Dziękuję! Minął kolejny rok

Tak sobie myślę, że życie jest jak podróż pociągiem. Czasem gdzieś skręca, zmienia tor, zatrzyma się na moment na którejś stacji, ale zaraz rusza przed siebie, nigdy się nie wraca, nigdy nie spogląda do tyłu. Tylko na przód, gdzie prowadzą tory.
Dobra, to może dlatego, że słowa te piszę, siedząc w pociągu, swoją drogą na trasie Gdynia-Warszawa dwudziesty siódmy raz w tym roku.

Następna stacja: Tczew.

Proszę państwa: czas mija, a nam pozostaje tylko obserwować zmiany w nas samych i w otaczającym nas świecie. Rok 0x7E2 dobiega końca. Ja zaś nie mam wątpliwości, iż był to jeden z najważniejszych w moim życiu.

Gdy jednak sięgam pamięcią ku minionym 364 i pół dniom, widzę tyle obrazów, że naprawdę nie wiem, o czym pisać.

Najpierw – koniec liceum, dziś wydaje się, że było to tak dawno temu. Zaraz, matura i wakacje, przeprowadzka, Warszawa, studia… Za dużo tego.
Miast więc streszczać miniony czas, może skupię się na swoich odczuciach?

Tak łatwo nam się pogrążyć w smutkach, że czasem naprawdę warto powiedzieć to na głos: tego roku spełniły się wszystkie, co do jednej, nadzieje, jakie w nim pokładałem.
Udało mi się zdać CAE z angielskiego, rozpocząć studia na mojej wymarzonej uczelni, usamodzielnić się…
Udało się to wszystko, o czym wielokrotnie na łamach tego bloga pisałem w kontekście marzeń odnośnie przyszłego roku.
Skoro zaś o marzeniach mowa, pozwólcie, że na tej dobrej passie rzucę jeszcze jedno: zdać zimową sesję.
Halo halo, niebo, zarejestrowane? Panie anielski sekretarzu, proszę tak nie bazgrać, to ma trafić czytelne i jasne do kogo tam trzeba.
Jak to uczyć się? Co też to pan bredzi.
Ehh, no dobra, dobra, pouczę się do analizy. Ale przekazać i tak nie zaszkodzi.

Następna stacja: Malbork.

To w tym roku także odkryłem, jak wspaniałym środkiem transportu są pociągi! Spędziłem w nich ponad 100 godzin, a więc jakby cztery dni, a to nie wliczając metra.

Poznałem ja także trudną sztukę robienia niesernika na ciepło oraz tysiąc i jeden sposobów na rozsypanie cukru.
Z bardziej przydatnych umiejętności, nauczyłem się, jakim to sposobem należy szybko i efektywnie coś znaleźć, gdy upadnie na podłogę. Wiecie, jakim? Nazywa się: "Raaaaadeeeeek, widziałeś gdzieś tu klucze?"

Odkryłem pierwszy raz, jak to jest czuć się gościem we własnym mieszkaniu, najpierw w trakcie pierwszych tygodni na Powiślu, a potem… W Bolszewie.

Z rzeczy wnoszących do życia więcej, dowiedziałem się, czym jest twierdzenie Kronekera-Capellego oraz ciąg Cauchyego, teraz czuję się człowiekiem światłym. Mogę wchodzić do sklepu i prosić o liczbę bułek określonych wyznacznikiem macierzy transponowanej z, yyyyyyyyy.
Dalej? Niby ukończyłem edukację muzyczną dawno, dawno temu w odległej galaktyce, a dopiero w tym roku dowiedziałem się, co to jest modulacja. Dobra, nie mam więcej pytań.

Skoro o odległej galaktyce mowa, pierwszy raz nie byłem w kinie na nowych "Gwiezdnych Wojnach". Przyznam jednak, im więcej dzieł Disneya widzę, tym bardziej psują mi one uniwersum, oto i praprzyczyna. Z tej samej nie byłem na nowym filmie osadzonym w świecie Pottera, pani Rowling, "Przeklęte dziecko" dostatecznym dramatem i tragedią było – nie, ja nie mówię o rodzajowo-gatunkowej przynależności tego wątpliwej jakości tekstu.
A mimo to w kinie byłem dwa razy, wiecie, kiedy ostatni raz dwa razy byłem w kinie? Zdaje się, że w roku 2013. To w sensie, że tak dużo, nie tak mało, ja rzadko w kinach bywam.

O filmach było, to o książkach będzie. Przebrnąłem przez "Niedokończone opowieści" Tolkiena w języku angielskim, wreszcie.
Z mniej ciężkiej literatury, to poznałem na pewno liczne dzieła Chmielewskiej, cykl "Century" jak i wiele innych pozycji.
Powróciłem też na sam koniec roku do Pratchetta, stęskniłem się za Tobą, "Świecie Dysku"!

Ale nie tylko ja mogłem rozkwitać, ale i Elten! Widzieliście, ile jest wpisów na forum? Nie? To zobaczcie, koniecznie!

Idąc zwyczajem zapoczątkowanym w roku przeszłym na tym blogu, trzy najszczęśliwsze wspomnienia?

Pierwsze jest dla mnie oczywiste. Był to czerwiec, po maturze, a konkretnie dni, które spędziłem u Mai, szczególnie sobota, której dane było mi poznać lepiej Klaudię, Mirelę i kilka jeszcze osób.
Przede wszystkim zaś zwieńczenie dnia, gdy to obserwowałem internat od środka, to jak, to była sól czy cukier?

Dwójeczka? Tu wątpliwości nieco więcej, ale chyba… wrzesień, przed moimi studiami i tułaczka Warszawska z Kamilem, gdy tak radośnie szukaliśmy Starego Miasta. Tak, to było bardzo ciekawe.

A ta ostatnia trójeczka? To wspomnienie, choć jedno, nie łączy się z Eltenowiczami.
Był to wieczór, gdy byłem ja z Olą, koleżanką, z którą zdawaliśmy CAE, na burgerach w restauracji, a ja próbowałem nauczyć się to cóś zjadać. Dali taki plastikowy widelczyk i nożyk, a ja biedny zastanawiałem się, jak tak drobnym czymś pokroić taką twardą bułkę.
W efekcie jeden z kawałków owej bułki, po nadaniu mu pewnego przyspieszenia w kierunku ukośnym i zwrocie gdzieś między sufitem a oknem, przeleciał na inny stolik, widelec zaś został omyłkowo pozbawiony jednego z ostrzy, które, po uniesieniu sztućca, pozostało wbite w bułkę.

Chciałbym wam z Cauchyego serca życzyć wspaniałego, nadchodzącego roku 2019. Nim jednak on nastąpi…

Następna stacja: Iława Główna.

Poznałem w tym roku także masę wspaniałych ludzi. Pozwólcie teraz, że podziękuję wam wszystkim i każdemu z osobna.

@talpa171, jeszcze dzisiaj się zobaczymy, ale już Ci dziękuję za znajomość osobistą z tobą, za to, jak bardzo mnie irytowałeś, zadając pytania programistyczne i w ogóle nie słuchając, co się do ciebie mówi.
Dziękuję za wspólne tułaczki po Warszawie, za Stare Miasto, co Starym Miastem nie jest.
Za twą cudowną zdolność orientacji, która doprowadziła nas na Stadion Narodowy, nie chcę nic mówić, ale Stadion a Bielany to dwie różne rzeczy.
Dziękuję za to, że w trakcie tych wycieczek, a raczej Odysei, mogłem zapomnieć na moment o szarej rzeczywistości.
Za twoje dobre słowa, niekończące się docinki i uszczypliwości.

Kogo ja jeszcze poznałem? O, o, mam taką jedną na celowniku!
@Elanor, pamiętam, iż jesteś jedną z tych osób, które od dawna chciałem poznać. Wreszcie, w tym roku, udało się.
Dziękuję za to, że jesteś sobą. I choć nie znamy się bardzo dobrze, za twoją wiedzę o ptakach, którą się dzielisz, nagrania i przeróbki, sondy nad biednym Frodem.
Za dobre słowo, które tylekroć do mnie kierujesz, ilekroć wpadam w gorszy nastrój.
Dziękuję za krytykę moich wątpliwej jakości tworów literackich, pomoc z tym bajzlem, jaki zowie się administrowanie Eltenem.
Dziękuję za to, że przez moment mogła być czarownicą w tamtej starej szafie.
Ale przede wszystkim dzięki za to, że umiesz mówić, gdy świat pragnie, byś milczała.
I wierzę, że jeszcze wielokrotnie się spotkamy.

@Tomecki. Dziękuję za, choć krótkie, jednak spotkanie.
Pokazanie Termomixu i namiastki wsi w okolicach Warszawy.
Za wszystkie rady odnośnie Eltena, inspirowanie i pokazywanie całemu środowisku niewidomych, że można, mimo braku wzroku, założyć szczęśliwą rodzinę.
Jak się ma Martynka?
Dziękuję Panu za to, że mimo zjedzenia u Państwa obiadu, żyję.

@Mulka, Tobie dziękuję za uśmiech, choć chyba ja zbyt wiele na niego nie zasługiwałem, co?
Dziękuję za spędzony razem czas, za pokazywanie, jak się powinno robić w echolokację.
Dziękuję za wszystkie anegdotki i za to, że Tobie również udało się bardzo szybko zamieszkać samej, to dla mnie bardzo inspirujące.
Dziękuję, że pokazujesz nam wszystkim, że można, jeśli tylko się chce.

@Mulc, a tobie dziękuję za twoje poczucie humoru.
Dziękuję za ogrzewanie się przed grą, zapisuję w słowniku.
Dziękuję za uśmiech i dyskusję o keyboardach.

@Papierek tobie chyba powinienem podziękować za to, że jeszcze Kamil żyje, że nie wpakowałeś go do plecionego pojemnika na Kangury.
Dziękuję za twoje poczucie humoru, rozmowy o showdownie i wspólnie spędzony czas na ICC.
Dziękuję za deklarację pomocy ze stroną Eltena, choć chyba okazałem się niesłowny i nadal nie wysłałem instrukcji, nie?
Mam nadzieję, że jeszcze nieraz się spotkamy.

@monikazarczuk dobra, to było parę minut, ale się liczy.
Dziękuję przede wszystkim za każdą rzecz, jaką robisz dla Eltena, za artykuł w pochodni, za cenne wskazówki.
Ale, prywatnie dziękuję za tych kilka minut spędzonych na ICC, pokazanie mi, jak w tego showdowna grać, dzięki czemu skończyłem z sześcioma punktami, a nie jakimś marnym zerem.

@Piciok, ojjj, ale długa ta lista, dzięki za rozmowy o pociągach i sklepach, za wspólnie rozegrany mecz w showdownie.
Za pokazanie mi, jak bardzo nadaję się do tej gry – czyt. raczej nie bardzo.
Dziękuję za wszystkie dobre słowa o Eltenie i za to, że ty zawsze mówisz o takich projektach, co myślisz, a nie co chciałoby się usłyszeć.

Skoro ekipę ICC mam za sobą:
@matius Tobie dziękuje za to, że wciąż trwasz przy tym blogu, a komentujesz niemal każdy wpis. Dziękuję za to, że chciałeś się ze mną spotkać i, wreszcie, spotkałeś.
Za wspólne liczne rozmowy.
Za to, że pomagasz w moich projektach od 2012 roku, kiedy to dołączyłeś do grupy testerów Srebrnego Labiryntu.

@Piter9521 Tobie dziękuję za uprzytomnienie mi, jak bardzo nie znam terenu Lasek.
Za żarty i docinki w stosunku do wszystkiego wokół, z Dawidem Pieperem na pierwszym miejscu.
Za to, że nie zgubiliśmy się w drodze do tej kaplicy, choć było blisko.

@wojtas nie, nie wywiniesz mi się, podziękuj siostrze M.
Dziękuję za to, że z nami jesteś, że dzielisz się swoim uśmiechem.
Jaka jest wysokość trójkąta równobocznego o długości boku 4?

Następna stacja: Działdowo.

Ale, przede wszystkim
@Julitka, tobie dziękuję za każdy dzień, uśmiechy i smutki, którymi mogę się z tobą dzielić. Za to, że jeszcze nie wyrzuciliśmy siebie wzajemnie przez okno.
Za antologię o Cukrze i Cukrzeniu, za wspólne, muzyczne wieczory.
Za to, że mówimy sobie codziennie po kilkanaście razy dobranoc, a póki nie obudzi się głos rozsądku, i tak rozmawiamy o wszystkim i niczym, nieważne, że rano zajęcia na ósmą.
Za wspólne modlitwy wieczorami i dzielenie się refleksjami o wszystkim.
Za wyjedzenie całego zapasu krajanki, za ciasta, które w lodówce się nie mieszczą.
Za te cudowne śmieci, co je trzeba wynosić.
Za każdy dzień, dziękuję, Julito.

Ojjj, rozpisałem się, nie ma co. Tak jednak się stało, że w roku tym poznałem całe tłumy Eltenowiczów.
I to pierwsze, z czym będzie się mi on kojarzył. Pierwszy raz poznałem was tylu, czuję się teraz, jakbym należał do wielkiej, Eltenowej rodziny.
Przykro mi, drodzy czytelnicy, ale są też ludzie, którym muszę podziękować, choć znam ich od dawna. Oj, bardzo mi przykro, ale jeszcze się oczytacie tych słów "dziękuję".

@ambulocet, bo Ciebie znam najdłużej.
Dziękuję za bardzo niechciane wykłady o plejstocenie i jeszcze mniej chciane o nudnych filozofach.
Dziękuję za to, że jako jedyny, o ile wiem, miałem szansę przeczytać cały "Promień Nadziei", uczestnicząc aktywnie w jego tworzeniu – teraz wrzucę go do sieci i tyle będziesz miał z zarobków, o, to jest plan na biznes! 🙂 Od razu machnę analizę tereliozy i jeszcze Nobla dostanę!
Dziękuję za wspólne, tak długie rozmowy, mniej i bardziej poważne.
Za to, że znamy się tak długo, a jeszcze sobie się nie znudziliśmy.
Za to, że regularnie przypominasz mi, jak słaby jestem w szachy i że nie bije się własnych gońców.

@jamajka wiesz co? Tak sobie myślę, za co chcę podziękować, ale… chyba to wykreślę. 😛
Tak zupełnie poważnie, dziękuję za to, że byłaś pierwszą poznaną mi osobą, która przekonała mnie, że istnieją i tacy niewidomi, którzy są samodzielni, normalni, dla których brak wzroku nie oznacza braku możliwości normalnego życia.
Dziękuję za dostawców pizzy, co dostawcami pizzy nie byli, za pokazanie mi XXI-wiecznych metod poszukiwania restauracji – po zapachu.
Za gubienie się regularnie w Warszawie i, co ważniejsze, znajdowanie.
Za to, że jako pierwsza pokazywałaś mi to miasto.
Dziękuję za szczerość i, przede wszystkim, za to, że zawsze jesteś.

@magdar1999 podobnie jak w wypadku ambuloceta, długo się znamy, co?
No więc dziękuję za tę długą znajomość. Dobrze mieć kogoś takiego, z kim – rzadziej lub częściej – ale jednak widuje się od tylu lat.
Za wszystkie wymienione książki, za zarwane noce na czytaniu "Trylogii Czasu", za podstawówkowe wykreślanki z błędami ortograficznymi, za wszystko, co dałaś mi od siebie przez te ostatnie, tak, 8 lat.

@Celtic1002 dziękuję za Enyę, którą przecież znam przez ciebie.
Za wszystkie powstające przeróbki, zarwane noce na pisaniu o piosenkach z czasów niepamiętnych.
Za zabawy wierszowane i niewierszowane, za niekończące się instalacje Windowsa.

Następna stacja: Warszawa Wschodnia.

@Monia01 myślałaś, że Ciebie tu nie będzie? Ups, przepraszam.
Bo wiesz, w starej szafie musiał być także lew, a ja innej kandydatury na tę posadę nie widzę.
Dziękuję za twój spokój na zebraniach moderacyjnych i nie tylko, za to, że jak coś powiesz, to naprawdę ma to sens.
Dziękuję za listy, które do mnie napisałaś, za każde dobre słowo i za to, że jeśli stałoby się nieszczęście i, jakimś strasznym zbiegiem okoliczności, zwątpiłbym w Eltena, rakietę czy cokolwiek innego, będę miał z Tobą do czynienia.

@klaudia27 oficjalnie spotkaliśmy się pierwszy raz w październiku zeszłego roku, także wtedy zaczęliśmy pisać tu – na Eltenie. TO jednak w tym roku poznałem Ciebie lepiej.
Dziękuję za pokazanie mi internatu od wewnątrz, za to, że cyjanek jednak cynamonem się okazał; za bycie moim prywatnym przewodnikiem po ośrodku w Laskach, za straszenie nożownikami po nocach.
Za to, że zgubiłaś na moje urodziny baleriny, co pozwoliło mi ciebie dręczyć przez następny tydzień, ale i za to, że to ty trochę podręczyć mnie mogłaś.
Za to, że jesteś jedyną osobą, z którą naprawdę boję się na żywo grać w kostkę.

@helenkagd Dziękuję za wszystkie wskazówki i dobre słowa.
Za to, że to Pani nauczyła mnie, iż robienie odstępów co znak w brajlu do dobrych praktyk nie należy.
Za to, że ze wszystkich przywołanych tu osób, znam Panią najdłużej.
Za dzielenie się z nami Pani historią, myślami i odczuciami.
Za każdą przekazaną myśl i bycie świadectwem tego, iż brak wzroku nigdy nie jest przeszkodą nie do pokonania, niczego nie kreśli, co najwyżej zasłania czarną płachtą, którą jedynie trzeba zerwać.

A poza tym, to dziękuję…. Wam wszystkim! Za to, że zawsze jesteście!

To wszystko wina Arycytotelesa, czyli żegnamy rok 2017. Kilka przemyśleń i małe podsumowanie.

W jednym z wielu układów planetarnych, ochrzczonym przez ludzkość Układem Słonecznym, tarcza Księżyca przesłoniła gwiazdę Aldebaran, odsłaniając Syriusza, który na nocnym niebie staje się w tym czasie jednym z najjaśniejszych ciał niebieskich. Srebrny Glob tym czasem, leniwie poruszając się po torze swej orbity, rośnie w oczach, by już drugiego stycznia osiągnąć największą pełnie nadchodzącego roku. Krótko później, piątego stycznia, utworzy kolejną konstelację z gwiazdą Regulus. Pierwsza planeta układu, Merkury, na niebie we wczesnych godzinach pierwszego stycznia wychyli się najbardziej na zachód w swojej wędrówce, o dwadzieścia trzy stopnie w płaszczyźnie poziomej względem Słońca i w górę o pięć stopni, osiągając szerokość kątową siedmiu sekund.
W nieskończoności kosmosu trzecia planeta systemu, jedyna, która obserwowana jest jako błękitna kropka, dom ludzi i zwierząt, wyobrażana na tylu malowidłach, w tylu wierszach i powieściach, Ziemia, o masie pięciu i dziewięciuset siedemdziesięciu dwóch tysięcznych kwadryliona kilogramów, największym promieniu sześciu tysięcy trzystu osiemdziesięciu jeden kilometrów, właśnie przemierza tym czasem przestrzeń z prędkością ponad trzydziestu i dwóch dziesiątych kilometra na sekundę, by lada moment osiągnąć peryhelium, zbliżając się do Słońca na odległość nieco ponad stu czterdziestu ośmiu milionów kilometrów. Na jej powierzchni ludzie zaś świętują zmierzch starego i świt nowego roku.
Tym czasem na owej planecie człowiek zwany Dawidem Pieperem właśnie pisze ten tekst, zastanawiając się czy jest z nim wszystko w porządku. Pytanie zasadnicze brzmi: czy to już znak, że należy rozpocząć jakąś terapię, czy jednak lepiej nie, w trosce o zdrowie psychiczne psychologów?

Starożytni Rzymianie, wprowadzając kalendarz Juliański, kazali nam świętować nowy rok pierwszego stycznia. Tak po prawdzie, nie bardzo wiem, jaka różnica czy święto to obchodzimy pierwszego stycznia, osiemnastego kwietnia czy, najlepiej, dwudziestego dziewiątego lutego, miałbym wtedy cztery latka!
W każdym razie, skoro każą pierwszego stycznia, ok, niech im będzie. Zatem, z dekretu Juliusza Cezara, nakazujemy zniszczyć wioskę tych przeklętych Gallów, nie, czekajcie, to nie ta bajka. O czym to ja mówiłem?
Aaaa, że z dekretu Juliusza Cezara dzisiaj ma być Sylwester.
Należałoby więc coś napisać o przemijającym właśnie roku…

Zacznę może od kilku faktów, o których nie wiecie, a które spowodują, że przeżyjecie szok i zachwyt moją przenikliwością umysłu.
Po pierwsze, rok ten liczył trzysta sześćdziesiąt pięć dni.
Po drugie, każdy z tych dni, niesamowite, liczył dwadzieścia cztery godziny.
A każda z tych godzin, uwaga, uwaga, sześćdziesiąt minut.
Skoro już dokonałem oświecenia, można przejść do wspomnień.

Zgodnie z zaleceniami wielkiego człowieka zwanego Arystotelesem, pochyliłem się nad cnotami, jakie ów człeczyna nazwał dianoetycznymi.
Bo, widzicie, jego zdaniem były takie dwie bardzo ważne cnoty, rozsądek i mądrość.
Wziąwszy sobie jego nauki do serca, postanowiłem się rozwinąć.
Efektem rozwijania mądrości są twory zwane trójkątnymi kwadratami.
Jeśli zaś chodzi o rozsądek, no cóż…
Mógłbym znaleźć miliardy dowodów na to, że jest on w moim wypadku cechą o bardzo dużym nasileniu. No chociażby przypomnijcie sobie moje herbaciane przygody zakończone konsumpcją szałwii z cukrem… Eeeee, może bezpieczniej będzie dla mnie zmienić temat?

Skoro już wyjaśniliśmy sobie kwestię rozsądku i mądrości, proponuję, trzymając się filozofii Arystotelesa, porozmawiać o złotym środku. Bo widzicie, każdy człowiek powinien cenić zarówno cnoty, jak i swoje potrzeby. Cnotą jest na przykład zdobywanie wiedzy czy najwyższa z cnót etycznych, sprawiedliwość. Potrzeby zaś to wszystko, co nam sprawia radość w życiu, czego potrzebuje nasza psychika i nasz organizm, na przykład wysadzania od czasu do czasu czegoś w powietrze. No dobra, może tego akurat Arystoteles na myśli nie miał.
Tak więc ja pozwoliłem sobie uznać za złoty środek między cnotami uznawanymi przez naszą polonistkę, które można przedstawić zdaniem: "Czytaj Mickiewicza i Leśmiana, a potem się tym zachwycaj", a własnymi potrzebami psychiki, które z kolei wyrazi sentencja: "czytaj cokolwiek, byle nie był to Mickiewicz ani Leśmian", znaleźć złoty środek. Nazywa się on: "skoro Mickiewicz i Leśmian tworzyli podwaliny pod literaturę fantastyczną w Polsce, zaczerpnij z ich dorobku i poczytaj Cherezińską". 🙂

Zamiast się dalej pogrążać, może przejdę do opisu wydarzeń, jakie w tym roku miały miejsce.
Generalnie, lista musiałaby być bardzo długa, a zaczynać się od:
31 grudnia, rano: Dawid pisze ten wpis.
Ale to chyba by była przesada, więc może małe podsumowanie zdarzeń najważniejszych?
Początek roku był dla mnie okresem dość smutnym, przykrym i tak dalej. Pewni ludzie, którym zaufałem, bardzo mnie zawiedli. A zatem postanowiłem sobie, że reszta roku nadrobi za ten czas.
Więc rok składał się z takich zdarzeń, jak: wizyta w Londynie w styczniu, wyjazd na projekt Think Europe do Bad Marienberg w marcu, w tym samym miesiącu wizyta na Politechnice Warszawskiej i u Angeliki, wycieczka klasowa w czerwcu, a krótko po niej wyjazd, hi hi hi, do reaktora jądrowego, następnie wyjazd rodzinny do Chorwacji, próba rakietowa, ślób Patryka i Sandry, odwiedziny Mai, moja osiemnastka, REHA w Warszawie i, tak, to już grudzień,, święta Bożego Narodzenia.
Prosimy opuścić wehikuł czasu.

Skoro najważniejsze wydarzenia przypomniane, pojawia się pytanie, co wyniosłem z tego roku jako człowiek?
Zasadniczo, to dziurę w kurtce po tym, jak zahaczyłem nią o drzewo, rozwalonego laptopa i kilka razy reparowanego, wróć, ding, ding, cofnij, popraw…
Co dobrego wyniosłem z tego roku jako człowiek?
Przede wszystkim ciasta na weselu Patryka i Sandry oraz z moich urodzin…
Ding, error, anuluj, ponów próbę, restart…
Co wyniósł mój charakter z tego roku?
W sumie to chyba nic, ale kilku więcej ludzi dowiedziało się, jak jestem nienormalny, chociaż, w sumie, to chyba widać od pierwszego wejrzenia. Jestem pewny, że Maja, Angelika, Monika i Arek jak na mnie spojrzeli w tym roku pierwszy raz, od razu zobaczyli, że ze mnie jest czarny charakter.

Skoro mowa o Mai, Angelice, Monice i Arku.
Tak, udało mi się poznać kilku więcej ludzi, co ważniejsze, nienormalnych ludzi.
Chociaż, chwilę, człowiek to Homo Sapiens, co ponoć oznacza rozumny.
HMMMMM, muszę zasugerować przemianowanie gatunku.
Tym czasem roboczo uznajmy, że warunkiem niezbędnym do bycia człowiekiem jest posiadanie dwóch nóg, rąk i głowy… Eeee, rąk też dwóch. A głowy jednej, tak dla pewności.

Zatem poznałem kilku nienormalnych ludzi.
Po pierwsze, humanistkę, która, ludzie, fanfary, wiwaty i trąby, przyznała na swoim blogu, że humanistką, uwaga, jest!
Po drugie, niejakiego Arka, zwanego Żywkiem, może dlatego, że jak go się widzi, od razu traci się chęć do życia, mnie przynajmniej to nie grozi. 😛 No więc, Arka, fana Linuxa numer jeden, specjalistę do spraw wymieniania bateryjek CMOS z jednoczesnym psuciem pamięci RAM, chłodzenia i połowy płyty głównej.
Dziękuję waszej dwójce za to, że jesteście tak wspaniałymi ludźmi i zaszczytem jest dla mnie znajomość z wami.
Są jeszcze dwie osoby, o których jednak muszę napisać kilka więcej słów.
Jest na świecie ktoś straszny, ktoś, kto przeraża tym, że włączysz mu nutkę dowolnego utworu Enyi, a poda ci jego tytuł, długość, treść, numer, album, rok i nie wiadomo, co jeszcze. Ktoś, kto z Arkiem dzieli umiejętności szkodzenia laptopowi niemal wszystkim i to nawet wtedy, gdy to naprawdę nie powinno zaszkodzić. Ktoś, kto jest gotów samemu zapchać dysk serwera Eltena plikami udostępnionymi, najlepiej z resztą wspominaną Enyą. Na scenę prosimy Angelikę Julię Prymus, która z kolei uparcie twierdziła przez długi czas, że zowie się Moniką. Dziękuję.
Na koniec zostawiłem sobie ostatnie niewidomkowe poznanie tego roku, osoba, o której wcześniej miałem pojęcie dość znikome.
Ta, której imienia nie wolno wymawiać.
Jeśli ją spotkacie, trzymajcie się z daleka, bo znana jest z tego, że ma broń, naboje, a w wolnej chwili częstuje czekoladkami.
Groziła mi śmiercią na tysiąc i jeden sposobów, próbowała z resztą groźby swojej dotrzymać, a to udając, że nie wie, gdzie jest przystanek autobusowy, abym zgubił się w Warszawie, a to zaciągając mnie do lasu, do którego, jak sama przyznaję, nigdy nie poszłaby samemu…
A widząc, że powyższe środki zawiodły, postanowiła mnie zapoznać z osobą, która do mojej śmierci doprowadzi znacznie łatwiej w związku z uprawianą profesją szalonego naukowca. I co, jak to się skończyło?
Daaawid, nie chcę nic mówić, ale w tej herbacie była jakaś substancja chemiczna… A tak w ogóle, to wiesz, że regulamin zabrania tutaj jeść, pić i w ogóle być?
Maju, z tego miejsca bardzo pragnę Ci podziękować. Choć znamy się lepiej stosunkowo krótko, dziękuję, że stałaś się dla mnie tak ważną osobą i mam nadzieję, że przeżyję tą przyjaźń.
A w razie czego przypomnijcie mi, bym po nowym roku pojechał po notariusza spisać testament…
Są też ludzie, którzy pozostają moimi bliskimi przyjaciółmi od lat, na Eltenie Kuba i Magda.
Wam również dziękuję. I wiem, że wiecie, co chciałbym wyrazić w tych słowach.
Dla reszty Eltenowiczów.
Jedna jest niebezpieczną humanistką, która w wolnej chwili potrafi zwalić po głowie kręglem albo zmiażdżyć ciętą ripostą.
Drugi zaś to o wiele bardziej poważne zagrożenie. Kiedy zaczyna opowiadać o filozofii, wszyscy uciekają, ale to jeszcze nic, bo kiedy temat zmienia na paleontologię, sama Ziemia drży w posadach, góry kruszeją, a dinozaury, o których opowiada, same zaczynają żałować, że kiedykolwiek istniały. 🙂

Znacie grę w trzy wspomnienia?
Chodzi w niej oto, by każdy rok skojarzyć sobie z trzema, szczęśliwymi, wspomnieniami.
Chociażby był nie wiadomo, jak zły, choć ten nie był, ale, nawet gdyby, trzeba odnaleźć trzy wspomnienia, unikalne, które z tym rokiem będą się kojarzyć.
Moje?
1. Moja osiemnastka.
Myślę, że nikogo tym nie zdziwię. Osiemnastkę przeżywa się tylko raz…
Wiecie, że gdyby ten nowy rok był 29 lutego, mam wrażenie, że osiemnastki świętowane byłyby znacznie mniej hucznie? 🙂
2. Bad Marienberg.
Szczególnie ostatni wieczór, kiedy wszyscy byliśmy już bardzo zintegrowani, kiedy wpadliśmy na genialny pomysł: a może pośpiewamy?
Pewnie do dziś po okolicy krążą legendy, że ten hotel jest nawiedzony. 🙂
3. Wizyta w Laskach.
Jedna z naprawdę niewielu chwil, kiedy zapomniałem o wszystkich troskach i zmartwieniach.
Nie wiem tylko czy to dlatego, że było tak cudownie, czy dlatego, że byłem tak przerażony.

Raz jeszcze dziękuję Ci Maju.
A wam, drodzy czytelnicy, chciałbym stąd życzyć szczęśliwego roku dwa tysiące osiemnastego.
Spełniajcie marzenia i przede wszystkim nigdy nie wątpcie w siebie.
Bo możecie osiągnąć wszystko.
Oby ten rok był lepszy od wszystkich poprzednich razem wziętych, podniesionych do kwadratu!

Hej, wiecie, że wpis ten powstawał ponad godzinę? Najpierw napisałem go na telefonie, potem przerzuciłem na komputer, bo z początku nie chciało mi się wstawać. 😀 No więc przerzuciłem na komputer i dokonałem korekty.
Od 05:17 do 06:47, równe półtorej godziny. 🙂

Z pozdrowieniami,
Dawid Piotr Paweł Pieper,
Ś. Prof. I.

PS. Tytuł wpisu zawdzięczamy koleżance z gimnazjum, Darii, która stworzyła takiego właśnie filozofa w swoim wypracowaniu, śmialiśmy się z tego dobre pół godziny. 🙂