Wpis ten powstał za sugestią Elanor i jest efektem generalnego stanu psychicznego zwanego głupawką, w związku z tym nie ponoszę odpowiedzialności za straty psychiczne wynikłe z jego lektury i fizyczne efektujące z zastosowania się do niniejszego poradnika.

Pośród wszystkich urządzeń w naszych domostwach niewiele jest tak irytujących i doprowadzających do takiej pasji, jak komputery. Choć badania nad rozwojem sztucznej inteligencji są dopiero w zalążku, sprzęty te zachowują się tak, jakby już od dawna posiadały świadomość, a głównym celem ich życia było uprzykrzanie żywota użytkownikom. Ile razy marzyliśmy o ich permanentnym uszkodzeniu czy wyrzuceniu przez okno.
Jeżeli brakowało Ci odwagi, by spróbować samemu, doświadczenia, by wystarczająco szybko poradzić sobie z niewiernym sprzętem, albo po prostu pomysłu, jak zabrać się do czynu zniszczenia, trafiłeś w dobre miejsce, prezentuję całą gamę pomysłów i metod na zniszczenie tego pomiotu zła, jaki zowie się komputerem.

Najprostszą i najskuteczniejszą, ale przez to prymitywną i nudną metodą uszkodzenia komputera jest wykorzystanie metody na młotek. Zgodnie ze starą ludową prawdą, że bez młota to nie robota…
Potrzebne narzędzia to młotek, ewentualnie młot lub młot pneumatyczny. Im cięższy tym lepszy.
Jeżeli niszczony przez nas sprzęt to komputer osobisty, należy ułożyć na stole roboczym obudowę, najlepiej kładąc ją bokiem do biurka. Przy laptopie jest prosto, wystarczy zamknąć matrycę i postawić go na stole.
Następnie wykonujemy jedno pewne, silne uderzenie młota w sam środek konstrukcji. Komputer nie powinien mieć żadnych szans na przetrwanie tego. W razie gdyby jakimś cudem przeżył, powyższą czynność należy powtórzyć.
Jak jednak mówiłem, metoda ta jest dość prymitywna i doświadczeni destruktorzy wykorzystują o wiele bardziej pomysłowe, a co za tym idzie wzbudzające większy szacunek i respekt możliwości.

Jak wiadomo, komputery wykorzystują do pracy prąd, w zależności od danego podzespołu napięcie prądu waha się od jednego i ośmiu dziesiątych do dwudziestu czterech woltów. Gdyby komputerowi podać troszkę więcej, no cóż, cel niniejszego poradnika zostanie wykonany.
Potrzebne narzędzia to śrubokręt, gniazdko elektryczne, dwa druty oraz izolowane narzędzia. Ważne jest, by zachować szczególną ostrożność, ażeby nie podzielić losu niszczonego komputera.
Stację dysków lub laptopa kładziemy bokiem na biurku tak, by móc odsunąć panel boczny lub otworzyć klapkę serwisową, wymaga to odkręcenia śrubek, posługujemy się tutaj naszym śrubokrętem. Wewnątrz widać masę kabli i elektroniki.
Teraz musimy znaleźć piny, czyli wystające metalowe bolce, dowolne. Ważne, by upewnić się, że znalezione przez nas piny należą do płyty głównej, nie zaś na przykład karty rozszerzeń, nasze szkody muszą być permanentne. Można też odłączyć gniazdo ATX zasilacza, to długi przewód zawierający dwa rzędy po dwanaście pinów, i w ten sposób upewnić się, że uszkodzeniu ulegną nie tylko przewody płyty głównej, ale i cała elektronika do komputera podłączona. Po wybraniu dwóch losowych pinów i zorientowaniu się w ich położeniu, stykamy do każdego z nich po jednym z drutów, ubezpieczamy konstrukcję tak, by omyłkowo drut nie odpadł, można na przykład zawiązać lekki węzełek. Teraz, korzystając z izolowanych narzędzi, drugie końcówki drutów umieszczamy w gniazdku elektrycznym, po jednym drucie w jednej dziurce.
Jeśli usłyszałeś trzask i poczułeś zapach dymu oznacza to, że pomyślnie spaliłeś komputer i nigdy więcej nie będzie ciebie denerwował.
Można jednak naszą destrukcję przenieść na jeszcze wyższy poziom.

Metoda, o której teraz powiem jest dość prosta, a zdecydowanie spektakularna. Niestety jednak dotyczy jedynie komputerów stacjonarnych.
Ponownie potrzebny będzie śrubokręt.
Po otwarciu obudowy w przedstawiony powyżej sposób, lokalizujemy główny przewód zasilający, tak zwane złącze ATX, to dwurzędowe gniazdo o długości dwunastu pinów. Teraz wystarczy je wyciągnąć i wpiąć ponownie, odwrotnie. Od tej pory nasz komputer jest tykającą bombą, a wraz z chwilą jego uruchomienia, cała elektronika się w miły sercu sposób usmaży.
Jeszcze bardziej profesjonalna metoda? Bardzo proszę.

Prócz śrubokrętu będzie nam tutaj potrzebna lutownica.
Otwieramy obudowę komputera lub laptopa i lokalizujemy wewnątrz dysk, będzie to prostokątny, cienki i odłączany przedmiot. Odłączamy dysk, uruchamiamy lutownicę i rozgrzany grot wpierw umieszczamy w cynie, potem zaś wtykamy do gniazda, z którego wypięto dysk. Trzymamy go tam przez moment.
Gotowe, teraz stopiliśmy całą taśmę SATA, żegnaj, komputerze.

Dla ludzi o mniejszych skłonnościach czy uzdolnieniach manualnych, a nadal pragnących zniszczyć komputer, mam też kilka porad, jak zabrać się do tego od strony programowej. Każda z tych metod uszkodzi nasz komputer równie skutecznie, co powyższe, niestety wadą jest, że prócz płyty głównej, reszta urządzeń, jak dyski, pozostanie sprawna. Z pewnością jednak takiego komputera nie uda się uruchomić, a zatem cel zostanie osiągnięty.

Jedną z prostszych metod jest wyczyszczenie pamięci UEFI, co spowoduje niemożność komputera do jakiejkolwiek pracy. Niestety, metoda ta działa tylko na nowszych komputerach. Potrzebny nam będzie tutaj system Linux, ja polecam wykorzystanie Talking Arch, gdyż mamy z pudełka wszystko, czego nam trzeba. Instrukcję wykonania kopii systemu i jej uruchomienia znajdziecie w Internecie, nie trzeba nawet go instalować, wystarczy w linii poleceń wprowadzić następujące polecenie
rm -rf –no-preside-root /
Żegnaj, komputerze.

Dla ludzi, którzy nie chcą bawić się z Linuxem, istnieje jeszcze jeden sposób. Potrzebny nam będzie pakiet aktualizacji BIOSu, znajdziemy takiej na stronie producenta naszej płyty głównej. Po pobraniu takiego aktualizatora, rozpoczynamy proces aktualizacji po czym, w połowie, wyłączamy zasilanie.
Adios, komputer.

Jeżeli jesteście dopiero początkującymi destruktorami i obawiacie się przed zniszczeniem całego komputera, mam też kilka porad uszkodzeń systemu operacyjnego, które spowodują, że komputer się nie włączy poprawnie, ale spokojnie będzie można na nowo zainstalować na nim system na wypadek, gdybyście się rozmyślili i porzucili nowy fach.

Najprostszą, lecz ponownie prymitywną metodą jest otwarcie folderu
C:\Windows\system32
i usunięcie stamtąd absolutnie wszystkiego, co tylko usunąć się uda. Nudne? Zapewne. Ale skuteczne.

Na koniec ostatni sposób, który jest całkowicie odwracalny, a jednak uziemia komputer nie mniej skutecznie, wymaga zaś sporo zabawy w celu naprawy.
Całość kondensuje się w jednym zdaniu.
Usuń plik c:\bootmgr .
I tak się kończy z Windowsem.

22 uwagi do wpisu “Zniszcz to sam, czyli podstawy destrukcji dla niewtajemniczonych: jak szybko i skutecznie pozbyć się komputera

  1. Powiem ci, Dawidzie, że internet traci mnóstwo na twoim perfekcjoniźmie dziwacznym. A ja tak chciałam ten wpis pokazać szerszemu gronu!

  2. No można jeszcze nie bawiąc się w liczenie napięć CPU podkręcić szynę FSB do maksymalnej wartości, albo nie ruszać FSB a zmienić frequency albo CPU Ratio xDDD

  3. Eee… Dawidzie, proponuję ten wpis puścić w świat. 😀 Znaczy, pokazać go na przykład jakiemuśinformatykowi. 😀

  4. Matryce w laptopach też tyle potrafią pobierać.

    A to mój autorski sposób, ktorym unieruchomilem WIndowsa i pożegnałem się z danymi. I nie miałem wtedey na celu zniszc zenia komputera. Naszczęście owe dane miałęm w backupach.

    cp koty /dev/sda4. CHyba tak to szło, bo już nie pamiętam czy trzeba nazwę w drugim parametrze podawać jak jest ta sama, czy nie. ;P. ALe nadpisanie urządzenia dysku rozwiązuje problem raz na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *