Zgodnie z obietnicą, oficjalnie pozdrawiam was z kraju Szekspira, Tolkiena, Defoe, Rowling, Chaucera i kilku innych znanych osobistości, szerzej znanego jako Anglia.

Dziś wstałem o trzeciej rano, zjadłem szybkie śniadanie i wybrałem się na lotnisko w Gdańsku.
Tu przygoda numer 1 – problemy z Kamilem…
Pan zatrzymał nas na lotnisku:
– A z kim ty lecisz? – Zapytał Kamila.
– Z bratem.
– Ale brat nie widzi.
W tym momencie poczułem, że już człowiek zaczyna mnie irytować.
– A rodzice wiedzą, że lecisz za granicę? Może dasz mi do nich numer?

Ehhh, na szczęście udało się jakoś dogadać i wejść na pokład..
Dwie godziny później wylądowaliśmy na lotnisku London Luton.

– Welcome in England. Where are you from? – Zapytała pani przy odprawie paszportowej.
– From Poland. – Odpowiedziałem. – We’d like to sign in for the passport control.
Kilka formalności i grzeczności…
Ok, udało się wyjść z lotniska.

– Can we expect any discounts due to my disability, ie. blindness?
– Yes yes.
No i świetnie, mogliśmy jechać za pół ceny.

Tu wielkie odkrycie. Jak widać, nawet w Londynie dobra zmiana zawitała, bo oto już w pociągach nie mówią, jak dotąd "The next station is"… Teraz mówią "We will shortly be arriving at"… Widzicie, jaki postęp językowy?

Z Luton do Blackfriars, z Blackfriars do Sutton, z Sutton do Ewell…
I oto tu jestem.

– Dlaczego ludzie przechodzą na czerwonym świetle? – Zapytał nagle Kamil.
– Bo widzisz… Tu światła rządzą się nieco innymi prawami…
Zielone – idź…
Czerwone, yyyyy… Idź.

W ogóle ten klimat UK jest widoczny od samego początku. Mówię o grajkach ulicznych, których ci tu dostatek.
W drodze z lotniska do Ewell spotkaliśmy ich
czterech.

W pociągach niezmiennie grzecznie przypominają: "Please mind the gap between the train and the platform"… Słowem, Londyn.

Pogoda jest na razie ładna, nie pada, ale to się nadrobi, jakby nie patrzeć… To Anglia.
Niedziela? Deszcz.
Poniedziałek? Deszcz.
Wtorek? Deszcz.
Taaa.

Ale za to temperatury normalne, bo dziś 21 stopni Celsjusza. I to ja rozumiem.

I tym akcentem żegnam was z pięknej dzielnicy Londynu o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie Ewell…
Swoją drogą, 100 punktów dla tego, kto domyśli się, jak to się czyta.
A ja idę z babcią na zakupy, bo lodówka świeci pustkami.
Best regards,
Dawid

8 uwag do wpisu “Tu światła rządzą się własnymi zasadami, czyli Please Mind The Gap between the train and the platform

  1. Ale, Dawidzie, w zeszłym roku już też mówili: We will shortly be arriving… A byłem w zeszłym roku na przełomie czerwca i lipca, więc to jest już dosyć długo. I widzisz: a my na żadne zniżki liczyć nie mogliśmy… Echhhhh… I jeszcze dwie sprawy. Grajkowie. Tak, to prawda. Jest ich pełno. Właśnie dlatego chciałbym wrócić do Londynu. Masz zadanie, żeby co ciekawsze występy nagrywać. xdd A dzielnica? Gdybyś mi nie powiedział, to bym się nie domyślił. 😛 Nie wiem, kto ustalał zasady tej… Hmmmm… Pisowni.

  2. O widzisz, ja byłem w zeszłym roku w lutym i jeszcze nie mówili. 😀
    A co do grajków, nie obiecuję, ale się postaram.

  3. U nas też czasem o przerwach przypominają. A co do grajków, racja. U nas w Polsce, jak ktośgra na ulicy, to nie wiem dlaczego pojęcie jest takie, ze albo nigdzie ińdziej nie umie, albo żebra. Niby dlaczego? Tam ludzie, na prawdę dobrzy w tym co robią, nawet płyty sprzedają w ten sposób. Wpis bardzo mi się podoba. Lubię, jak piszesz w ten sposób.

  4. Facet na lotnisku przegiął po całości. Jak ze mnie jest naprawdę spokojny człowiek, tak za coś takiego by mu się zebrało i to dość konkretnie.
    Poza tym… zazdroszczę. Ale to już chyba mówiłam.

  5. Ooo, bardzo mi się podoba rozwinięcie komunikatu w pociągach. Zszokowało mnie nastawienie pana z polskiego lotniska, ale co poradzić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *