Dysk, drugi upgrade XPS-a

Druga z trzech zaplanowanych przeze mnie aktualizacji Della XPS 15 9550 to, jak zapowiadałem przy okazji wymiany kości RAM, nowy dysk.
Dość długo zastanawiałem się nad modelem, ostatecznie zdecydowałem się na dysk Adata XPG SX8200 Pro. Ryzyko o tyle, że jest to moja pierwsza styczność z dyskami SSD Adaty.
Prawdopodobnie mój wybór padłby na Samsunga 970 Evo Pro, ale testy donoszą, że model ten ma ogromny problem z przegrzewaniem się, zwłaszcza w laptopach, a doniesień tych jest tak wiele, że coś musi być niestety na rzeczy.

Parametry dysku (wg specyfikacji)

Pojemność: 1TB (właściwie 953GB)
Interfejs: PCI-E x4 Gen3 NVMe,
Szybkość odczytu: 3500MB/s,
Szybkość zapisu: 3000MB/s,
Odczyt Losowy: 390000 IOPS,
Zapis Losowy: 380000 IOPS,
TBW: 640TB.

Zaletą tu niewątpliwie są duże szybkości odczytu i zapisu, o praktycznym aspekcie za moment. Także nie można nie wspomnieć o bardzo niskiej cenie, 700zł za tej klasy SSD to naprawdę nie jest dużo.
Zawodem pewnym są wartości operacji losowych, 400 tysięcy IOPS w porównaniu z 500-550 osiągalnymi przez Samsunga to parametry tylko nieco powyżej przeciętnej.
Także TBW 640TB przy pojemności 1TB jest daną, która na kolana nie powala. Z drugiej strony mówimy o naprawdę tanim dysku, a parametry i tak klasują go w randze, że tak to ujmę, topowej, na stan roku 2019 w teście Benchmarkowym był to piąty dysk pod względem osiągów, a porównywalny z modelami kosztującymi nawet dwa razy tyle.

Jak to wygląda

Dyski NVMe, jeśli ktoś nie wie, są małe… Jak, nie wiem, pendrive, z tych mniejszych. Ważą tyle co piórko i przypominają bardziej kartę do jakiegoś chipu niż dysk.
Adata przyszła w wielkim kartonie, w którym był nieco mniejszy karton, w którym było małe pudełeczko, w którym była folia z dwiema częściami wielkości karty bankowej. Jeden element to dysk, drugi to radiator.
Od razu chciałbym wyjaśnić małą niepewność. Zwykło się mówić na wiatraczek procesora radiator, błędnie. Wiatraczek to wiatraczek, a radiator to radiator. Radiator to odpowiednio wyprofilowany przedmiot, który usprawnia krążenie powietrza, chłodząc to, do czego go przykleimy lub na czym nałożymy. Nie jest jednak w żadnym sensie elektryczny, nie ma wiatraczka, chłodzi wyłącznie kształtem zapewniającym przepływ powietrza.
Dokumentacja podaje, że radiator dla tego dysku jest elementem opcjonalnym i, jeśli nie zmieści się w gnieździe M.2, należy pozostawić dysk bez niego. U mnie w laptopie się jednak zmieścił.

Odczucia

Generalnie wydaje się, że dysk Adaty lepiej od fabrycznej Toshiby dogaduje się z procesorem. To oczywiście uproszczenie, ale znacznie mniej wysiłku kosztuje komputer zapis losowy, marudziłem przed momentem, że 400 tysięcy IOPS to nie jest dużo, ale poprzedni dysk miał IOPS tysięcy 250, więc jest to poprawa o ponad 50 procent.
Nie policzyłem niestety czasu wymaganego na instalację Windowsa 10 na poprzednim dysku, na tym jednak instalacja od momentu pierwszego restartu do ukazania się okna konfiguracji trwała 7 minut i 47 sekund, wliczając ponowne rozruchy, wkrótce zaktualizuję wpis o dane dotyczące Debiana, bo jeszcze go nie postawiłem.

Kilka danych

Najpierw będzie technicznie, a potem praktycznie.
Testy wykonane dla 16GB w 5 rundach programem Crystal Disk Mark wskazują:
Odczyt sekwencyjny: 3377.18MB/s
Zapis sekwencyjny: 2825.27MB/s
Odczyt losowy (blok 1MB): 1355.54MB/s
Zapis losowy (blok 1MB): 1273.36MB/s
Odczyt losowy (blok 4kB): 52.48MB/s
Zapis losowy (blok 4kB): 131.61MB/s
Wyniki są śliczne, zwłaszcza parametry odczytu. Co zaskakujące, dla bloków po 4kB odczyt okazał się mniejszy od zapisu, być może wynika to z czasu lokalizacji komórki.

Testy praktyczne

W testach tych kopiowałem między partycjami NTFS plik lub pliki zapełnione zupełnie losowymi bajtami. Poniżej wyniki.

Jeden plik, 25GB:
Prędkość średnia: 1017MB/s,
Czas kopiowania: 25,17s.

25 plików, 1GB każdy:
Prędkość średnia: 1039MB/s,
Czas kopiowania: 24,64s.

25000 plików, 1MB każdy
Uwaga! Rozmiar nieco mniejszy od powyższych, 25000MB to nie 25GB. 🙂
Prędkość średnia: 211MB/s,
Czas kopiowania: 118,48s.

Warto dodać, że w czasie wszystkich przeprowadzanych testów maksymalna temperatura wyniosła 49 stopni Celsjusza, a temperatura średnia to 43 stopnie Celsjusza, dane z programu Crystal Disk Info.

Podsumowanie

Adata XPG SX8200 Pro to z pewnością jeden z najlepszych dysków SSD na rynku, a przy tym o cenie, nie umiem inaczej tego nazwać, w segmencie śmiesznie niskiej. Konkurencyjny Samsung 970 Evo o tej samej pojemności kosztuje 300zł więcej, zaś warto tu wspomnieć, że w benchmarkach modele te idą łeb w łeb.
Nie będę tu listował zalet i wad, bo dysk mam zbyt krótko, by je podać. Na pewno jednak z zakupu na razie jestem bardzo zadowolony.
Warto jednak tu wspomnieć o bardzo ważnym, a przemilczanym w reklamach i opisach produktu kompromisie – kompromisie, który z resztą dotyczy i Samsungów, i Toshib, i Adat, i Corsairów. Obecnie nie posiadamy technologii umieszczania w sensownej cenie produkcyjnej 1-bitowych komórek w dyskach o pojemnościach liczonych w terabajtach. Używamy zatem 3 bitów na komórkę, technologia TLC. Żeby zaś usprawnić odczyt, zapełniamy te komórki tylko jednym bitem, by zachowywały się, jak dyski SLC. Dzięki temu możemy mówić o tak wielkich odczytach i zapisach, jak tutaj.
I wszystko działa ładnie, jak długo mamy do dyspozycji wolne komórki. Z czasem jednak danych zapisujemy więcej i więcej, a wolnych komórek zaczyna ubywać. Wciąż możemy przeprowadzać optymalizację dysku, jeśli jednak o tym zapomnimy, jakoś na poziomie jednej trzeciej zapelnienia, dysk zauważalnie zwolni.
Regularnie optymalizując go możemy ten proces odsunąć w czasie, ale mniej-więcej przy zapełnieniu 75-80 procent, już żadne optymalizacje cudów nie zdziałają i po prostu dysk będzie 3-4 razy wolniejszy. Dlatego ja sam unikam zapełniania dysku w tym zakresie, ostatnie 20-30 procent miejsca zachowując na dane bardzo tymczasowe.

Asus RT-AC 1200G+, czyli tego po prostu nie da się opisać

Jest u mnie od dwóch tygodni, a ja uznałem, że czas o nim napisać. To router Asus RT-AC 1200G+.

Specyfikacja cudeńka

RT-AC 1200G+ obsługuje standardy 802.11 A/B/G/N/AC, 2,4GHz do 300mbps i 5GHz do 867mbps.
Nie jest to może szczytowa technologia AC, o AX nie wspominając, ale więcej niż wystarczająca w większości łączy nawet światłowodowych.
Napędzają go dwa procesory: BCM47189 i BCM43217, wyposażony jest w 16MB pamięci Flash i 128MB RAM.
Posiada 5 portów RJ45 10/100/1000 (1 WAN i 4 LAN) oraz jeden port USB 2.0.
I chyba tyle powinno nas interesować.

Wygląd cudeńka

Generalnie Router jest dość spory (207 x 148 x 35 mm). Na obudowie znajdziemy trzy przyciski (Power, Reset, WPS), pięć złączy RJ45, jedno USB, wejście zasilacza i 4 anteny 5DBi ? po dwie z każdej strony. I to właściwie tyle.
Warto tu wspomnieć, że anteny są niewymienialne, co z początku uważałem za największą wadę tego modelu.

Konfiguracja

Mroczne widmo.

Gdy kurier przyniósł router, przystąpiłem do pierwszego uruchomienia. Urządzenie stworzyło sieć o porywającej nazwie Asus i bez żadnego hasła. Dane dostępowe do panelu: admin/admin. Generalnie dla niewidomych to dobrze, ale podejrzewam, że przynajmniej co drugi klient tak to zostawia, a potem efekty są łatwe do przemyślenia. Przemyślenia, dla hakera oczywiście.
Zalogowałem się do panelu i? o koronawirus! Teraz wrażenie nieco minęło, nieco się przyzwyczaiłem, ale jeśli ktoś chce stworzyć jak najbardziej wkurzający panel administracyjny do używania z czytnikiem ekranu, to powinien natychmiastowo zapisać się na intensywny kurs do Asusa!
Niektóre opcje są widoczne tylko w Firefoxie, inne tylko w Chromie. Na tabelach, by dostać się do przysisku usunięcia pozycji, trzeba w Chromie doszukać się nawigacją obiektową, ale za to przycisk dodawania nowego jest oznajmiany tylko w FF. Do tego jeszcze dochodzi strona, która gdzieś tam w tle próbuje się odświeżać, zapewniając nam miłe przeskoki kursora w najmniej oczekiwanym momencie.
Myślę, że w 2020 roku już większość urządzeń obsługuje przynajmniej standard 802.11N. Robi to nawet moja Nokia E51. Postanowiłem więc się nie bawić i ustawiłem sieć: 2,4GHz: tylko 802.11N, 5GHz: tylko 802.11AC.
Oczywiście wspaniały panel Asusa nie potrafi zapisywać ustawień do restartu, on przy każdej jednej zmianie musi wykonywać minutowy reboot, a więc kiedy zakończymy edycję jednej karty, mamy czas na wstawienie sobie herbaty? Najlepiej Melisy.
W końcu pojawiły się sieci o odpowiednich nazwach i hasłach. Warto tu wspomnieć, że Router ten obsługuje szyfrowanie WPA2 Enterprise, które pozwala zamiast wspólnego hasła do sieci tworzyć dla użytkowników osobne konta ? przydatne, kiedy chcemy mieć większą kontrolę nad tym, kto się łączy i upewnić, że jedno wspólne hasło nie wycieknie. Standard jest już obsługiwany w zasadzie we wszystkich urządzeniach powstałych po roku 2010, iPhoneach, Windowsie, Macu, tylko wciąż jedynie Routery z wyższej półki go oferują.
Następnie ustawiłem login i hasło dostępowe do panelu, dodałem klucz SSH (tak, ten Router obsługuje SSH, o tym dalej) i postanowiłem sprawdzić, czy są aktualizacje systemu. I, owszem, były. Tylko zamiast radosnego przycisku ?Update now?, odnalazłem odnośnik do strony Asusa z prośbą o pobranie najnowszego Firmware. Generalnie to naprawdę nie jest wielki problem, tak działały Routery kiedyś i nikomu to nie przeszkadzało. Rzecz raczej w tym, że miast do strony produktu, link przekierował mnie do głównej strony Asusa, gdzie już musiałem znaleźć model, numer rewizji, pobrać sterownik? Podejrzewam, że 99,999 procent użytkowników, którym nawet zechce się sprawdzić dostępność aktualizacji, uzna, że gra nie jest warta świeczki. A przecież firmware często zawiera łatki zabezpieczeń.
Wreszcie przyszedł czas na test ostateczny. I przyniósł lekki zawód. Prędkość pobierania, miast 120mbps, pokazała 65mbps. Sprawa o tyle przykra, że Router był za jedną ścianą. Po chwili jednak zagadka postanowiła się rozwiązać. Mój laptop podłączył się do sieci 2,4GHz (ten sam SSID). Sprawa była jednak o tyle ciekawa, że Router był za jedną ścianą, w odległości może dwóch metrów.
Wymusiłem z Ustawień karty sieciowej podłączenie 5GHz i zauważyłem nagły spadek sygnału, z -54 do -77 DBm. No nie, to już była przesada. Cztery anteny, kształtowanie wiązki, a lepszy okazywał się TP-Link Archer C20 za 80zł?

Durnota, za przeproszeniem, ustawień fabrycznych.

Wróciłem do Panelu (od powietrza, ognia?) i zerknąłem na kartę Wireless, podkarta ?Professional?, 5GHz. O matko i córko!
Wyglądało to tak:
Enable radio: Yes
SSID: grzes
Hide SSID: No
Wireless mode: Ac
Optimize for Xbox: No
Channel bandwidth: 20/40/80 MHz
Channel: Auto
Extended channel: Disabled
Connection authentication: WPA2 Enterprise
WPA encryption: AES
WPA Server IP Address: 127.0.0.1
WPA Server port: 1812
Wpa Server Password: ********
Protected Management Frames: Disabled
Key exchange time: 3600.
Enable Wireless Scheduler: No
SET AP isolated: No
Roaming assistant: No
Enable IGMP Snooping: disable
Multicast rate (Mbps): Auto
Preamble Type: Long
AMPDU RTS: enable
RTS Treshold: 2347
DTIM Interval: 3
Beacon Interval: 100
Enable TX bursting: disable
WMM: Disable
WMM-No acknowledgement: Disable
WMM APSD: Enable
Priority definition: Enable
Optimize AMPDU Aggregation: Enable
Optimize ACK Suppression: Enable
Turbo QAM: Enabled
802.11ac beamforming: disabled
Universal beamforming: Disabled
Generalnie od razu na plus zapisuję, że poziom dostosowywania sieci jest ogromny. Jednak to, jak ona była dostosowana mnie leciuteńko zmroziło. Uruchomiłem Wi-Fi Analyzer i?
Sieć grzes ustawiła się na kanał auto, tak?
W paśmie 2,4GHz znajdowały się dwie, już trzy sieci na kanale 7. Były 4 kanały wolne, na siódemce sieć sąsiadów i z Piekarni na przeciwko, ale ten Asus i tak wybrał siódemkę. Bo tak.
W zasięgu była tylko jedna, jedyna sieć 5GHz, ta z Archera C20, na kanale 36. Zgadnijcie, jaki autokanał wybrał Asus. Oczywiście, że 36!
Zmieniłem więc nieco konfigurację dla 2,4 i 5 GHz.
Channel: z auto na 3 dla 2,4GHz i 44 dla 5GHz.
Akurat były wolne.
Channel bandwidth: z 20/40 MHz mixed na 40MHz dla 2,4GHz i z 20/40/80 MHz Mixed na 80MHz dla 5GHz.
I nie, nie pojmę, czemu przy przełączeniu trybu nadawania to się nie zmieniło samo. Po prostu nie pojmę.
Protected Management Frames: z disabled na enabled.
powiedzcie mi, kto w ogóle wpadł na pomysł, by tak ważny element zabezpieczania sieci bezprzewodowych,jak PMF, domyślnie pozostawiać wyłączony?
IGMP Snooping: z disable na enable.
Generalnie wielkiego ruchu Multicast tu nie przewiduję, ale skoro Router umie, żal marnować. Mimo wszystko nie dziwię się, że domyślnie to wyłączyli.
WMM: disable na enable.
Ja nawet się nie pytam, czemu tego nie włączają. Chyba lepiej się nie zastanawiać.
Multicast Rate (Mbps): z auto na OFDM 54.
Tylko dlatego, że straciłem zaufanie do jakiegokolwiek auto w tym routerze.
Preamble Type: z Long na Short.
Bo poco?
Beacon Interval: ze 100 na 300.
Generalnie to był mały eksperyment, bałem się, czy nie za dużo, ale działa, więc?
Beamforming: z Disabled na Enabled.
Reklamujesz Router jako posiadający super kształtowanie wiązki, a potem je z domyślnych ustawień? wyłączasz. Pozdrawiam.
Enable TX bursting: z disable na Enable.
Nie do końca wiem, na czym ten hipotetyczny bursting polega, ale skoro bursting, to burstujemy.
Po restarcie Routera wykonałem ponowny test i, magia. Na 2,4GHz z -54DBm zrobiło się -49DBm, a na 5GHz z -77DBm całe -63DBm. Da się? Da się.
MBP-Dawid:~ dpieper$ speedtest-cli
Retrieving speedtest.net configuration?
Testing from Chopin Telewizja Kablowa spolka z ograniczona odpo (46.29.144.209)?
Retrieving speedtest.net server list?
Selecting best server based on ping?
Hosted by Maxnet (Gdynia) [17.06 km]: 16.977 ms
Testing download speed??????????????????????????..
Download: 118.27 Mbit/s
Testing upload speed??????????????????????????????????
Upload: 12.25 Mbit/s

Rekonfiguracja LAN

Z bijącym sercem przeszedłem do zakładki LAN, bojąc się, jakie potworki tu się nagromadziły.
Zmieniłem adres IP ze 192.168.1.1 na 192.168.0.1 (bo mogłem) i zostawiłem maskę 255.255.255.0. Innych ustawień tu nie było.
Przechodzimy na zakładkę DHCP.
Oszczędzam wam cytowania wszystkich ustawień, bo sporo ich tutaj i większość nieważna, skupię się na najważniejszych.
RT-AC1200G+ Domain Name
I znowu puste pole. A potem pewnie pojawiają się pytania na forach, czemu moje urządzenia się z sobą nie łączą. Wpisałem zwyczajowe lan uznając, że już nic mnie nie zdziwi.
Pula DHCP była ustawiona od 192.168.0.2 dziwnym nowym zwyczajem, do którego nigdy się nie przyzwyczaję. Zawsze było tak, że pulę ustawia się od adresu 100 do 200/254, a adresy od 2 do 99 rezerwuje. Ale widać nowa moda nadchodzi. Ja jednak jestem staroświecki i przekonfigurowałem pulę na zakres 100-254. A przy okazji zmieniłem czas dzierżawy z 12 do 24 godzin. Ponownie bo mogę.
Default gateway, nie wiedzieć czemu, pusty? Eeee, nie, zaaraz, ja się nie miałem niczemu dziwić! To wpisałem 192.168.0.1
Adres DNS skonfigurowałem na Cloudflarowego 1.1.1.1, moim zdaniem najlepsza możliwa opcja, w zapasie Googleowy 8.8.8.8.
Następnie poustawiałem stałe dzierżawy dla podrzędnego Routera dla biura, Macbooka, mojego laptopa, komputera brata i serwera sklepowego, co chwila mając ochotę ukręcić komuś z Asusa łeb za ten interfejs.
Ostatnia interesująca mnie zakładka to Route. Chciałem ustawić Routing statyczny na Router TL-MR3420, który w nowej konfiguracji sieci stanął w biurze do obsługi tamtejszych komputerów, drukarki i innych takich. I męczyłem się z tym dobre pół godziny.
Dlaczego? Bo wpisałem przypadkowo jako adres bramy 192.168.1.2 zamiast 192.168.0.2 i potem 20 minut głowiłem się, jak to koronawiruserstwo wywalić.
Na koniec jeszcze w ustawieniach NAT włączyłem przekazywanie CTF. Sieć LAN skonfigurowana.

SSH

Poustawiałem jeszcze serwer VPN, Firewalla i QoS, ale nie są to na tyle zaskakujące i różniące się wobec innych Routerów elementy, by warto było to opisywać. O wiele ciekawszą kwestią jest dostęp SSH do tego routera.
MBP-Dawid:~ dpieper$ ssh admin@192.168.0.1 -i /home/dpieper/.ssh/home_1200g_rsa
Enter passphrase for key ‚/home/dpieper/.ssh/home_1200g_rsa’:
admin@RT-AC1200G+:/tmp/home/root# uname -a
Linux RT-AC1200G+ 2.6.36.4brcmarm #1 PREEMPT Tue Mar 17 10:30:28 CST 2020 armv7l GNU/Linux
Jak widać, Router działa pod kontrolą Linuxa, co prawda w jakiejś archaicznej wersji, ale Linuxa.
Generalnie, jego pamięć jest readonly, prócz małego ramdysku podmontowanego jako /tmp i folderu /etc. Jednak po podłączeniu pendrive?a do portu USB 2.0, pojawia się przed nami możliwość jego zamontowania. Ustawiłem więc odpowiednio fstab.
Nieco bawiąc się catem (dalej nie odkryłem, jaki jest tu zainstalowany edytor tekstu, bo ni vima, ni nano), udało się skonfigurować Router tak, by montował pendrive w odpowiednich miejscach. Teraz wystarczyło odpowiednio zaktualizować zmienne środowiskowe i? Udało się tu zainstalować OPKG, menedżer pakietów z Open-WRT.
To zaś pozwoliło mi zainstalować nawet Rubiego i Pythona, i obsługę SQLite, która obecnie służy do zapisywania logów pingu i prędkości łącza co 15 minut. ?
Ustawiłem też na Routerze tunel SSH z Raspberrym Pi na Powiślu, z przekazaniem kilku portów, co bardzo dobrze działa i nie zerwało się od tygodnia, więc?

Aplikacja mobilna

Jako dodatek wspomnę, że istnieje aplikacja dla iOS o wdzięcznej nazwie ?Asus Router?, która służy do zarządzania ich, no, routerami. Generalnie jest cudowna.
Działa świetnie z Voice Overem i, w przeciwieństwie do panelu administracyjnego, jest bardzo dostępna i czytelna. Zwłaszcza przydaje się karta urządzeń, na której możemy sprawdzać adresy IP/MAC urządzeń i siłę sygnału, ale także i przede wszystkim na bieżąco ustawiać dla każdego urządzenia limity prędkości łącza.
Można też w niej zmieniać ustawienia Routera, niestety zakres dostępnej konfiguracji jest bardzo podstawowy, nie ma nawet Routingu Statycznego czy wyboru kanału sieci.

I jak to działa?

Przyznam, że z początku bardzo przeraziły mnie pierwsze wyniki Routera ? strach, który szybko minął. Kształtowanie wiązki działa bardzo dobrze, a 4 anteny, choć tylko 5DBi, to jednak 4 anteny. Jest to pierwszy Router, który osiągnął pokrycie sygnału całego domu, choć szczerość nakazuje przyznać, że w salonie mój iPhone pokazywał -82DBm i często się rozłączał, XPS działał stabilnie, choć ze 120mbps zostawało marne 16.
Rozwiązałem ten problem, podłączając w kuchni wzmacniacz sygnału odkupiony kiedyś od Papierka, także Asusa, RP-AC66, co ostatecznie dało moc sygnału taką, że w każdym pomieszczeniu prędkość wynosi przynajmniej 60mbps.
Do Routera podłączyłem starego TP-Linka TL-MR3420 i ustawiłem na niego Routing statyczny. Nie szło jednak tu o zwiększenie zasięgu tym razem, a po prostu o brakujące porty LAN.

Podsumowanie?

Asus RT-AC 1200G+, zwłaszcza w swojej półce cenowej (300zł) to naprawdę perełka. Oczywiście niższa cena bierze się z kompromisu na standardzie AC (AC1200 zamiast AC1750), ale zwykle nie stanowi to problemu.
Router ma naprawdę ogromne możliwości, a dzięki połączeniu SSH i instalacji OPKG, praktycznie nieograniczone.
Kształtowanie wiązki i naprawdę zaawansowane ustawienia nadajnika pozwalają na bardzo dobrą optymalizację sieci Wi-Fi, z uzyskaniem zasięgu na całej działce, sprawdzone.
Jest jednak kilka wad, o których trzeba wspomnieć. Pierwszą zauważoną są nieodkręcalne anteny. Ta jednak zmalała po uruchomieniu kształtowania wiązki, która czyni tu cuda. Dzięki niej Router z dwiema antenami 2,4GHz 5DBi osiąga lepszy zasięg, niż TL-MR3420 z dwiema 20DBi w tym samym paśmie.
Druga, dotycząca czytników ekranu, to tragiczny panel konfiguracji. Tego po prostu nie da się opisać.
Jednak największą bolączką tego Routera jest konfiguracja domyślna, która jest po prostu tragiczna. Wyłączenie pewnych technologii i zły dobór kanału sprawiają, że Router traci kilkukrotnie na zasięgu. Jak się okazało, drobna korekta ustawień z najsłabszego uczyniła najlepszy pod względem siły sygnału Router, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia ? na co liczyłem, kupując go.

Routerowa dobra zmiana

Zaryzykuję twierdzenie, że sieć jest jednym z najdziwniejszych elementów budowy domowej infrastruktury informatycznej. Bo większość osób wie o procesorach, a przynajmniej coś im mówią określenia Intel Core I7, AMD Ryzen itp. Może nie do końca niektórzy wiedzą, co to albo że w ogóle tych coreów I7 jest więcej, ale mniej-więcej wiadomo, w którym dzwoni kościele. Tym bardziej wiele osób jest świadomych, co to jest pamięć RAM i że można jej mieć więcej, a już zwłaszcza, czym jest dysk twardy.
Może przeciętny użytkownik nie złoży sam komputera albo nie zapozna się wnikliwie ze specyfikacją kupowanego, ale określenia typu 256GB SSD, 8GB RAM czy procesor Core I5 coś mu powiedzą, dadzą jakiś ogląd na sprawę. Router jest jednak nadal takim dziwnym stworzeniem, przy którym nawet nieco bardziej zaawansowany człowiek pójdzie do sklepu i powie, że chce mieć, no właśnie, "Router". I na tym się kończy.
Muszę z resztą przyznać, że zasadniczo nie ma tu czemu się dziwić. Routera nie przelicza się zwykle na klatki grafiki, a w Internecie ważniejsze jest nasze łącze, niż używany sprzęt. Bo jeśli nasz dostawca daje nam 24mbps, chociażbyśmy klękali przed Routerem i całowali go po porcie WAN, cudu nie będzie.
Potrzeba lepszego sprzętu sieciowego zasadniczo w wypadku, gdy nie chcemy w domu odpalać serwerowni, ma tylko kilka przychodzących mi na myśl motywacji:
* Gdy mamy szybkie złącze światłowodowe i radio 2,4GHz lub 5GHz AC 433 nie pozwala osiągnąć pełnej prędkości,
* Gdy mamy w domu naprawdę dużo urządzeń Wi-Fi i proste modele nie wyrabiają,
* Gdy mamy naprawdę duży dom i musimy stworzyć siatkę punktów łączności typu Mesh,
* Gdy chcemy mieć naprawdę dużą kontrolę nad tym, kto się nam do sieci przyłącza i decydujemy się na protokół WPA2 Enterprise,
* Gdy mamy fioła na punkcie sprzętu i szczytem naszych marzeń jest konfigurowanie ustawień WMM i innych dziwadeł tego typu.

Generalnie, jak widać, prawdopodobieństwo wystąpienia któregoś z powyższych przypadków jest stosunkowo niewielkie. Mnie jednak, co ciekawe, ostatnio zaatakowały – w mniejszym lub większym stopniu – wszystkie z nich.

Szkic tego, jak to było

Jest sobie dom. Dom może z większych, ale na pewno nie gigant. Dom ten był jednak kilkukrotnie rozbudowywany, a w dodatku budowany kilkadziesiąt lat temu bez szczególnej dbałości o dokładność. W rezultacie ściany tego domu dla sygnału radiowego są niczym czarne dziury – niby był, a nie ma. Próbowałem wszystkiego, włącznie z wymianą anten na dwie 20dBi. Nic nie działało, zawsze potrzebny był drugi Router do zwiększenia pokrycia sygnału!
Sprawę jeszcze bardziej komplikowało to, co w tej sieci siedzi. A obsługuje ona jednocześnie firmę taty, nasze urządzenia domowe, wszystkich gości, a na dodatek spora część z tego musi gadać i słuchać świata zewnętrznego, bo tu jest biuro, z którego pozostałe sklepy pobierają dane o produktach. Po prostu miodzio.

Dotychczasowa konfiguracja

Generalnie sprawa wyglądała tak, że były trzy Routery.
Pierwszy z nich to dLink Dir300 2B. To urządzenie było w ogóle pierwszym routerem, jaki kupowany był dla tego domu i podtrzymuję opinię, że jest nieśmiertelne. Tyle, ile musiało przy mnie przeżyć, a do dziś działa.
Jak na rok zakupu, całkiem sporo umie ten Router, bo obsługuje już pasmo 802.11N, co w momencie jego produkcji wcale nie było standardem.
Technicznie dodam, że działał w podsieci 192.168.1.0, maska 255.255.255.0.
Do niego podpięte były dwa routery. Pierwszy z nich to stary dobry TP-Link TL-MR3420 rev 2.
A historia tego TP-Linka była następująca: kiedy pierwszy raz pojawiła się potrzeba kupienia drugiego Routera, przygotowałem sobie listę urządzeń, które mnie ciekawiły. Pojechałem do sklepu Komputronik w Gdyni i spytałem o nie. Odpowiedź brzmiała: "Żadnego nie ma".
– Co więc jest? – Zapytałem, nieco zdumiony.
Tak o to zaproponowano mi tego TP-Linka, a ja tylko upewniłem się, czy aby na pewno obsługuje Open-WRT.
I, owszem, obsługuje, śmiga na tym nawet. Co prawda ma porywającą pojemność Flash 4MB, co wymusza przy każdej zmianie oprogramowania ręczną rekompilację systemu i update z obrazu zamiast używania menedżera pakietów, ale działa.
Działał on w podsieci 192.168.0.0, maska 255.255.255.0 oczywiście.
Ostatni Router… No cóż, ostatni Router był prezentem – i to jednym z bardziej udanych. To TP-Link Archer C20, pierwszy sprzęt w tym domu, który działał 2-zakresowo, 2,4GHz B/G/N i 5GHz N/AC, niestety tylko 433mbps. Oszczędziłem mu instalacji Open-WRT, w owym czasie bowiem wersji dla niego jeszcze nie było, a potem nawet już tego nie sprawdzałem, skoro jego możliwości fabryczne są dostateczne. Ten router obsługiwał cały sklep.
Działał w podsieci 192.168.128.0, maska 255.255.128.0, która była dalej nieco rozbita, ale to już nie temat tego artykułu.
Dodam jeszcze, że z pierwszego routera ustawiłem statyczny Routing na TP-Linka TL-MR3420. Na Archera C20 nigdy się mi nie udało, to znaczy Routing działa, ale nigdy nie odkryłem, jak w nim przekonfigurować Firewalla, a że miałem wtedy gorszy dzień, rzuciłem to w, no, koronawirusa, i uznałem, że sobie poradzę, korzystając ze zwykłego przekierowania odpowiednich portów z komputera do Archera i z Archera na świat.

"Wind of change"

Zawsze uważałem, że cuda istnieją, a największym dowodem na to jest fakt, że tak porozwalana sieć domowa bezawaryjnie działała jakoś ze 7 lat. Sprawa jednak skomplikowała się, gdy rozpoczęło się koronawirusowe nauczanie zdalne. Dwa komputery w biurze, po jednym komputerze na dwóch braci, mój laptop i Macbook, telewizor z Netflixem, serwer sklepowy, terminale płatnicze, monitoring, kasy Wi-Fi, domowy Raspberry Pi. Router jęczał w agonii. I, co ciekawe, nie z powodu konfiguracji, którą dawno powinien szlag trafić, a przepustowości naszego łącza, która wynosiła 60mbps download i 6mbps upload. Nie uważałem nigdy, że to mało, ale widać istnieją granice. Doszło wreszcie do tego, że wykonałem SpeedTest, a wynik wynosił: download 3,11mbps, upload 0,13mbps.
Jako, że wszystko się pięknie ścinało, pojawiały się problemy i domowe i firmowe, a mała cyfrowa burza rosła miast maleć, postanowiłem dokonać lepszej zmiany. I wpadłem na genialny pomysł, który nazywał się QOS. Nigdy jakoś go nie ustawiałem u nas w domu, a może przyszedł czas?
I tu wielki zawód numer 1. dLink Dir300 nie obsługuje QOS.
No to może poprosimy o lepsze parametry łącza? Zaproponowano nam niewiele drożej łącze 120mbps download i 12mbps upload. Najpierw się zgodziliśmy, a potem… doznałem oświecenia.

Oświecenie

Co prawda jeden z Routerów, TP-Link Archer C20, obsługiwał pasmo 5GHZ 433mbps, co jednak z tego, skoro był podpięty do dLinka przez port LAN 100mbps? I co z tego, że ten dLink miał teoretyczną prędkość transmisji 150mbps (to jeszcze nie były czasy 300), skoro połowa tego szła na synchronizację danych w firmie? Niby mogłem poprzełączać Routery, pobawić się kablami i zreorganizować sieć, ale i tak nie dysponowałem niczym o gigabitowym złączu, niczym prócz Raspberrego Pi, który, jak na złość, nie ma Switcha.
Żeby sprawę jeszcze bardziej pokomplikować, pod koniec roku do Bolszewa trafia Światłowód, a my już mamy umowę, że od stycznia dostaniemy Internet 650mbps. Super perspektywa! Zwłaszcza, gdy najlepsze urządzenie sieciowe w domu ma prędkość maksymalną 433mbps.

Dobra zmiana.

Usiadłem więc do komputera i zacząłem przyglądać się ofercie Routerów na stronie morele.pl. Minęły już czasy, gdy liczące się firmy to tylko Cisco i Mikrotik, zwłaszcza w zastosowaniach nieserwerowych. Dziś wiele tańszych Routerów sprawdzi się w zadaniach, w których Cisco krztusił się 10 lat temu.
Poczytałem recenzje, poporównywałem produkty i ostatecznie uznałem, że najlepszą opcją jest Asus RT AC 1200G+. Planowałem na Router przeznaczyć do 500zł, model ten kosztował 300, więc był sporo poniżej granicy budżetu, a spelniał, wedle opisu i recenzji, wszystkie moje oczekiwania.
Router ten ma 2-zakresową sieć Wi-Fi z obsługą 802.11AC 1167mbps. Nie jest to najnowsze AC 1750, ale, bądźmy szczerzy, nie będziemy mieli łącza 1750mbps. Nie ma mowy. A w wewnętrznej sieci nawet 150mbps dawało radę.
Jest także wyposażony w 4 porty LAN 10/100/1000, obsługę kształtowania wiązki, QOS, własny serwer VPN i jeszcze kilka mądrych funkcji, które były rajem dla mych oczu.
A jak się sprawdził, jak działa i czym jest w rzeczywistości? O tym napiszę w recenzji jakoś wkrótce. 🙂

RAM, pierwszy upgrade XPS-a

Laptopa XPS 9550 posiadam już trzy lata. Już gdy go kupowałem, pisałem tu, że planuję, by był to komputer na długie lata. Dziś pierwszy raz dokonałem w nim aktualizacji hardware’u.

Kilka lat temu toczyła się tu dyskusja o wyłączeniu wirtualnej pamięci. Postanowiłem wtedy do eksperymentu się przyłączyć i, przyznam, zupełnie o nim zapomniałem. Od dłuższego czasu nie korzystam z pamięci wirtualnej i nie miałem z tego powodu żadnych problemów, no, prócz zrzutów w wypadku BSOD, ale, umówmy się, to raczej rzadka sytuacja.
Jednak świat zaczął się dopominać i przypominać, że 16GB RAM to nie aż tak wiele, jak było 3, a co dopiero 10 lat temu. Prawda przyszła w ostrej i trudnej do zignorowania realności studenckiej. Ostatnio często pracujemy na różnych bazach i strukturach danych, grafach i innych dziwnych rzeczach. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy masz w pamięci drzewo, które zajmuje samo tyle, ile twój RAM ma w ogóle.
Rozwiązanie tymczasowe polegało na ponownym włączeniu wirtualizacji pamięci. Wcale jednak mi się to nie uśmiechało, a to przede wszystkim ze względu na dysk SSD, który już swoje lata ma. Na razie nie ma żadnych problemów z przekroczeniem cykli pracy, ale lepiej dmuchać na zimne.
Ostatecznie zdecydowałem się na upgrade pamięci RAM, co dziś, 7 kwietnia 2020 roku, jest pierwszą ingerencją sprzętową w ten komputer.

Zdecydowałem się na pamięć od Kingstona, serię HyperX Impact. Może nie jest to najtańsza firma, ale odkąd mam do czynienia bliższego z podzespołami komputerowymi, nauczyłem się ją w kwestii RAM-u szanować.
Są to dwie kości DDR4 po 16GB każda, a więc w sumie 32GB. Częstotliwość pracy to 2400MHz, a Cas Latency wynosi 14, jak na DDR4 bardzo mało.
Warto wspomnieć, że z tej samej serii można dostać pamięci o częstotliwości 2666MHz. Ja wybrałem 2400 z tej prostej przyczyny, iż jest to maksymalna częstotliwość obsługiwana przez ten komputer.

W sumie oznacza to podniesienie ilości RAM-u z 16 do 32 GB, zmniejszenie Cas Latency z 15 do 14 jednostek i podniesienie częstotliwości z 2133 do 2400 MHz.

Efekt? Nie spodziewałem się żadnych zauważalnych różnic. Współczesne komputery są tak szybkie, że niewiele można w nich ruszyć, by na pierwszy rzut oka było to widoczne. Czas startu systemu (5,8 sekundy do zalogowania) jest porównywalny, a nawet nieco gorszy od średniej (5,6 sekundy). Chłodzenie, co cieszy, nie zwiększyło się znacznie. Z drugiej strony to przecież tylko RAM.

Dane z testu pamięci

Oczywiście brak żadnych błędów, ale to nówka, o tym pogadamy za trzy gwarancyjne lata.
Częstotliwość jest potwierdzona na 2400MHz, prędkość 24473MB/s (Windows) i 27309MB/s (Linux) jest nieco wyższa od specyfikacyjnego 19200MB/s, ale wynika to nie z cudownych zręczności inżynierów Kingstona, a z tego, że kości są dwie.
Czas dostępu wyniósł ok. 5,9ns, a więc Cas Latency (cl14@2400MHz) się zgadza z podaną specyfikacją.

Jeszcze jeden upgrade

W najbliższym, ale jeszcze niesprecyzowanym bliżej czasie planuję jeszcze jedną aktualizację. Chcę wymienić dysk na Samsungowego 970 EVO Plus albo 970 Pro, jeszcze zobaczymy.
Prócz większej pojemności, dysk ten oferuje znacznie większą prędkość zapisu i odczytu, o ok. 30 procent. Wtedy być może różnica w pracy będzie bardziej zauważalna.
Efektem zmiany RAM-u będzie na razie tylko to, że nie będę męczył tego poczciwego SSD od Toshiby. No i będzie to działało nieco szybciej.

Być może ostatni iPhone w karierze Dawida

Od dzisiaj, od ok. godziny 11:00 jestem mniej lub bardziej szczęśliwym posiadaczem telefonu zwanego iPhone 8. Mniej lub bardziej, bo wcale za przesiadką nie tęskniłem.

Drobna stagnacja i motywy

Gdy przesiadałem się z iPhone 4 na iPhone SE kilka lat temu, bardzo mnie to cieszyło. Wyraźne było przyspieszenie telefonu, jego zgrabniejsza obudowa, gniazdo Lightning, które, co by nie mówić, jakoś tak ładniej wyglądało od starego 30-pinowego.
Jeszcze bardziej cieszyła mnie przesiadka z mojego starego i wysłużonego Della Vostro 3560 na nowego i jednego z najszybszych laptopów na rynku Della XPS 15.
Tym razem jednak dreszczyku emocji nie było. Gdybym mógł, pozostałbym przy iPhonie SE do końca świata i jeden dzień dłużej. Niestety, zarówno Apple (zapowiadając koniec wsparcia iPhone SE od iOS 14), jak i ponura rzeczywistość (wymagane ładowanie baterii już po dwa razy dziennie) przekonały mnie, że miast kolejnej naprawy (a do naprawowej listy zaliczyć mogę sensor zbliżeniowy, czytnik kart SIM, gniazdo Lightning), czas na przesiadkę.
I sobie myślę, że postęp technologiczny zwolnił na tyle zauważalnie, że nie tęsknię już za nowymi sprzętami, nawet za nowym laptopem. No, może jedynym wyjątkiem byłby Macbook Pro, który będzie miał normalną klawiaturę, a nie motylkowe naprawiane już przeze mnie dwa razy w serwisie gwarancyjnym nie powiem co. 🙂

Ale skoro jest, to kilka wrażeń pierwszych

Telefon jest nieco większy od iPhone SE, ale wciąż o wielkości tolerowanej, chociaż powiedziałbym, że zbliża się do granicy mojej tolerancji. Wygląda za to na dużo delikatniejszy.
By móc zastosować ładowanie indukcyjne, plecki obudowy są ze szkła. I choć nie mam zwyczaju rzucać telefonami po ścianach, to przyznam, że nieco mnie to niepokoi.
Z drugiej strony obudowa jest wyraźnie cieńsza, co może wielkiej różnicy nie robi, ale telefon wydaje się nieco smuklejszy.
Natomiast brak fizycznego przycisku Home… Rozumiem przyczyny takiej decyzji, nie jest to nawet bardzo przeszkadzające, ale ale… Jakoś nietypowo się z tym faktem czuję, może pod wpływem 6-letnich doświadczeń ze zwykłym, przyciskowym przyciskiem. 🙂
Najbardziej widoczna zaleta dla mnie to większa łatwość pisania brajlem. Nie mam dużych palców i bez trudu mieściłem je wszystkie na ekranie iPhone SE, ale sam telefon często źle odczytywał punkty, biorąc np. szósty za piąty. Na iPhone 8 do tej pory nie miałem tego problemu ani razu.

Czy to jest szybsze

Odpowiedź brzmi: "tak". Nie jest może to bardzo ważna różnica: mój stary iPhone 4 w momencie przesiadki na SE miał problem z ładowaniem większych stron Internetowych i wyświetlaniem osi czasu Facebooka, iPhone SE z procesorem z iPhone 6S pozostaje nadal wydajnym i całkowicie używalnym sprzętem. Rzeczywiście jednak (porównanie iOS 13.1 do iOS 13.1) aplikacje uruchamiają się szybciej, strony szybciej renderują, ale co najbardziej zauważalne, szybciej odczytywany jest odcisk palca.
A11 Bionic – procesor użyty w iPhonie 8 na moment produkcji był bodaj najszybszym układem CPU umieszczonym w telefonach. Rzecz tylko w tym, że w moim zastosowaniu niewiele ma pól do popisu.

Ciekawostka o szybkim ładowaniu

Nie mam na czym testować ładowania indukcyjnego, bo jakoś technologia ta mnie nie przekonuje – równie dobrze co kłaść podstawkę na biurku, mogę wpinać ten jeden kabelek. Z drugiej strony szybkie ładowanie w iPhone 8 bardzo mnie intrygowało.
Apple twierdzi, że możliwe jest naładowanie iPhone 8 od zera do 50 procent w pół godziny. Celowo uruchomiłem benchmarki na CPU, by wymusić rozładowanie telefonu i postanowiłem to sprawdzić.
Używając zasilacza od Macbooka Pro 13 (30W), uzyskałem 50% po 33 minutach, a pełne naładowanie po 72 minutach. Nie wiem, jaka jest moc maksymalna przyjmowana przez iPhone, ale podejrzewam, że przy użyciu proponowanego przez Apple zasilacza 18W wynik będzie niższy.

Szału nie ma, ale nie ma też rozczarowania

Miałem jakiś czas temu okazję zapoznać się bardzo blisko z telefonem Samsung Galaxy S9. Pewnie miłośnicy Androida mnie teraz zaleją miliardem argumentów, ale uważam, że system ten dalej pozostaje daleko w tyle za iOSem.
Szanuję jego otwartość i życzę mu jak najlepiej, ale nadal Android nie umie zaproponować stabilności i spójności systemu od Apple. I to mimo że telefony takiego Samsunga są wielokrotnie potężniejsze, szybsze i wydajniejsze.
I choć czasem chciałbym pogrzebać sobie w rootfs czy pobawić się terminalem, czego na iPhone bez Jailbreaka nie zrobię, to jednak mój telefon ma przede wszystkim być niezawodny, a Linuxami mogę bawić się na laptopie.
iPhone 8 jest jednak jak do tej pory ostatnim telefonem, który mogę zaakceptować. Jeśli Apple dalej będzie kontynuowało tendencję tworzenia sprzętów bez Touch ID, i o wymiarach 6 cali, to niestety przyjdzie mi się z tą marką pożegnać.