Zaryzykuję twierdzenie, że sieć jest jednym z najdziwniejszych elementów budowy domowej infrastruktury informatycznej. Bo większość osób wie o procesorach, a przynajmniej coś im mówią określenia Intel Core I7, AMD Ryzen itp. Może nie do końca niektórzy wiedzą, co to albo że w ogóle tych coreów I7 jest więcej, ale mniej-więcej wiadomo, w którym dzwoni kościele. Tym bardziej wiele osób jest świadomych, co to jest pamięć RAM i że można jej mieć więcej, a już zwłaszcza, czym jest dysk twardy.
Może przeciętny użytkownik nie złoży sam komputera albo nie zapozna się wnikliwie ze specyfikacją kupowanego, ale określenia typu 256GB SSD, 8GB RAM czy procesor Core I5 coś mu powiedzą, dadzą jakiś ogląd na sprawę. Router jest jednak nadal takim dziwnym stworzeniem, przy którym nawet nieco bardziej zaawansowany człowiek pójdzie do sklepu i powie, że chce mieć, no właśnie, "Router". I na tym się kończy.
Muszę z resztą przyznać, że zasadniczo nie ma tu czemu się dziwić. Routera nie przelicza się zwykle na klatki grafiki, a w Internecie ważniejsze jest nasze łącze, niż używany sprzęt. Bo jeśli nasz dostawca daje nam 24mbps, chociażbyśmy klękali przed Routerem i całowali go po porcie WAN, cudu nie będzie.
Potrzeba lepszego sprzętu sieciowego zasadniczo w wypadku, gdy nie chcemy w domu odpalać serwerowni, ma tylko kilka przychodzących mi na myśl motywacji:
* Gdy mamy szybkie złącze światłowodowe i radio 2,4GHz lub 5GHz AC 433 nie pozwala osiągnąć pełnej prędkości,
* Gdy mamy w domu naprawdę dużo urządzeń Wi-Fi i proste modele nie wyrabiają,
* Gdy mamy naprawdę duży dom i musimy stworzyć siatkę punktów łączności typu Mesh,
* Gdy chcemy mieć naprawdę dużą kontrolę nad tym, kto się nam do sieci przyłącza i decydujemy się na protokół WPA2 Enterprise,
* Gdy mamy fioła na punkcie sprzętu i szczytem naszych marzeń jest konfigurowanie ustawień WMM i innych dziwadeł tego typu.

Generalnie, jak widać, prawdopodobieństwo wystąpienia któregoś z powyższych przypadków jest stosunkowo niewielkie. Mnie jednak, co ciekawe, ostatnio zaatakowały – w mniejszym lub większym stopniu – wszystkie z nich.

Szkic tego, jak to było

Jest sobie dom. Dom może z większych, ale na pewno nie gigant. Dom ten był jednak kilkukrotnie rozbudowywany, a w dodatku budowany kilkadziesiąt lat temu bez szczególnej dbałości o dokładność. W rezultacie ściany tego domu dla sygnału radiowego są niczym czarne dziury – niby był, a nie ma. Próbowałem wszystkiego, włącznie z wymianą anten na dwie 20dBi. Nic nie działało, zawsze potrzebny był drugi Router do zwiększenia pokrycia sygnału!
Sprawę jeszcze bardziej komplikowało to, co w tej sieci siedzi. A obsługuje ona jednocześnie firmę taty, nasze urządzenia domowe, wszystkich gości, a na dodatek spora część z tego musi gadać i słuchać świata zewnętrznego, bo tu jest biuro, z którego pozostałe sklepy pobierają dane o produktach. Po prostu miodzio.

Dotychczasowa konfiguracja

Generalnie sprawa wyglądała tak, że były trzy Routery.
Pierwszy z nich to dLink Dir300 2B. To urządzenie było w ogóle pierwszym routerem, jaki kupowany był dla tego domu i podtrzymuję opinię, że jest nieśmiertelne. Tyle, ile musiało przy mnie przeżyć, a do dziś działa.
Jak na rok zakupu, całkiem sporo umie ten Router, bo obsługuje już pasmo 802.11N, co w momencie jego produkcji wcale nie było standardem.
Technicznie dodam, że działał w podsieci 192.168.1.0, maska 255.255.255.0.
Do niego podpięte były dwa routery. Pierwszy z nich to stary dobry TP-Link TL-MR3420 rev 2.
A historia tego TP-Linka była następująca: kiedy pierwszy raz pojawiła się potrzeba kupienia drugiego Routera, przygotowałem sobie listę urządzeń, które mnie ciekawiły. Pojechałem do sklepu Komputronik w Gdyni i spytałem o nie. Odpowiedź brzmiała: "Żadnego nie ma".
– Co więc jest? – Zapytałem, nieco zdumiony.
Tak o to zaproponowano mi tego TP-Linka, a ja tylko upewniłem się, czy aby na pewno obsługuje Open-WRT.
I, owszem, obsługuje, śmiga na tym nawet. Co prawda ma porywającą pojemność Flash 4MB, co wymusza przy każdej zmianie oprogramowania ręczną rekompilację systemu i update z obrazu zamiast używania menedżera pakietów, ale działa.
Działał on w podsieci 192.168.0.0, maska 255.255.255.0 oczywiście.
Ostatni Router… No cóż, ostatni Router był prezentem – i to jednym z bardziej udanych. To TP-Link Archer C20, pierwszy sprzęt w tym domu, który działał 2-zakresowo, 2,4GHz B/G/N i 5GHz N/AC, niestety tylko 433mbps. Oszczędziłem mu instalacji Open-WRT, w owym czasie bowiem wersji dla niego jeszcze nie było, a potem nawet już tego nie sprawdzałem, skoro jego możliwości fabryczne są dostateczne. Ten router obsługiwał cały sklep.
Działał w podsieci 192.168.128.0, maska 255.255.128.0, która była dalej nieco rozbita, ale to już nie temat tego artykułu.
Dodam jeszcze, że z pierwszego routera ustawiłem statyczny Routing na TP-Linka TL-MR3420. Na Archera C20 nigdy się mi nie udało, to znaczy Routing działa, ale nigdy nie odkryłem, jak w nim przekonfigurować Firewalla, a że miałem wtedy gorszy dzień, rzuciłem to w, no, koronawirusa, i uznałem, że sobie poradzę, korzystając ze zwykłego przekierowania odpowiednich portów z komputera do Archera i z Archera na świat.

"Wind of change"

Zawsze uważałem, że cuda istnieją, a największym dowodem na to jest fakt, że tak porozwalana sieć domowa bezawaryjnie działała jakoś ze 7 lat. Sprawa jednak skomplikowała się, gdy rozpoczęło się koronawirusowe nauczanie zdalne. Dwa komputery w biurze, po jednym komputerze na dwóch braci, mój laptop i Macbook, telewizor z Netflixem, serwer sklepowy, terminale płatnicze, monitoring, kasy Wi-Fi, domowy Raspberry Pi. Router jęczał w agonii. I, co ciekawe, nie z powodu konfiguracji, którą dawno powinien szlag trafić, a przepustowości naszego łącza, która wynosiła 60mbps download i 6mbps upload. Nie uważałem nigdy, że to mało, ale widać istnieją granice. Doszło wreszcie do tego, że wykonałem SpeedTest, a wynik wynosił: download 3,11mbps, upload 0,13mbps.
Jako, że wszystko się pięknie ścinało, pojawiały się problemy i domowe i firmowe, a mała cyfrowa burza rosła miast maleć, postanowiłem dokonać lepszej zmiany. I wpadłem na genialny pomysł, który nazywał się QOS. Nigdy jakoś go nie ustawiałem u nas w domu, a może przyszedł czas?
I tu wielki zawód numer 1. dLink Dir300 nie obsługuje QOS.
No to może poprosimy o lepsze parametry łącza? Zaproponowano nam niewiele drożej łącze 120mbps download i 12mbps upload. Najpierw się zgodziliśmy, a potem… doznałem oświecenia.

Oświecenie

Co prawda jeden z Routerów, TP-Link Archer C20, obsługiwał pasmo 5GHZ 433mbps, co jednak z tego, skoro był podpięty do dLinka przez port LAN 100mbps? I co z tego, że ten dLink miał teoretyczną prędkość transmisji 150mbps (to jeszcze nie były czasy 300), skoro połowa tego szła na synchronizację danych w firmie? Niby mogłem poprzełączać Routery, pobawić się kablami i zreorganizować sieć, ale i tak nie dysponowałem niczym o gigabitowym złączu, niczym prócz Raspberrego Pi, który, jak na złość, nie ma Switcha.
Żeby sprawę jeszcze bardziej pokomplikować, pod koniec roku do Bolszewa trafia Światłowód, a my już mamy umowę, że od stycznia dostaniemy Internet 650mbps. Super perspektywa! Zwłaszcza, gdy najlepsze urządzenie sieciowe w domu ma prędkość maksymalną 433mbps.

Dobra zmiana.

Usiadłem więc do komputera i zacząłem przyglądać się ofercie Routerów na stronie morele.pl. Minęły już czasy, gdy liczące się firmy to tylko Cisco i Mikrotik, zwłaszcza w zastosowaniach nieserwerowych. Dziś wiele tańszych Routerów sprawdzi się w zadaniach, w których Cisco krztusił się 10 lat temu.
Poczytałem recenzje, poporównywałem produkty i ostatecznie uznałem, że najlepszą opcją jest Asus RT AC 1200G+. Planowałem na Router przeznaczyć do 500zł, model ten kosztował 300, więc był sporo poniżej granicy budżetu, a spelniał, wedle opisu i recenzji, wszystkie moje oczekiwania.
Router ten ma 2-zakresową sieć Wi-Fi z obsługą 802.11AC 1167mbps. Nie jest to najnowsze AC 1750, ale, bądźmy szczerzy, nie będziemy mieli łącza 1750mbps. Nie ma mowy. A w wewnętrznej sieci nawet 150mbps dawało radę.
Jest także wyposażony w 4 porty LAN 10/100/1000, obsługę kształtowania wiązki, QOS, własny serwer VPN i jeszcze kilka mądrych funkcji, które były rajem dla mych oczu.
A jak się sprawdził, jak działa i czym jest w rzeczywistości? O tym napiszę w recenzji jakoś wkrótce. 🙂

6 uwag do wpisu “Routerowa dobra zmiana

  1. Mam podobny, ale modelu nie pomnę. Swoją drogą mimo, że cztery antenki, a mieszkanie nie domek to chyba i tak trzeba będzie czymś go wspomóc, bo są miejsca, gdzie sygnał hm… no jest, ale ma problemy porównywalne do tych, które przechodzi obecnie służba zdrowia w paru krajach.

  2. TP linka tlmr mam chyba nawet tego samego na pułce :).
    Pamiętam jak się kiedyś w panelu sterowania bawiłem :D.
    Dostarczałem najpierw neta z USB dla pokoju, ale pewnego pięknego dnia wpadliśmy z kumplami na pomysł, a może by go tak wpiąćdo szkolnej sieci po kablu?
    I tak po lekkiej rekonfiguracji router działał z dość dobrą prędkością z sieci.
    Generalnie ktośkiedyś u nas w szkole wywalił chyba całąsieć routerem, bo się nie znał. Pamieam, że przyszedł do nas informatyk akurat tego dnia gdy stawialiśmy router i zapytał, czy nam nie pomudz, na co usłyszał.
    Wie pan, my to już wszystko w zasadzie w 5 minut ogarneliśmy :), z resztąja tam nikomu do mojego routera jak o panel admina chodzi nie dał bym dostępu.
    Pierwsze co zrobiłem to zmiana admin admin na admin kocica :D.
    W szkole natomiast dość czesto router wi-fi z II piętra się wysypywał. Pewnego dnia doszliśmy do tego, dlaczego. Ktoś go po prostu crashował, co nie było niczym dziwnym jak sięokazało z powodu loginu admin i hasła admin xD.

  3. Taak! 90 procent sieci Wi-Fi na świecie ma chyba zachowane oryginalne hasło dostępu do panelu. I to w sumie jest przerażające, bo pół biedy jak ktoś Router dla żartu wysypie, gorzej, jak doinstaluje oprogramowanie przechwytujące ruch sieciowy.

  4. wiesz, z tymi routerami to nawet masz rację. Do tego stopnia, że kiedy przełączałem nasz dawny router w pasmo 5 ghz, bo obsługiwał jedno tylko pasmo jednocześnie, to mój tata, generalnie człowiek ogarnięty technicznie zapytał się, czy przypadkiem za to dostawca nie pobierze sobie dodatkowej opłaty.

  5. Ehh, właśnie troche szkoda, że u nas na drugim piętrze w klasztorze, oddział chłopski, nie ma domyślnego hasła. A bardzo próbowałem kiedyś się do panelu dostać. Tak bardzo próbowałem, zę się router zwiesił, no bo co ja poradzę, że program nie mógł odgadnąć hasła? 😀

  6. a z prędkościami, no cóż, prędkość na ten przykład 433 mb/s można spokojnie podzielić przez półi to pewnie będzie maksymalna prędkość, jaką uda się uzyskać stojąc koło routera. U nas jest teraz światłowód 600 mb/s, a router mamy jakiś śmieszny od vectry, więc nawet nie ma dostępu do panelu. Router ma po dwie anteny 2,4 i 2 anteny 5 ghz czyli taki standardzik 1200. W standardzie 5 ghz ac teoretycznie do 866 mb/s, no ale wiadomo, przy routerze stojąc miałem maksymalnie 500 mb/s. Więc nawet nie ma sensu ani mieć szybszego łącza, ani nawet lepszego routera do obsługi tego lepszego łącza, bo większość urządzeń odbiorczych nie obsługuje więcej, niż te dwie anteny.
    A u mnie w pokoju sprawa jest jeszcze ciekawsza, bo jest też czarna dzióra zasięgowa, więc sobie podpiąłem urządzenia powerline i z cudownego 600 mb/s ja mogę mieć jakieś maksymalnie 90, zważywszy na obciążenie naszej sieci elektrycznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *