiegoś znajomego,
    z którym nie ma się innego kontaktu, ewentualnie podtrzymać znajomość z kimś, z kim aktualnie nie można
    się inaczej porozumieć, ale to wszystko. Pisanie z ludźmi, chociaż oczywiście też jest fajne, to dla
    mnie zazwyczaj niedoskonały substytut kontaktu.
    Podsumowując ten przydługi wpis, ogólnie się zgadzam, że nastąpił niepokojący trend, aby w relacjach z innymi stosować nadmierną ilość skrótów, co tylko te relacje spłyca. Nawiązując do samego Internetu, trzeba też powiedzieć, że jeśli wirtualne kontakty ludzi zdominują do końca te realne, w sensie bezpośrednie, będzie to początek końca na przykład prawdziwych przyjaźni, bo przynajmniej dla mnie, trudne by było zbudowanie naprawdę bliskiej relacji z kimś, kogo nie widziałem nigdy na oczy. 😛 No dobra. Może w tej sytuacji to Doś paradoksalne stwierdzenie, ale wiadomo o co chodzi. :)P
    Ogólnie jednak uważam, że sam Internet, choć nie wszystko, co się w nim dzieje jest godne pochwały, jest tylko narzędziem, ani dobrym, ani złym. Pytanie tylko, jak je sami wykorzystamy.

  24. Dawidzie, polecam od czasu do czasu robić czystki wśród znajomych. Może to nieuprzejme, jednakże skuteczne
    w zmniejszaniu śmieci na Facebooku. A jeśli nie chcesz wykonywać tak drastycznych operacji, możesz po
    prostu przestać ludzi obserwować. 🙂 Z tym, że zanika umiejętność komunikacji, się zgadzam, choć oczywiście
    są ludzie, dla których nie stanowi ona większego problemu i oby więcej takich

  25. Wiesz, Moniko?
    Szczerze, zapomniałem o możliwości zaprzestania obserwowania, dziękuję, obawiam się, że to dobry pomysł może być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *