Mam ten komputer od nieco ponad 48 godzin. Czeka mnie jeszcze przynajmniej kilka tygodni – a najpewniej i miesięcy – zanim przetestuję go w każdym scenariuszu, odkryję ukryte wady i zalety. Jak jednak obiecałem, dziś recenzja związana z pierwszymi wrażeniami.

Specyfikacja techniczna

Procesor: Intel Core I7-10750H, 6 rdzeni, 12 wątków, 2,6GHz do 5,0GHz, 12MB Cache
RAM: 32GB DDR4 2933MHz
Grafika: Nvidia GeForce GTX 1650 Ti, 4GB GDDR6, 1350 do 1485 MHz, 128-bit
Rozdzielczość ekranu: 1920×1200 Px
Karta sieciowa: Killer Wi-Fi 6 AX1650S
Dysk: Kingston SA2000M8 1TB SSD NVMe PCI-E X4
Bateria: 6-cell 86WHr
Pozostałe moim zdaniem ważne: moduł TPM w wersji 2.0, czujniki HID V2, czytnik linii papilarnych Goodix

Dlaczego ten model?

O swoim przyszłym laptopie myślałem już od kilku miesięcy. I choć nie planowałem go kupować w tym roku, jak już wcześniej na blogu pisałem, badałem rynek w poszukiwaniu sprzętu, który za rok albo dwa stanie się moim nowym narzędziem pracy. A zadanie wcale nie jest proste, bo wymagania mam dość specyficzne.
Z jednej strony zależy mi na dobrych podzespołach, ale i baterii. Jakby nie dość było tu wzajemnych wykluczeń, dorzucam do pakietu jeszcze niewielki rozmiar. To wszystko sprawia, że możliwości pozostają bardzo niewielkie.
Moim poprzednim komputerem był Dell XPS 15 9550, do jego recenzji odsyłam ciekawych, dlaczego on. Jako, że był to zakup więcej niż satysfakcjonujący, najbardziej oczywistym wyborem było pozostanie przy serii. Co więcej, gdy wrzucicie w Google hasło "Best laptop for a software developer", pierwszy wynik od góry to strona na blogu creativebloq.com, gdzie zakupiony przeze mnie komputer na liście jest pierwszy. Postanowiłem jednak przeanalizować wszystkie proponowane tam komputery.
Pomijając MacBooki, nie ma tam niczego, co podzespołami równałoby się z XPS-em.
Pozostawał jeszcze dylemat co do wielkości laptopa – 15 czy 13 cali. I to była trudna kwestia, bo bardzo kusiła mnie mniejsza wersja, ze względu na jej mobilność.
Ostatecznie wybrałem XPS-a 15, choć tak naprawdę nigdy się nie przekonam, czy był to lepszy wybór. Najważniejsze argumenty, które tu zaważyły:
1. Większa, a co za tym idzie nieco wygodniejsza, klawiatura, choć na tą w trzynastkach nie można też nażekać,
2. Większa ilość złączy,
3. Ale przede wszystkim po prostu szybszy dysk.
Bo o ile procesor jest tam całkiem znośny, o tyle z przyczyn oszczędzania energii, XPS 13 9300 (tegoroczny) otrzymał słabszy dysk niż poprzednie modele 7390 i 9370. Benchmarki wskazują, że dysk ten osiąga niecałe 900MB/s prędkości odczytu, co w 2020 roku przy dyskach NVMe jest wynikiem mocno przeciętnym. Dla porównania, dysk z XPS 9370 (dwa lata starszego) osiąga 1600MB/s odczytu, prawie dwa razy więcej.

Dlaczego taka konfiguracja

Model ten sprzedawany jest w różnych konfiguracjach, dotyczących dysku, pamięci, procesora, baterii i ekranu. Dla mnie jednak od początku jasne było, co dokładnie chcę wybrać.
Po kolei. Można dostać ten komputer z procesorem I5, I7-10750H, I7-10875H oraz I9-10985H. Ja wybrałem opcję drugą.
Z testów wynika, że I5 jest procesorem ok. 37 procent słabszym. I9-10985H zaś tylko ok. 14 procent lepszym. Z czego to wynika i co oznacza?
Procesor I5 mógł się okazać dla mnie zbyt słaby, po prostu. Do tej pory pracowałem na I7-6700HQ, od którego I5 10 generacji pozostają wolniejsze. Oczywiste było dla mnie, że z I7 przesiądę się na I7. Dlaczego jednak nie model wyższy?
Dlatego, że uzysk jest niewielki. Dostajemy dwa rdzenie więcej i 4MB dodatkowej pamięci Cache. Nie zmienia się jednak ani bazowe, ani maksymalne taktowanie. Procesor 10875H jest zatem fajną opcją dla grafików i innych osób pracujących na wielu rdzeniach, ale w zastosowaniach, które wymagają do 6 rdzeni (m.in. programowaniu aplikacji desktopowych), różnice są prawie niezauważalne. Z jednym wyjątkiem, o ok. 10 procent krótszym czasem działania komputera na baterii. Decyzja wydawała się więc oczywista. I9 ma nieco większe taktowanie, ale skraca już bardzo zauważalnie czas pracy, a ja przyznam szczerze, że już dysponuję taką mocą obliczeniową, że z procesorem I9 musiałbym chyba przebranżowić się na hakera, by ją jakkolwiek wykorzystać. 🙂
Co do RAM-u, opcje to 8, 16, 32 oraz 64 GB. Ja wybrałem 32. Już z doświadczeń z XPS 9550 wiem, że 16 to krztynkę mało, ale nie mam zielonego pojęcia, na co mi by było aż 64.
Dysk? Tutaj gama to 256, 512, 1024 oraz 2048 GB. I ja znów po środku, wybrałem 1TB. Po prostu więcej mi nie trzeba, więc poco przepłacać?
Ekran to dwie opcje: full HD oraz dotykowy 4K. Chyba z perspektywy niewidomego oczywisty jest wybór opcji FHD, zwłaszcza, że 4K oznacza skrócenie czasu pracy nawet o 30 procent.
Skoro o czasie pracy mowa, ostatnia różnica to bateria. Mamy opcje 54 oraz 86 WHr, u mnie padło na propozycję nr 2.

Dotykając sprzętu

Byłem pewien, że komputer będzie podobny do poprzedniego XPS-a 15. XPS 13 9370, dwa lata młodszy od 9550, pozostaje do niego łudząco podobny. W tym roku jednak Dell zdecydował się na daleko idące zmiany. I o ile podobieństw nie brakuje i każdy kto widział jakiegoś Della XPS na pewno rozpozna, że to XPS, to jednak wiele się zmieniło.
Wymiary urządzenia to 344,4 x 230,3 x 18,0 mm. To ważne, bo Dell od kilku lat chwali się, że jego laptopy z serii XPS to najmniejsze urządzenia w stosunku do przekątnej ekranu na rynku: z XPS-em 15 wielkości 14-calowego notebooka i XPS-em 13 wielkości 12-calowego. I rzeczywiście mogę to potwierdzić, te laptopy są malutkie. Nie można jednak tego powiedzieć o wadze wynoszącej, zależnie od konfiguracji, od 1,8 do 2,05 kg. Dla porównania najnowszy MacBook Pro 16, o większym o cal ekranie, waży niecałe 2kg.
I masę tą po prostu czuć. Nie można jeszcze powiedzieć o tym komputerze, że jest ciężki, ale w porównaniu ze swoimi wymiarami, waga zaskakuje.
W stosunku do Della XPS 15 9550 zwiększyła się klawiatura. Już w poprzednim modelu mówiłem, że klawiatura to ogromny atut serii XPS, tym razem opinię i podtrzymuję, i pogłębiam, bo klawiatura jest jeszcze większa, z wyraźniejszymi odstępami i skokami klawiszy. Pisze się po prostu na niej bardzo przyjemnie.
Skoro o klawiaturze mowa, warto dodać, że XPS poszedł za trendem i przeniósł przycisk zasilania. Obecnie przycisk ten to po prostu górny prawy klawisz na klawiaturze, przy okazji z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych. Przyzwyczaił mnie do tego MacBook, ale podejrzewam, że gdyby nie on, nie raz i nie dwa bym go omyłkowo wcisnął.
Jedyny poważny problem związany z klawiaturą to klawisze home i end. Nie pojmę, co strzeliło do łba inżynierom Della, by przypisać te klawisze do skrótów FN+F11 i FN+F12. No głupszej myśli dawno nie widziałem! I choć się już do tego przyzwyczajam, w pracy nad kodem nie jest to i nigdy nie będzie wygodne.
Powiększył się też touchpad, co pewnie z kolei dla wielu niewidomych będzie wadą. W tej chwili znaczna część palmrestu jest zajęta przez urządzenie wskazujące. Jeszcze nie zdarzyło mi się przypadkiem na nim czegoś kliknąć, ale umiem sobie wyobrazić, że wielu użytkownikom się to uda, bo albo nie mają nawyku trzymania rąk po bokach matrycy, albo po prostu mają dłonie nieco większe. Z drugiej strony tak duża przestrzeń gładzika jakby z automatu załącza mi myśl, że może czas powrócić do szeroko dyskutowanej na grupie NVDA w roku 2014 kwestii wykorzystania gestów jako skrótów nawigacyjnych dla czytnika.
Przy okazji kolejnych modeli XPS, Dell za każdym razem chwali się niewyobrażalnie cieniutkimi ramkami wokół wyświetlacza. Można odnieść wrażenie, że ekran trzyma się tu już chyba tylko na włosku. I tu wyobrażenia prześcignęły bardzo rzeczywistość. Jasne, ramki są cienkie, mają kilka milimetrów. Czytając jednak recenzje i zapowiedzi, spodziewałem się, że będą znacznie cieńsze, że ledwo co je wyczuję. Dobra, są cieńsze niż w XPS 15 9550, ale nie jakoś wybitnie, z jednym wyjątkiem ramki pod ekranem. W poprzednim modelu mieściła ona kamerę i mikrofon, co sprawiało, że była znacznie grubsza, kilka centymetrów. Tutaj także i górna, i dolna rama wyświetlacza są szerokości kilku milimetrów, dzięki czemu rozdzielczość pionowa ekranu wzrosła z 1080 do 1200 px przy zachowaniu tych samych wymiarów.

Dostępne złącza

18 mm wysokości, w tym 7,7 mm dolnej części zobowiązuje, ale zobowiązuje do czegoś, co pewnie będzie postrzegane tu jako wada. Mianowicie nie ma szans, by zmieścić pełnowymiarowe gniazda USB. Zrobiłem test, przykładając wtyczkę USB do obudowy. Jest po prostu od niej wyczuwalnie grubsza.
Mam tu mieszane uczucia. USB-C to standard lepszy, szybszy, bardziej uniwersalny. Tak się jednak złożyło, że dosłownie kilka tygodni temu bojowałem z wyborem laptopa dla kuzynki Julity i okazało się, że w segmencie niskiej półki cenowej, tylko pojedyncze modele dysponują choć jednym portem USB-C. Dążymy więc do sytuacji, gdy drogie sprzęty rezygnują z tradycyjnych portów USB, ale nigdy nie pozbędziemy się przejściówek, bo na próżno szukać nowoczesnych gniazd w tańszym sprzęcie. Jako kuriozum pozostawiam fakt, że MacBooki od kilku lat nie posiadają portów USB, jednak iPhone dołączany ma przewód USB – Lightning, a więc przejściówkę na USB-C, drogi użytkowniku, załatw sobie sam.
Pocieszyć może za to fakt, że w przeciwieństwie do Apple, Dell do swoich komputerów dołącza odpowiedni adapter. W pudełku z komputerem znajdziemy zatem kostkę z wysuwanym złączem USB-C, która posiada jedno tradycyjne gniazdo USB 3.1 i jedno gniazdo HDMI. I byłoby wspaniale, uważam jednak, że jedno USB to jeszcze za mało, takie gniazdka USB powinny być przynajmniej dwa. Ale nie psujmy wrażenia, mogli zawsze pójść wraz ze wspaniałym duchem Apple i nie dać przejściówki żadnej.
Z lewej strony, zaczynając od bliższej strony laptopa, znajdują się: dwa porty USB-C 3.2 ze wsparciem Thunderbold 3 oraz gniazdo klinowe.
Z prawej strony, zaczynając od strony użytkownika, znajdują się: jedno złącze USB-C 3.2, złącze kart pamięci SD, złącze Jack 4-polowe (słuchawki/mikrofon).
I to zasadniczo wszystko. Uważam, że wcale nie jest tych złączy za mało, pamiętać trzeba jednak o jednej pułapce. W tym komputerze zasilanie odbywa się poprzez port USB-C. O ile więc nie zakupimy osobnej, wcale nie aż tak taniej, stacji dokującej, do naszego użytku pozostają porty USB-C tylko dwa.

Pierwsze wrażenia

Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Komputer bardzo szybki, ale i przy tym cichy. Podczas pracy nad Eltenem czy pisania tego wpisu ani razu nie usłyszałem budzącego się do życia wiatraczka, co akurat dla mnie zaletą jest ogromną, dźwięk pracującego chłodzenia potrafi mnie bowiem bardzo skutecznie rozpraszać.
Niestety, tu muszę nieco popsuć wrażenie. O ile nie jest łatwo zmusić ten komputer do uruchomienia radiatora, to kiedy już się to nam uda (np. podczas budowania NVDA), dźwięk jest dość piskliwy, problem, którego model 9550 nie miał. Nie jest to może bardzo głośny pisk znany z tańszych Inspironów, ale gdzieś tam te wysokie częstotliwości w tle pobrzmiewają, skutecznie irytując użytkownika.
Rzuca się też w oczy dość duża wnęka między ekranem a przednią częścią obudowy. To tam znajduje się jeden z wiatraczków. Dzięki takiej budowie, chłodzenie jest znacznie efektywniejsze, jednak ja nie mogę pozbyć się wizji całego kurzu w powietrzu trafiającego w tę przestrzeń. Coś czuję, choć to na razie tylko podejrzenia, że XPS 9500 będzie wymagał znacznie częstszego czyszczenia sprężonym powietrzem od modelu poprzedniego, by zachować tę kulturę pracy.
Jeśli chodzi o wydajność, pierwszym szokiem był, co ciekawe, Firefox. Od momentu wciśnięcia Entera na ikonie do załadowania przeglądarki i gotowości na wpisanie adresu mija jakieś ćwierć sekundy. Przyznam uczciwie, że mnie to kompletnie zamurowało i byłem przekonany, że przeglądarka gdzieś działa w tle, ale nie, nic z tych rzeczy.
A w reszcie spraw niech przemówi zegarek:
Czas (pełnego) startu Windowsa: 6,2 sekundy,
Czas instalacji Debiana: 2 minuty, 11 sekund,
Czas kopiowania pliku o pojemności 20GB z zewnętrznego dysku SSD USB-C: 11,3 sekundy,
Czas wybudzenia z hibernacji: 3,1 sekundy.

Co z baterią?

Nie wiem, jak szybko bateria będzie się zużywała. XPS 9550 cechował się jej bardzo dużą żywotnością, ale jak będzie tutaj? Poczekamy, zobaczymy.
Na razie zrobiłem test, odłączyłem zasilacz przy pełnej baterii i pracowałem, z założenia czekając aż Windows pokaże 10 procent. Były w tym oczywiście spore przerwy, ale tym lepiej symulowało to naturalne warunki. O godzinie 23:00, po dziewięciu godzinach, wciąż system wskazywał 38 procent. W tym momencie test przerwałem. 🙂 Dodam, że naładowanie baterii od 38 procent do 100 procent potrwało 97 minut.

Jeszcze za szybko na omówienie wydajności

Potestuję, zobaczę, uwierzę, opiszę. Jestem pewien, że wyniki będą dobre, pytanie brzmi, jak dobre. To nie jest laptop z niskiej półki cenowej, ja więc pozostanę wobec niego bardzo krytyczny. I powiem wam szczerze, że choć piszę tu dużo dobrego o tym sprzęcie, musimy pamiętać o poprzeczce, którą Dell postawił.
Skoro jest to sprzęt oficjalnie kierowany do programistów i grafików, skoro jest to model flagowy, po prostu musi być wybitnie dobry. To nie jest komputer przeceniony na wystawie w markecie, w którym pewne kompromisy można przyjąć.
I choć jestem na razie bardzo zadowolony i mam szczerą nadzieję, że tak pozostanie, każde inne odczucie na tym etapie byłoby po prostu rozczarowaniem zakończonym zwrotem towaru.

12 uwag do wpisu “XPS 9500, pierwsze wrażenia

  1. Dałbyś jakieś próbki z wbudowanego mikrofonu na wyłączonych ulepszeniach? Możliwe, że za jakiś czas, sam również będę musiał coś bardziej mobilnego niż blaszak sobie sprawić.

  2. W moim latitude home i ent też jest pod f11 i f12, w sumie w tym samym miejscu mam też przycisk zasilania. Być może jest to już jakiś standard i pozostaje się przyzwyczajić. Niemniej jednak skoro to 15 calowy lapek to dziwi mnie to, bo producent miał trochę więcej miejsca na te klawisze.

  3. A w XPS13 z kolei Home jest pod F12, który też chyba jest insertem, a End jest osobnym klawiszem.
    I ja, osoba absolutnie przywiązana do osobnego inserta, ja, osoba, która zawsze pozostawiała stosowne pole w oknie powitalnym NVDA odznaczone, musiałam je zaznaczyć! 😀

  4. Ehh. A już miałem pytać, czy byś go nie sprzedał lub nie dał do testów człowiekowi spragnionemu cichej, dosyć wydajnej niewielkiej jednostki. 😀

  5. Jeszcze co do czasu startu systemu, to wszystko jest bardziej skomplikowane i złożone, zależąc od wielu czynników. Chociażby jeśli masz HDD, nawet jeśli dyskiem systemowym jest SSD, ten HDD musi wstać.
    To samo dotyczy napędu CD.
    Zasilacze w PC często potrzebują nieco więcej czasu na ogarnięcie rzeczywistości.
    Testy startowe w BIOS-ach PC są często nieco inaczej profilowane, przez co też dłużej trwają.

    Wątpię, by to wszystko dawało aż 15 sekund różnicy i na Twoim miejscu bym zbadał diagnostykę z bootowania, ale 5-7 sekund na pewno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *