Wpis ten chciałem napisać wczoraj, ale, przyznaję, zabrakło mi czasu.

Obchodziliśmy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego. Od wielu lat trwają dyskusje, czy miało ono sens, czy było potrzebne, czy było odpowiedzialne… Nikt nie da dziś odpowiedzi na te pytania, przynajmniej na drugie i trzecie. Bo czy miało sens? Myślę, że odpowiedź mimo wszystko jest, gdy spojrzeć nie surową matematyką, oczywista. 2501 lat temu pod Termopilami doszło do bitwy między symbolicznymi trzema setkami Spartan, a liczącą setki tysięcy żołnierzy armią Persów. Wielu im współczesnych pewnie myślało, że ta beznadziejna obrona Spartan była aktem bezsensownego heroizmu. No cóż, pamiętamy o niej po 2500 latach. To chyba o czymś świadczy.
No więc i u nas była ta iskra, która, może nieco naiwnie, może nieodpowiedzialnie, zapłonęła i setki, tysiące ludzi stwierdziło, że nie będzie siedzieć bezczynnie. I choć dziś wiemy, że Powstanie praktycznie nie mogło się udać, wspominać możemy Warszawę walczącą, a nie Warszawę kulącą się. Czy ten zaszczyt wspominania Polski takiej, a nie innej był wart poświęconej ceny? Na te pytania my, urodzeni wiele lat po tym wszystkim, nie odpowiemy. Skoro jednak ten honor został dla nas wykupiony, może najwyższy czas, by to docenić i poczuć choć trochę dumy z Polski, która nigdy się nie poddała Niemcom, walczyła nie tylko do końca, ale i po końcu.
Wiecie, za co najbardziej uczę się doceniać Powstańców? Nawet nie za poświęcenie, którego my pewnie nigdy nie pojmiemy, nawet nie za patriotyzm daleko głębszy pewnie od naszego… Cenię ich przede wszystkim za to, że zobaczyli przed sobą robotę i postanowili ją wykonać. Nie czekali na cud, nie powoływali komisji do spraw przetargu na rozwiązanie problemu. Była potrzeba, były i ręce do pracy.

Kiedy myślę o tych strasznych czasach boli mnie tylko, że dziś Polacy znów się dzielą. Każdy z nas ma swoje poglądy polityczne, etyczne czy społeczne. Jesteśmy różni. Ale jedno jest wspólne. Przede wszystkim jesteśmy Polakami. Możemy być Polakami w Londynie, Berlinie, Nowym Yorku, Sydney czy Paryżu, bo i owszem, uwarunkowania ekonomiczne są różne. Ale, gdziekolwiek jesteśmy, tymi Polakami powinniśmy zostać.
Powstańcy Warszawscy, ale i żołnierze całej Akcji Burza, walczący w Obronie we wrześniu i październiku 1939, lotnicy broniący Londynu, oddziały spod Monte Cassino i wielu, wielu innych oddali swoje życie za wolną Polskę. I, lepsza lub gorsza, bogatsza lub biedniejsza, jednak ta Polska wolna jest. I o tym nie zapominajmy.

24 uwagi do wpisu “Dni chwały

  1. Dopiero teraz pomyślałam w drugą stronę, czyli "co wiedzielibyśmy o okupowanej Warszawie, symbolem czego by się stała, gdyby powstania nie było." Masz rację. Podoba mi się ten wpis, dał mi coś.

  2. Zasadniczo masz rację. Szkoda tylko, że my tak kochamy przegrane powstania i akcje, w których generalnie nie daliśmy rady, a jakoś tak bez większego echa przechodzą te, w których odnieśliśmy zwycięstwo. Trochę jakby ważniejsze było to, że przegraliśmy tu i tu i tu i jeszcze tu, a że tam i tam wygraliśmy to no.. ważne też, ale o przegranych wiedzieć jakby należy, o wygranych warto.

  3. Dzięki ci za ten wpis. Podziwiam i szanuję waleczność naszych przodków za kraj i nie tylko, i aż serce boli, jak się obserwuje te podziały pomiędzy polakami na tych lepszych i gorszych, czy właściwie myślących lub nie, a przedewszystkim boli mnie fakt, że za granicą, wiadomo w Polsce też, ale po za nią chyba bardziej to widać, Polak nie ma szacunku do drugiego Polaka,.
    Pozdrawiam.

  4. Ta gloryfikacja powstania kompletnie nie ma sensu. Nie ma też żadnego argumentu na jego obronę. Kolejny raz okazało się, że zamiast elity mamy grupkę idiotów, których decyzja o wybuchu powstania doprowadziła do tak strasznej masakry. W teheranie w 1943 już nastąpił podział łupów, ale my uważamy, że na wieść o wybuchu powstania w Warszawie świat nie pozostanie obojętnym. Wojna z Sowietami 1920, sowiecka agresja 17 września 1939, 1940 wywózki na sybir, 1940 wymordowanie polskich oficerów w Katyniu, 1944 wkroczenie do Polski NKWD i mordowanie żołnierzy AK. Akcja burza też same błędne decyzje, zdobycie Wilna a zaraz potem aresztowanie i wymordowanie AKowców przez Sowiety, to samo powtarza się po zdobyciu Lwowa, chwilę później Sowiety rozbijają AK na lubelszczyźnie, 22 Lipca 1944 powstaje PKWN a komenda główna AK nie bierze w ogóle pod uwagę tego co się dzieje tylko pcha młodych ludzi do powstania na pewną śmierć. Dzięki tej szatańskiej decyzji ponieśliśmy ogromne straty: ginie 150 tysięcy cywilów, 17 tysięcy powstańców a straty niemieckie? Uwaga! 2000 żołnierzy.

  5. z piecbergiem mogę się zgodzić tylko w tej kwestii, że jeżeli powstanie miało jakoś sowietom pokazać, że będziemy walczyć i mamy wolną Warszawę, to niestety to był żaden argument. Jeżeli by nam się udało, to tyle by to tylko zmieniło, że to sowieci rozbrajali by powstańców, względnie od razu zabijali. Argument jeszcze miał być taki, że jak to sowieci nas rozbroją, gdyby nam się udało, to do opinii publicznej dojdzie wiadomość, że oni nie są wyzwoleńcami, tylko agresorami. Tyle, że po pierwsze, wspominiany techeran, po drugie, rosjanie jakoś nigdy specjalnie się nie przejmowali tym, co ma do powiedzenia opinia publiczna, a Amerykanie i tak by nic nie zrobili z wiadomych względów.

  6. Z drugiej strony piecberg sprawa nie jest zawsze taka prosta, jak ty lubisz przedstawiać, bo wpływ na to miało wiele czynników. Niewykluczone, że nawet, gdyby powstanie nie zostało ogłoszone, to część oddziałów sama by podjęła walkę zbrojną, co by mogło mieć opłakane skutki. Ludzie rwali się do walki. Sytuacja na froncie była też dynamiczna i ciężko było podjąć dobrą decyzję.

    Poza tym warto przytoczyć kilka argumentów z wikipedii, które obalają twoje.
    • powstanie nie było z góry skazane na porażkę. Dowództwo AK podjęło duże ryzyko, które było jednak konieczne, gdyż jedynym alternatywnym rozwiązaniem była całkowita kapitulacja wobec wkraczającej Armii Czerwonej. Ponadto podejmując decyzję o wybuchu powstania, KG AK nie dysponowała informacjami o ustaleniach z konferencji w Teheranie, a także nie mogła przewidzieć bezsensownej z militarnego punktu widzenia decyzji Stalina o wstrzymaniu ofensywy na kolejnych kilka miesięcy[372]. Oceny historycznej decyzji wydania rozkazu o rozpoczęciu zrywu należy więc dokonywać nie z perspektywy kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od powstania, lecz z perspektywy stanu rzeczy i sytuacji wojskowej 31 lipca 1944 – tj. w dniu, w którym podjęto decyzję o rozpoczęciu zrywu;

    Idąc dalej, to co ja już mówiłem:
    • wybuch powstania był nieuchronny, jeżeli wziąć pod uwagę ówczesną atmosferę panującą w stolicy. W sytuacji masowego wyczekiwania ludności na możliwość odwetu za pięć lat brutalnej okupacji, łatwo mogło dojść do spontanicznego wystąpienia, nad którym kontrolę przejęliby komuniści;
    • nawet gdyby powstanie nie wybuchło, Warszawa najprawdopodobniej nie uniknęłaby zniszczenia, gdyż wobec niemieckich planów obrony linii Wisły stałaby się areną zaciekłej bitwy miejskiej pomiędzy Wehrmachtem a Armią Czerwoną. W ten sposób stolica podzieliłaby los Gdańska, Poznania, Grudziądza, czy Wrocławia. Co więcej, niemieckie plany powołania 100 tys. Polaków do pracy przy kopaniu umocnień nad Wisłą wskazują, że w tej sytuacji ludność Warszawy mogłaby zostać przez Niemców wymordowana lub wywieziona na roboty przymusowe. W ocenie Stefana Korbońskiego Warszawę mogło uratować jedynie niewykonanie przez dowódcę 9. armii gen. Nikolausa von Vormanna, rozkazu zniszczenia miasta (podobnie jak gen. Dietrich von Choltitz nie wykonał rozkazu zniszczenia Paryża

    Tyle z wikipedii, sam jeszcze dodam link, gdzie argumenty są zarówno za i przeciw i w obie strony są sensowne.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_warszawskie

  7. Julitka odbija piłeczkę i nic dziwnego bo na te swoje 20 lat brakuje jej doświadczenia życiowego a co za tym idzie wyobraźni, tak jak tym młodziakom w powstaniu.

  8. Tu słowa uczestnika powstania i historyka prof. Ciechanowskiego: • Tak, tylko że to był taki okres – pięć lat niewoli i ci młodzi ludzie…

    Tak, ale to nie jest prawda. Bo ludzie mówią, że myśmy zaczęli Powstanie. My, młodzi. Nieprawda. Jak pierwsza mobilizacja była, nam stale mówili: „Platforma przyjedzie z bronią i na drużynę będzie Sten”. Jak się okazało, na kompanię, na stu siedemdziesięciu ludzi, są trzy karabiny, siedem pistoletów, czterdzieści granatów i peem, który właściwie nie strzela. A tak było i w innych oddziałach. Bo w ogóle, ile cekaemów było? Siedem. Siedem cekaemów i piętnaście PIAT-ów i mamy zdobyć Warszawę. Później generał Pełczyński powiedział: „Myśmy mogli Powstanie zacząć, ale sami nie mogliśmy go skończyć, bo nie byliśmy tacy zarozumiali. Myśmy mieli Powstanie zacząć, czwartego, najpóźniej siódmego dnia miała przyjść Armia Czerwona i nam pomóc”. A Armia Czerwona nie przyszła. Czy po Katyniu, po deportacjach, po zorganizowaniu armii Berlinga, PKWN – czy można było liczyć na pomoc? Po Wilnie i Lwowie? Przecież oni wiedzieli. Depesza przyszła z Lublina chyba od Dywizji Wołyńskiej: „Rosjanie nas rozbrajają. Niech żyje Polska!”.

  9. Prof. Ciechanowski: Taki był rozkaz, to myśmy ten rozkaz wykonywali. Dla mnie to była wielka gra z ostrą amunicją, więc marzyłem w czasie okupacji o tym. Ale dzisiaj, jako historyk, jako dojrzały człowiek, jak pomyślę, że zginęło dwieście tysięcy ludzi, osiemdziesiąt trzy procent miasta zostało zniszczone, Niemcy – tylko o tym się tak głośno nie mówi – 1570 zabitych mieli i 9043 rannych, to właściwie ich straty były niewspółmierne. Tak, jak generał Anders powiedział kiedyś, że Powstanie właściwie ułatwiło komunistom skomunizowanie tego kraju, a Niemcom wyniszczenie całej naszej Warszawy, elity, skarbów narodowych. Jest pytanie: czy to się opłacało? Są ludzie, którzy mówią: „A tak, opłacało się, bo przez sześćdziesiąt trzy dni byliśmy wolni”. Co to znaczy wolni? Siedzieli ludzie w piwnicy, dostawali rozgrzeszenie i czekali. Na co? Bo myśmy jednak byli w akcji, a ci ludzie? I to ginęli starcy. Nie, tu trzeba się zastanowić, czy to było warte.

  10. Jan Ciechanowski – polski historyk mieszkający od końca lat 40. w Wielkiej Brytanii – jako nastolatek walczył w Powstaniu Warszawskim, został ranny i dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.
    "Już podczas powstania zastanawialiśmy się, jak to się stało, że doszło do jego wybuchu. Poszliśmy w bój bez broni. Gdy 1 sierpnia moja kompania nacierała na gmach Sejmu, na 170 ludzi mieliśmy 3 karabiny, 7 pistoletów, 1 pistolet maszynowy strzelający tylko ogniem pojedynczym i 40 granatów. Jak zobaczyliśmy, że właściwie nie mamy broni, to pytaliśmy dowódcę: z czym do gości? Ale byliśmy zdyscyplinowanymi żołnierzami – na rozkaz stanęliśmy do walki i na rozkaz ją zakończyliśmy" – mówił Ciechanowski.
    "Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tys. ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią" – mówił prof. Ciechanowski.
    Historyk jest zdeklarowanym krytykiem decyzji o wybuchu powstania. Uważa, że dowództwo Armii Krajowej popełniło poważne błędy, których konsekwencje okazały się katastrofalne. "Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tys. ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią" – mówił Ciechanowski.

    Historyk przypomniał słowa gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, który powiedział, że powstanie militarnie było wymierzone w Niemców, ale politycznie – w Rosjan. "Te rachuby okazały się całkowicie mylne. Powstanie było na rękę Niemcom, ponieważ stwarzało doskonałą okazję realizacji powziętego już wcześniej planu zniszczenia stolicy. Dla Niemców zrównanie Warszawy z ziemią było równoznaczne z przetrąceniem kręgosłupa polskości. Zrealizowali ten plan stosunkowo niewielkim kosztem – straty Niemców w powstaniu wyniosły nieco ponad 1700 osób. Rzeź żołnierzy AK była też na rękę Rosjanom" – powiedział Ciechanowski.

    Historyk uważa, że decyzja o wybuchu powstania była nieprzemyślana. Przypomniał, że co najmniej do połowy lipca 1944 roku Komenda Główna AK nie brała pod uwagę powstania w Warszawie. Ze stolicy wysyłano ludzi i broń na wschód, by wesprzeć kolejne etapy akcji "Burza". Plany operacyjne zmieniono niemal w ostatniej chwili, mając już wiedzę o militarnym i politycznym fiasku podobnych wystąpień w Wilnie i Lwowie.

    "Do 14 lipca 1944 roku Tadeusz Bór-Komorowski w ogóle nie myślał o powstaniu w Warszawie. W depeszy do Londynu z tego dnia stwierdził nawet, że doprowadziłoby to tylko do wielkich strat. Zmienił zdanie o 180 stopni 21 lipca po spotkaniu z Tadeuszem Pełczyńskim i gen. Leopoldem Okulickim, przyjmując ich argumenty o załamaniu Wehrmachtu i zbliżaniu się Sowietów. Zdaniem Ciechanowskiego, wielki wpływ na decyzję Bora miał gen. Okulicki, który parł do powstania.

    Gen. Komorowski podjął ostateczną decyzję 31 lipca, ponieważ mu powiedziano, że czołgi rosyjskie pojawiły się pod Pragą. Dowódca Okręgu Warszawskiego AK płk Antoni Chruściel "Monter" stwierdził, że jeśli tego dnia nie zapadnie decyzja o powstaniu, to dłużej nie będzie mógł utrzymać ludzi w półalarmie – potem nie będzie mógł ich zebrać i wybuch powstania opóźni się. Dowódcy powstania liczyli, że Rosjanie wejdą do Warszawy za 3 do 7 dni, jednocześnie mając świadomość, że powstanie nie może liczyć na poparcie Stalina. Ciechanowski zgadza się z oceną gen. Władysława Andersa, który wybuch powstania określił jako "nieszczęście" i "zbrodnię".

  11. Gloryfikacja powstania to obecnie obowiązująca polityka historyczna i mitologia nie mająca nic wspólnego z prawdą i faktami.

  12. Nie tylko Piecberg tak uważa.
    Została wydana książka nosząca tytuł "Obłęd 44".
    My kochamy przegrane powstania, wszystko robione trochę na łapu-capu, a jakoś nie potrafimy cieszyć się ze zwycięstwa. WIelkopolskiego.Jakiś czas temu obchodzona była setna rocznica, ktoś o tym ppamięta? Jeśli chodzi o Powstanie Warszawskie zawinili ochwiście dowódcy, jak się jest młodym często podchodzi się do życia idealistycznie i nie ma co się dziwić żołnierzom.

  13. Też uważam, że powstanie nie miało szans powodzenia i rozkaz był nietrafiony, ale o właśnie, o wszystkim nie wiedzieli dowódcy, a jak też niektórzy powstańcy mówili, ludzie po prostu chcieli w końcu dokopać Niemcom, więc spora szansa była na to, że i tak ludzie będąchcieli walczyć.

  14. Nic nam nie da debatowanie nad tym, czy powstanie Warszawskie powinnobyło się odbyć, czy też raczej nie.
    Możemy jedynie pamiętać, i z miłością i szacunkiem podchodzić do ludzi, którzy mieli intencję niewykonywalnego uwolnienia naszej ojczyzny z pod jażma nazistów.
    Możemy też wyciągnąć jakieś wnioski, w celu zapobiegnięcia możliwych rzezi w przyszłości, chociaż wiemy, że w dzisiejszych czasach to nie tak działa.
    Teraz to jedynie cybernetyka, zagrywki ekonomiczne, etc.

  15. ja nie lubię słuchać o Powstańcach. może dlatego, że co rok dziękują im za z góry przegraną walkę? i Warszawy bym nie odbudowywał na poddstawie starych planów. na nowo bym wybudował to miasto i oddawać byłym właścicielom by nie było co.

  16. @Pioter Wyobraź sobie, że nie umiesz gotować, ale bardzo chcesz się nauczyć, więc zrobiłeś sałatkę, ale nie wyszła; co wolałbyś usłyszeć: "Ty debilu, kretynie, pocoś się zabierał za sałatkę, skoro nie umiesz?", czy coś innego?

  17. Jakoś nikt nie dziękuje tym, którzy tak świetnie zorganizowali Powstanie Wielkopolskie, uwaga, uwaga, WYGRAAAAAAAAANEEEEEEE, dlaczego?
    Nie pluję jadem,nie wyłamuję się jak mam poległych uczcić minutą ciszy, ale też nie robię z Powstańców legendy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *