Od kilku miesięcy staram się uzupełnić lokalną kolekcję muzyczną. Są Spotify, są inne Apple Musice i chwała im za to, sam bardzo chętnie i często z zasobów Spotify korzystam. Zawsze jednak lubiłem mieć wszystkie zasoby muzyczne także w sposób możliwie fizyczny. A że dziś płyty CD są średnio rozsądnym rozwiązaniem, chociażby dlatego, że mój laptop nie ma stacji płyt CD (choć oczywiście posiadam taką po USB), dotyczy to lokalnych zbiorów.
Zawsze piosenki moich ulubionych wykonawców czy moje ulubione albumy przechowywałem w formacie flac. Teraz, mając do dyspozycji dwa razy większy dysk, uznałem, że zasadniczo mógłbym przejść na flac już z całą swoją biblioteką. Ale okazuje się, że sprawa nie jest wcale tak prosta, o nie.
Pobrałem właśnie takie fajne archiwum akurat Skaldów, ponad 2GB danych. I powiem wam, że wybitna musi być to jakość, skoro taki laik jak Dawid słyszy po nagraniach, że Flac może i to jest, ale raczej konwertowany ze skompresowanego strumienia w MP3. I to tak serio skompresowanego, więcej niż 64kbps bym temu nie dał. 😀
Wychodzi na to, że problemy są już dwa: po pierwsze dorwanie wersji radiowej, a po drugie czegoś, co jest dźwiękiem nieskompresowanym bezstratnie, a nie tylko taki udaje.

4 uwagi do wpisu “Skoro nawet ja to słyszę?

  1. Dlaczego usunąłeś ze swojego bloga duet SKaldów i Łucji Prus.
    Mam CI ja skojarzenia z tym dniem. Powiem więcej on zmienił moje życie dlatego te komentrarze miały dla mnie wartość historyczną?
    Skąd zdobyłeś te nagrania?
    Właśnie, muszę skompletować sobie Skaldów dzięki, że przypomniałeś może inni też połkną.

  2. Jaknie masz gdzie gromadzić swoichzasobów, załóż sobie konto na tyflodysku gdzie chmura jest bez limitów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *