Wiersz ten ma za sobą dość długą historię. Dawno, dawno temu, kiedy byłem uczniem zdaje się trzeciej klasy szkoły podstawowej, ogłoszono konkurs dla niewidomych na wiersz pod tytułem:

„No i co z tego, że nie widzę?”

Niniejszy tekst nie jest tym, który w owym czasie napisałem. Ten wiersz powstał długo później, bo dopiero w 2016 roku, jest jednak zainspirowany tamtym starym projektem.

No i co z tego, że nie widzę?

No i co z tego, że nie widzę?
Przecież się tego nie wstydzę;
a wszystkie chwile słabości
to tylko powody do większej staranności.

Pośród ćwierkania ptaków,
wśród szmeru leśnych stawów,
w głębi gęstej kniei –
widzę piękno naszej Ziemi.

A kto widzi, jak wiatr wieje?
Kto dostrzega, czym serce goreje?
Sięgam do tego, co niewidzialne,
co tylko w człowieku wyczuwalne.

Zamknij oczy, czy słyszysz
pieśń wstającego świtu?
Nie musisz widzieć, by ujrzeć
nieskończoność błękitu.

Chociaż wędrówka wśród cieni stała się mym udziałem,
ja z radością ich piękno w swej odysei powitałem.
Nie trzeba patrzeć, by widzieć cel swego życia,
nadal przed nami ciągnie się wiele dróg do odkrycia…

Światła na niebie mnie wzywają –
powiesz: „Nie widzisz, jak błyskają.”
Ty dostrzegasz gwiazdy na nieboskłonie,
ja te niewidzialne, które kryjesz w sobie.

No i co z tego, że nie widzę?
Jestem, jak ty, człowiekiem.
Ja się tego nie wstydzę.
Traktuj mnie więc normalnie, nie jak kalekę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *