Gloria in Excelsis Deo! Czyli kilka rozważań i wspomnień Wigilijnych.

Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas szczególny. Nie tylko dlatego, że jest wolne od szkoły i pracy, że spotykamy się całą rodziną.
Jakoś tak się stało, że to pamiątka narodzenia Chrystusa stała się, przynajmniej w Polsce, tym najważniejszym okresem w roku.
Często słyszę określenia takie, jak magia świąt. I coś w tym jest, bowiem to Święta Bożego Narodzenia właśnie są tym momentem, kiedy jedyny raz zatrzymujemy się w natłoku codziennych spraw, chcąc wspólnie z rodziną, w radości i spokoju świętować to, że narodził się Bóg, który nas zbawi.
Nie wiem, czemu akurat Boże Narodzenie odgrywa do dziś dla nas rolę najważniejszą. Czemu nie zajmie jej chociażby święto Wielkiej Nocy. Może wpływa na to dodatkowo fakt, że kończy się rok, może zima za oknami, biel śniegu, o ile raczy zaśnieżyć.
W każdym razie, fakt pozostaje faktem, to właśnie w grudniu spotykamy się całymi rodzinami, by zatrzymać się choć na chwilę.

Zawsze lubiłem święta Bożego Narodzenia za ich klimat, chociaż tak naprawdę zaczynam go naprawdę odczuwać dopiero, gdy zaczyna się Wigilia i wszyscy zasiadają do wieczerzy.
We wspólnym kolędowaniu, dzieleniu się opłatkiem tkwi pewna siła, siła tradycji i pamięci.
Mój dziadek mawiał, że święta Bożego Narodzenia są tak wspaniałym okresem, ponieważ są szczere i nieskażone, choć skazić się je próbuje na każdym kroku.
I to prawda, ponieważ we wszystkich reklamach, ogłoszeniach, wiadomościach słyszymy o świętach kojarzonych z Gwiazdorem czy tam Mikołajem, o tym, że trzeba iść na zakupy, kupować posiłki.
I niektórzy wpadają w tą pułapkę.

Pamiętajcie, nie w tym tkwi magia świąt. Ona tkwi w tym, że potrafimy się spotkać i wspólnie radować.
Dlatego zwyczaj Gwiazdora, gdy próbujemy wszystkim z naszej rodziny raz coś podarować, nie brać od nich, a dać coś od siebie.
Stąd zwyczaj dodatkowego nakrycia dla podróżnika na znak życzliwości.
Stąd dzielimy się opłatkiem, podkreślając naszą miłość do siebie i oddanie.
To nie są puste symbole i tradycje.

Zawsze świętując Wigilię nie mogę wyzbyć się myśli, że chyba najwspanialsze w naszych tradycjach świątecznych nie jest to, że one są, ale to, że trwają tak długo niezmienione, że jest to nasza, Polska, silna tradycja, w której w pełni oddaje się przykazanie miłości.

Zwykle Wigilia zaczyna się dla nas rano, o godzinie 05:45.
U nas, w Bolszewie, żyje i trwa silna tradycja światełka Betlejemskiego.
Przylatuje do Polski światełko z samego Betlejem, zabierane przez harcerzy. Wiezione aż do nas, do archidiecezji.
Następnie przekazywane z parafii do parafii.
Niektóre kościoły zwyczaju nie pielęgnują, u nas jednak on przetrwał.
Tak więc normalnie o 05:45 idzie się na roraty, ze świecą. Po nich zaś świecę zapala się tym płomieniem i wraca z nim do domu. Potem niesie go się sąsiadom tym, którzy nie byli na roratach.
I tak w całej wiosce na stole wigilijnym pali się płomień z Betlejem.
Dzisiaj Wigilia wypada w niedzielę, czego niezmiernie żałuję. Płomień, jak zapowiedział ksiądz, będzie przekazywany nam po mszach zwyczajnych, niedzielnych.
Ale żałuję tej roratniej tradycji, tej magii wracania z Kościoła ze wschodem Słońca lub nawet przed nim, niosąc światło Betlejemskie.

Jeśli chodzi o rzecz przyziemną, czyli prezenty.
W poprzednim roku Kamilowi kupiłem mysz dla graczy do komputera, Radkowi też komputerowo, bo grę, rodzicom zaś bilety do filharmoni.
A co w tym roku? Nie powiem, top, top, top secret. 😀
Jeszcze ktoś przeczytałby. 😛
To, czego jednak żałuję, to brak Gwiazdora, to znaczy.
Jak byliśmy mali z Kamilem, tata albo ktoś zawsze się za Gwiazdora przebierał.
Aż do dnia, gdy postanowiliśmy z bratem udowodnić, że Gwiazdor nie istnieje.
A było to tak, że powiedziałem Kamilowi, że Gwiazdora nie ma, że to wujek się za niego przebiera.
Kamil postanowił sprawdzić to, a więc kiedy ów osobnik się pojawił, Kamil, uwaga, oderwał mu brodę. 😀
Śmiech z tego jest do dziś.
Jednak, dla Radka jakoś nikt w Gwiazdora się nie przebiera, po prostu któryś rok z rzędu prezenty leżą już z góry pod choinką. Wielka szkoda, bo jednak ja mam z zabaw w Gwiazdora bardzo dobre wspomnienia. :/

Co jeszcze o świętach mogę napisać?
Jest dwanaście potraw, a nawet trzynaście, bo się okazało, że ktoś się niedoliczył i powstał mały nadmiar. Ale, ćsiii, to taki drobiazg. 😀
Jest karp, jest opłatek, więc chyba wszystko gotowe.
Wystrojona jest nawet pracownia rakietowa, więc, wystrój wigilijny też dokonany.
Choinka stoi i się świeci, ważne, świeci.

Był taki kawał.
Przybiega do mamy Jasiu.
– Mamo! Choinka się pali.
– Jasiu – odpowiada matka – Choinka się nie pali, tylko świeci.
Jasiu wybiega i po chwili wraca.
– Mamo! Teraz już firanka się świeci.

Eeeee, u nas nigdy choinka się nie spaliła, ale kiedyś doprowadziła salon do remontu.
U nas, o ile to tylko możliwe, choinka stoi do 2 lutego. O ile to tylko możliwe, bo wiadomo, czasem wcześniej już się nie nadaje, by ją trzymać.
Kilka lat temu, no więcej, niż kilka, bo chyba ze siedem będzie, choinka na pierwsze święto w nocy się przewróciła, robiąc krzywdę schodom, podłodze i bombką.
A że stało się to o czwartej nad ranem, mieliśmy bardzo skuteczny budzik. 🙂
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, te schody już potrzebowały remontu. 😀

W ogóle co roku we Wigilię coś się dzieje.
Kilka lat temu Kamil.rozwalił wannę, chciał napełnić ją wodą, ale jak podniósł to coś od kranu, co trzeba podnieść, eeee, podniosło się razem z kranem, rura pękła i zalała całą łazienkę wodą.
Tata musiał zamykać boiler i po radosnej kolacji wygilijnej, a przed pasterką, od dziewiątej do jedenastej, w nocy oczywiście, trwała walka z żywiołem o odzyskanie łazienki.
Innym razem wspominana choinka.
Jeszcze innego roku stół zajął się ogniem, jak ktoś przewrócił świecznik, spokojnie, nic sięnie stało.
Jeszcze innym razem… Eeeee, może skończę wyliczać, bo zaczniecie się poważnie niepokoić czy przeżyję dzisiejszy dzień.

W ogóle mamy całkiem sporo ludzi w domu, bo przyjechała rodzina z Anglii, dzisiaj jeszcze przyjeżdżają dwie ciocie, a więc będzie nas całkiem sporo.

Dobra, ja uciekam, co nie zaśpię na Pasterkę.
Aniołowie się radują, pod niebiosy wyśpiewują:
Gloria, Gloria, Gloria in excelsis Deo!

Na koniec chciałbym wam wszystkim życzyć przede wszystkim wesołych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, cieszenia się bliskością innych.
Niech Dziecina, której narodzenie świętować będziemy jutro, oświeci was, zamieszka w waszych domach, sercach i myślach.