Poradnik robienia z siebie pośmiewiska językowego na przykładzie PKP Intercity.

Czy można połączyć pozorną biegłość językową z robieniem z siebie obiektu pobłażliwych spojrzeń? Oczywiście! Dzięki temu poradnikowi dowiesz się, jak brzmieć zaawansowanie dla wszystkich nieznających języka angielskiego, a ze strony pozostałych otrzymywać drwiące uśmieszki. Wszystko zamknięte w dziesięciu przystępnych punktach.

1. Kogo interesuje podział na słownictwo formalne i potoczne? To dla akademików, przecież nikt nie zauważy różnicy.
2. Zdania złożone imiesłowowo to zło wyklęte ogniem palące.
3. Jedyne dozwolone łączniki to "therefore", "moreover", "furthermore" stosowane w ilościach powodujących alergię lingwistyczną.
4. O różnicach składniowych między polskim a angielskim zapomnij, nie ma ich, zniknęły.
5. Kogo interesują poprawnie użyte relatywizatory? Wpychaj who, that, where gdzie tylko się da! Jak się nie da, również.
6. Od nadmiaru the, a, an jeszcze nikt nie umarł!
7. Zapomnij o istnieniu czasu perfect. No chyba że akurat jest najmniej fortunnym wyborem.
8. Jak pomylisz się w kolokacjach… nikt przecież nie zauważy!
9. Jak coś jest synonimem w słowniku, to zawsze, ale to zawsze musi znaczyć dokładnie to samo!
10. A przy powyższych zawsze wybieraj najtrudniej brzmiące słowa. Nawet jak znaczą zupełnie coś innego, niż myślisz.

Za inspirację dla powyższego tekstu dziękuję komunikatom głosowym spółki PKP Intercity odtwarzanym w pociągach Express Intercity Premium.

14 uwag do wpisu “Instrukcyja lingwistyczna

  1. Ale po co używać a i the?
    Ty zastosowałbyś te przedimki w nadmiarze ja zredukowałabym je do zera wszak w polskim nie występują.

  2. Magmar, teoretycznie masz rację, ale w praktyce czasem te same słowa z „the” i bez niego mogą znaczyć coś zupełnie innego.

  3. Ale moment, czy komunikaty w polskich pendolinach na prawdę zawierają tyle błędów? Jechałem kilka razy i jeśli nic innego, to wydawało mi się zawsze, że nagrał je jakiś native speaker, który raczej nie pozwoliłby na coś takiego, no nie? Ale fakt, Dawid, Julita i inni komentujący znają angielski na pewno lepiej niż ja, ja znam nieźle, egzamin uniwersytecki B2 zdałem bez problemu, ale na certyfikatowe ćwiczenia, gdzie niestety często warunkiem jest wiedza, czego oni chcą, a nie dobra znajomość języka, na pewno się nie piszę. Inna sprawa, jak mówią na żywo, tutaj pamiętam np. takie zdanie jak (napiszę fonetycznie): Łi aprołczink stejszyn Katowyce. For ju trawelink PKP Intercity gudbaj. 😀 I to wcale nie była stacja końcowa.

  4. Tak, popsuli te komunikaty bardzo. Kiedyś muszę to chyba nagrać.
    Były nawet niezłe do wakacji, ale w te wakacje pojawiły się nowe i… popsuły.

  5. Jeszcze jedno. Nie do końca się zgodzę, że kluczem do zdania certyfikatu jest znajomość zagadnień certyfikatu. Często się tak mówi, a ja nie do końca wiem, dlaczego.
    Do FCE podchodziłem bez żadnego przygotowania, kursu… Dosłownie na samym egzaminie odkryłem, jakiego typu zadania mnie czekają. A go zdałem.
    Myślę więc, że warto próbować.

  6. Ale nawet w polskich komunikatach coś mi czasem nie gra, a konkretnie mam na myśli niby właściwy, a niby śmierdzący podejrzanie z lekka zbitek wyrazów
    prosimy zachować ostrożność i odsunąć się od krawędzi peronu”.

  7. Chyba już lepiej, niż „planowany odjazd pociągu”, jak to ostatnio ma miejsce.
    A po angielsku „the train is departing at”…
    Hmmm, użycia Present Simple to nawet w podstawówce uczą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *