Obcy

Ten wiersz napisałem w kwietniu tego roku pod wpływem pewnych refleksji związanych z tym, jak często my, ludzie, widzimy innych, rozmawiamy z nimi, a jednak ich nie znamy.

Obcy

Szelest wiatru pośród liści,
świergot ptaków pośród drzew,
szmer deszczowych z nieba nici,
cichy to poranka szept.
Rosa, która w słońcu błyska,
zielony liść, co z drzewa spadł,
tęczowych barw na niebie iskra,
szeleszczący pośród deszczu wiatr.

Słońce nieśmiało wychyla się z za chmur,
Księżyc zerka na Ziemię ten ostatni raz,
nim Kasjopeja skryje się wśród wzgórz,
nim Orion na łów odejdzie w nieba las.
Już centaur pędzi głosić swe nauki,
feniks leci do gniazd na śnieżnobiałym szczycie,
Perseusz cicho brzdęka na swej starej lutni,
by Andromedzie zagrać o kolejnym świcie.

Ty tylko ciszę słyszysz w szeleszczących liściach,
łez nie umiesz dojrzeć w padających kroplach,
w ptaków śpiewie nie widzisz porannej pieśni życia,
a na płótnie nieba dostrzegasz czarny obraz.
Oczu nie otworzysz, słuchu nie wysilisz,
bo jak dostrzec chcesz przyrodę skoro nie widzisz człowieka?
Żyjąc w pośpiechu i nie mając chwili,
by poznać nas lepiej niż tylko z imienia.

Zwierciadło Czasu

Na Szarej Przystani póki co widać falę poezji; wynika to przede wszystkim z faktu łatwiejszej jej redakcji, niźli opowiadań.

Już wkrótce jednak pojawi się tutaj dłuższy tekst rodzajowo epicki.

Tym czasem zaś zapraszam do lektury „Zwierciadła Czasu”, kolejnego z moich najstarszych i najkrótszych tworów rymowanych.

Zwierciadło Czasu

Gdy patrzysz na nie, wzroku oderwać nie możesz
od fali z dawnych czasów, co zalewa jak morze.
Na skraju umysłu widzisz dawne wspomnienia
i te, których się tak boisz – utracone marzenia.
Nie widzisz wielkości, nie widzisz bogactw świata,
widzisz obrazy radości, przyjaciół w dawne lata.
Myśli tak obce i tak bliskie zalewają twą świadomość,
patrząc w zwierciadło czasu czujesz się, jakbyś miał spłonąć.
Chcesz ich dotknąć, chcesz się odezwać, chcesz poczuć dawną siłę w swych rękach,
patrzysz w przeszłość, jak w pustkę, jak w zwierciadło Aineingarp.

Zorza

Wiersz ten powstał pod wpływem inspiracji utworem Enyi „Astra et Luna”, którego można posłuchać na przykład na Spotify.

Zdecydowana większość mojej twórczości powstaje wieczorami lub nocami, wtedy najwięcej pomysłów się rodzi, ten jest wyjątkiem, gdyż – jak można się domyślić – napisany został wczesnym rankiem.

Zorza

Na nocnym niebie, wśród cieni świata,
w czystym błękicie bez chmur,
usłyszeć można, jak grana pieśń dawna
niesiona przez wiatr pośród pól.

Niesiona nad morzem w falistym błękicie,
nad Ziemią, gdy nadchodzi zmierzch;
nad światem płynąca w niemym zachwycie,
wśród fal, w których skrywa się dzień;

a wśród świateł na niebie, gdzie ciemności świata
ustępują pięknu z za mórz,
rozbłyska promyczkiem pierwsza błękitna gwiazda,
czekając, by dzień powitać wśród zórz.

Wśród świateł płynących z bliska i z daleka,
płynących, by ujrzeć nasz dom,
zastygłych pod błękitem nocnego nieba,
ujrzyj obraz świata – podnieś swój wzrok.

Niech ten statek, co płynie po niebie,
wskaże ci piękno, co leży wśród pól,
pokaże ci błękitną nadzieję,
co budzi się rankiem wśród zórz.

Iskierka

Chciałbym ten wiersz pozostawić bez komentarza, do refleksji własnej.

To jeden z moich najstarszych tekstów lirycznych, nic jednak nie stracił na aktualności.

Iskierka

Jesteśmy iskrą, malutkim płomieniem,
słabym – zalewanym przez cienie.
Jesteśmy najmniejszym strumyczkiem światła
oświetlającego nieprzeniknione ciemności świata.
Zawieszeni na pyłku kurzu w kosmosu nieskończoności,
a tak skorzy do uczuć: smutku, gniewu, radości…
Jesteśmy tym, co zakłóca porządek dawnego zegara,
ale i tym, co ład wszechrzeczy po chaosie przywraca:
drobna iskierka błyszcząca w ciemności,
mały płomyczek ledwo się tlący –
światło zbyt ciemne, by rozbić nienawiść,
ciepło zbyt chłodne, by światu miłość sprowadzić.
Nie mogąc iść na przód, lecz i bojąc się cofnąć,
nie mamy dość siły, żeby jaśniej zapłonąć.
Więc lekko się tlimy, niemal niedostrzegalni:
zbyt biedni, zbyt samotni, zbyt słabi, zbyt mali…
Lecz każdy ogień daje światło i ciepło,
nawet najmniejszy blask pomaga rozbić ciemność.
Skoro nie możemy rozświetlić świata wszystkim,
postarajmy się być światłem dla tych nam najbliższych.
Iskierka urośnie w iskrę, płomyczek rozgorzeje płomieniem,
by rozgrzać świat wspólnie sprowadźmy światło na Ziemię.

Wiosenna nadzieja

Do tej pory publikowane przeze mnie treści były starymi tekstami.

Nadal wiele ich pozostaje zagubionych w indeksach systemu plików na dysku twardym mojego biednego komputera, wciąż więc będę tutaj publikował moje twory archiwalne, dziś jednak mały wyjątek i wiersz stosunkowo świeży, bo napisany w zeszłym miesiącu na powitanie wiosny.

Dzisiaj na Pomorzu pierwszy prawdziwie wiosenny dzień nastał, pora więc pokazać twór ten światu. 🙂

Wiosenna Nadzieja

Wśród szumu fal i krzyków mew
na morskiej stojąc kei,
zapytaj wody, z jakich ziem
przypłynął statek nadziei.

Choć nie usłyszysz żadnych słów,
posłuchaj cichego śpiewu łabędzi;
i choć nie dojrzysz zamorskich wzgórz
wśród piany mieniącej się bieli;
tam, dokąd wzrok nie sięga
i cichną historii tej słowa,
za horyzontem czeka nadzieja,
którą przynosi dziś wiosna.

 

Wśród szeptu drzew i ptaków śpiewu,
słowika spytaj o melodię;
czy przyniósł ją z za morzy siedmiu,
skąd wiatr zawiewa tęsknotę.

Choć słowa jednego tobie nie daruje,
spójrz na kwiatów kwitnących zielenie,
na baldachim gałęzi, na których strunie
wiatr gra swą odwieczną piosenkę.
A tam, dokąd wzrok nie sięga
i milknie tej pieśni melodia,
z dalekich krajów przybywa nadzieja
którą przynosi nam wiosna.

 

I wreszcie kędy tylko wiatr
skały sam jeden oplata,
na górskim szczycie wysokim stań
i spytaj o wieści ze świata.

A w jego szepcie usłyszysz słowa,
nowiny, które przynosi:
że dzisiaj widziano, jak przyszła wiosna,
by w sercach ludzkich zagościć.

No i co z tego, że nie widzę

Wiersz ten ma za sobą dość długą historię. Dawno, dawno temu, kiedy byłem uczniem zdaje się trzeciej klasy szkoły podstawowej, ogłoszono konkurs dla niewidomych na wiersz pod tytułem:

„No i co z tego, że nie widzę?”

Niniejszy tekst nie jest tym, który w owym czasie napisałem. Ten wiersz powstał długo później, bo dopiero w 2016 roku, jest jednak zainspirowany tamtym starym projektem.

No i co z tego, że nie widzę?

No i co z tego, że nie widzę?
Przecież się tego nie wstydzę;
a wszystkie chwile słabości
to tylko powody do większej staranności.

Pośród ćwierkania ptaków,
wśród szmeru leśnych stawów,
w głębi gęstej kniei –
widzę piękno naszej Ziemi.

A kto widzi, jak wiatr wieje?
Kto dostrzega, czym serce goreje?
Sięgam do tego, co niewidzialne,
co tylko w człowieku wyczuwalne.

Zamknij oczy, czy słyszysz
pieśń wstającego świtu?
Nie musisz widzieć, by ujrzeć
nieskończoność błękitu.

Chociaż wędrówka wśród cieni stała się mym udziałem,
ja z radością ich piękno w swej odysei powitałem.
Nie trzeba patrzeć, by widzieć cel swego życia,
nadal przed nami ciągnie się wiele dróg do odkrycia…

Światła na niebie mnie wzywają –
powiesz: „Nie widzisz, jak błyskają.”
Ty dostrzegasz gwiazdy na nieboskłonie,
ja te niewidzialne, które kryjesz w sobie.

No i co z tego, że nie widzę?
Jestem, jak ty, człowiekiem.
Ja się tego nie wstydzę.
Traktuj mnie więc normalnie, nie jak kalekę.