Ten wiersz napisałem w kwietniu tego roku pod wpływem pewnych refleksji związanych z tym, jak często my, ludzie, widzimy innych, rozmawiamy z nimi, a jednak ich nie znamy.

Obcy

Szelest wiatru pośród liści,
świergot ptaków pośród drzew,
szmer deszczowych z nieba nici,
cichy to poranka szept.
Rosa, która w słońcu błyska,
zielony liść, co z drzewa spadł,
tęczowych barw na niebie iskra,
szeleszczący pośród deszczu wiatr.

Słońce nieśmiało wychyla się z za chmur,
Księżyc zerka na Ziemię ten ostatni raz,
nim Kasjopeja skryje się wśród wzgórz,
nim Orion na łów odejdzie w nieba las.
Już centaur pędzi głosić swe nauki,
feniks leci do gniazd na śnieżnobiałym szczycie,
Perseusz cicho brzdęka na swej starej lutni,
by Andromedzie zagrać o kolejnym świcie.

Ty tylko ciszę słyszysz w szeleszczących liściach,
łez nie umiesz dojrzeć w padających kroplach,
w ptaków śpiewie nie widzisz porannej pieśni życia,
a na płótnie nieba dostrzegasz czarny obraz.
Oczu nie otworzysz, słuchu nie wysilisz,
bo jak dostrzec chcesz przyrodę skoro nie widzisz człowieka?
Żyjąc w pośpiechu i nie mając chwili,
by poznać nas lepiej niż tylko z imienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *