Dedykowane tym, dla których poranek oznacza kolejny, nudny dzień, a deszcz zakrywa świat.

Szedłem raz lasem wśród buków i brzóz,
wśród kwiatów słodko pachnących,
gdzie strumień chłodny w świetle rannych zórz
szemrał o dziejach minionych.

I patrzyłem na niebo, gdzie wśród chmur dalekich
most jest marzeń rzucony;
kładka ze wspomnień po nieznane brzegi,
po klify u krajów tęsknionych.

A w dole, gdzie woda lśniła krystaliczna,
spływając po kraj baśniowy;
wesoło pluskając, historie jawiła
o snach już dawno wyśnionych.

I Słońce, co wstało, na niebie zbudzone,
na świat spojrzało z uśmiechem,
zabłyskało bukom, ciepło dało brzozie,
a strumyk zakryło chmur cieniem.

I mijały tak dni, goniąc dawne czasy,
pluskając, szumiąc i kwitnąc,
aż do lasu owego przybyły raz wiatry,
cuda baśniowe w nim widząc.

Lekko zaszumiały, popychając chmury,
by światy ze sobą połączyć,
deszczem rzęsistym marzeń napełnić strumyk,
deszczem z za mostów baśniowych.

11 uwag do wpisu “Poranek

  1. No właśnie. Ja też się podpisuję pod tym, że rym w pewnym momencie się zagubił, ale utwór śliczny. Może kiedyś nawet się pokuszę o interpretację.

  2. A ja podsumuję tak: każdy ma w głowie taką poezję, jaką podpowiada mu serce, więc jest tylko jego własna, a nie dla wszystkich jednakowa.

  3. Wiecie co? Patrzę na ten wiersz przez pryzmat czasu i nie widzę, by rymów mu brakowało.
    Niezawsze są dokładne, ale jakieś tam są.
    Chyba, że problem w czytnikach ekranu, bo niezawsze wersy kończył znak interpunkcyjny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *