Poranek

Dedykowane tym, dla których poranek oznacza kolejny, nudny dzień, a deszcz zakrywa świat.

Szedłem raz lasem wśród buków i brzóz,
wśród kwiatów słodko pachnących,
gdzie strumień chłodny w świetle rannych zórz
szemrał o dziejach minionych.

I patrzyłem na niebo, gdzie wśród chmur dalekich
most jest marzeń rzucony;
kładka ze wspomnień po nieznane brzegi,
po klify u krajów tęsknionych.

A w dole, gdzie woda lśniła krystaliczna,
spływając po kraj baśniowy;
wesoło pluskając, historie jawiła
o snach już dawno wyśnionych.

I Słońce, co wstało, na niebie zbudzone,
na świat spojrzało z uśmiechem,
zabłyskało bukom, ciepło dało brzozie,
a strumyk zakryło chmur cieniem.

I mijały tak dni, goniąc dawne czasy,
pluskając, szumiąc i kwitnąc,
aż do lasu owego przybyły raz wiatry,
cuda baśniowe w nim widząc.

Lekko zaszumiały, popychając chmury,
by światy ze sobą połączyć,
deszczem rzęsistym marzeń napełnić strumyk,
deszczem z za mostów baśniowych.

Sen

Wygląda na to, że wena do mnie zaczęła wreszcie wracać.
Pomysł na ten wiersz przyszedł mi do głowy kilka dni temu.

Sen

Śniłem o morza błękicie fal,
o wietrze świszczącym wśród piany,
o statku, który poniesie mnie w dal
ku wyspom legendą owianym.
Śniłem o ptakach, co pośród wód
zasiądą kiedy na maszcie,
i o ich pieśni, co fali szum
przywoła ze świata marzeń.
Śniłem o chmurach, co niczym klucz
ptasi na niebie polecą,
o gwiazdach, których niemy chór
zanuci nadzieje sercom.

Stanąłem na kei, spojrzałem za kres,
tam morskie zwierciadło lśniło,
łabędzi głos, kwilenie mew
mnie ku wędrówce nęciło.
Zerknąłem za siebie na cichy port,
tam łódź już na mnie czekała,
bielił się żagiel, falował fiord,
kroplami kotwica błyskała.

Czy ją podniosłem, odbiłem w dal,
poznałem prądy i wiatry;
Czy poszybowałem pośród fal?
Nie, bo dzień wstał już jasny.

Wiosna

Mam wrażenie, że świat lubi nas czasem zaskoczyć.
Jeszcze tydzień temu zdawałoby się, że zima utrzyma się przynajmniej kilka dni, dziś?
To prawda, na drogach topnieją wciąż u nas całe zaspy śnieżne i pewno jeszcze kilka dni to potrwa, ale wiosnę już czuć w powietrzu.
Powiedziałbym, w sam czas, za osiem dni astronomicznie zacznie się ta pora roku, bo w tym roku będzie miało to miejsce 20 marca, a nie 21, jak mówi kalendarz.
W drodze do szkoły rano słyszałem dziś chór bogatek, a ponoć na półwyspie Helskim odezwały się pierwiosnki.
Czem prędzej mam zamiar namówić rodzinę na wypad tam, bo głos tych ptaków uwielbiam, tym czasem zaś z tej okazji postanowiłem się z wami podzielić kolejnym dziełem wątpliwej jakości.
Marną epikę zastąpimy tym marniejszą liryką. 🙂
Wiersz o niezwykle oryginalnym tytule "Wiosna".
Zapraszam do lektury i, jeśli komukolwiek będzie stawało sił, komentowania.

Wiosenna Nadzieja

Wśród szumu fal i krzyków mew
na morskiej stojąc kei,
zapytaj wody, z jakich ziem
przypłynął statek nadziei.

Choć nie usłyszysz żadnych słów,
posłuchaj cichego śpiewu łabędzi;
i choć nie dojrzysz zamorskich wzgórz
wśród piany mieniącej się bieli;
tam, dokąd wzrok nie sięga
i cichną historii tej słowa,
za horyzontem czeka nadzieja,
którą przynosi dziś wiosna.

 

Wśród szeptu drzew i ptaków śpiewu,
słowika spytaj o melodię;
czy przyniósł ją z za mórz siedmiu,
skąd wiatr zawiewa tęsknotę.

Choć słowa jednego tobie nie daruje,
spójrz na kwiatów kwitnących zielenie,
na baldachim gałęzi, na których strunie
wiatr gra swą odwieczną piosenkę.
A tam, dokąd wzrok nie sięga
i milknie tej pieśni melodia,
z dalekich krajów przybywa nadzieja
którą przynosi nam wiosna.

 

I wreszcie kędy tylko wiatr
skały sam jeden oplata,
na górskim szczycie wysokim stań
i spytaj o wieści ze świata.

A w jego szepcie usłyszysz słowa,
nowiny, które przynosi:
że dzisiaj widziano, jak przyszła wiosna,
by w sercach ludzkich zagościć.

Jutrzenka

Już dawno nie pisałem niczego lirycznego.
Przyczyn było wiele, brak pomysłu, weny.
Ale że dzisiaj te się pojawiły, prezentuję wam moje nowe dzieło. 🙂
Może ktoś zauważy, co niezwykłego tam wplotłem. 🙂
Z nadzieją, że do czegokolwiek tekst ten się nadaje, życzę miłej lektury. 🙂

Jutrzenka

Czy słyszysz głos w wietrze szepczący w ciemności,
To echo chwil minionych, co wieje wśród wzgórz,
Wspomnienie świata, co żywy był w przeszłości,
Lament aniołów za tym, co odeszłe już.

Czy czujesz dziedzictwo tych minionych epok?
Pamiętasz, że ogniem i mieczem zmazywano łzy?
Chrzest ognia, to był przodków epos,
Iliada, co na niebo wezwała nowy świt.

Przeszłość się mieni czerwienią rubinu,
To naszych ojców krople są przelanej krwi,
Świat dzisiaj wykuty w fantastycznym blasku,
Co grał na setkach przeznaczenia kling.

Czy podźwigniesz brzemię, co jest twym udziałem?
Poniesiesz westchnienie, co wieje wśród wzgórz?
W pamięci swych przodków wyrzeźbisz nowy kamień,
Promień nadziei, która wieje znad mórz?

Wrota czasu zatrzasnęły się już dawno,
Pozostały po nich tylko gorzkie łzy,
Wiara ojców i nadzieja na to,
Że ich sztandar poniesiemy my.

To Bitwa w labiryncie, z której nie ma wyjścia,
O śniegu i krwi koronę trwa wciąż gra o tron,
A serce zimy chłodem nas przenika,
Gdy czasem pogardy jest kolejny rok.

Choć w komnacie tajemnic zgasły dawne gwiazdy,
I pozostał z nich tylko marny gwiezdny pył,
My musimy ponieść ich dziedzictwo dalej,
By nad błękitną kropką Ziemi wstały nowe dni.

Gdy jutro wzejdzie Słońce i swymi promieniami,
Ogrzeję ogień, co się wciąż w nas tli,
W chwale musimy stać się braćmi,
By przetrwała nadzieja i wiara dawnych chwil.

Zapomnieć stal i śnieg, co nam przewodziły,
Wspólnie ziścić ludzi dawny sen,
Czarę ognia rozpalić z płomieni wspólnej siły,
Gdy nad Ziemią wstanie nowy dzień.

Iskierka

Iskierka

Jesteśmy iskrą, malutkim płomieniem,
słabym – zalewanym przez cienie.
Jesteśmy najmniejszym strumyczkiem światła
oświetlającego nieprzeniknione ciemności świata.
Zawieszeni na pyłku kurzu w kosmosu nieskończoności,
a tak skorzy do uczuć: smutku, gniewu, radości…
Jesteśmy tym, co zakłóca porządek dawnego zegara,
ale i tym, co ład wszechrzeczy po chaosie przywraca:
drobna iskierka błyszcząca w ciemności,
mały płomyczek ledwo się tlący –
światło zbyt ciemne, by rozbić nienawiść,
ciepło zbyt chłodne, by miłość sprowadzić.
Nie mogąc iść na przód, lecz i bojąc się cofnąć,
nie mamy dość siły, żeby jaśniej zapłonąć.
Więc lekko się tlimy, niemal niedostrzegalni:
zbyt biedni, zbyt samotni, zbyt słabi, zbyt mali…
Lecz każdy ogień daje światło i ciepło,
nawet najmniejszy blask pomaga rozbić ciemność.
Skoro nie możemy rozświetlić świata wszystkim,
postarajmy się być światłem dla tych nam najbliższych.
Iskierka urośnie w iskrę, płomyczek rozgorzeje płomieniem,
by rozgrzać świat wspólnie sprowadźmy światło na Ziemię.

Zwierciadło czasu

Zwierciadło Czasu

Gdy patrzysz na nie, wzroku oderwać nie możesz
od fali z dawnych czasów, co zalewa jak morze.
Na skraju umysłu migocą dawne wspomnienia
i te, których się tak boisz – utracone marzenia.
Nie widzisz wielkości, nie widzisz bogactw świata,
widzisz obrazy radości, przyjaciół w dawne lata.
Myśli tak obce i tak bliskie zalewają twą świadomość,
patrząc w zwierciadło czasu czujesz się, jakbyś miał spłonąć.
Chcesz ich dotknąć, chcesz się odezwać, chcesz poczuć dawną siłę w swych rękach,
patrzysz w przeszłość, jak w pustkę, jak w zwierciadło Aineingarp.

No i co z tego, że nie widzę?

Witajcie.

Kiedyś, dawno, dawno temu, jak byłem w czwartej klasie podstawówki, dostałem pewne zadanie.
Miałem napisać wierszyk pt.
"No i co z tego, że nie widzę"?

Dzisiaj postanowiłem raz jeszcze spróbować wrócić do tego tematu i napisać nowy wiersz.

Bo bardzo się zmieniłem od tego czasu.

Nie jestem poetą, próbowałem tylko przelać na papier swoje przemyślenia.

Mam nadzieję, że jakoś to mi wyszło.

Miłej lektury:

No i co z tego, że nie widzę?
Przecież się tego nie wstydzę.
A każde błyski słabości,
To tylko powód do większej staranności.

Pośród ćwierkania ptaków,
Wśród szmeru leśnych stawów,
Pośród gęstej knieji,
Widzę piękno naszej Ziemi.

Lecz kto widzi, jak wiatr wieje?
Dostrzega, co w sercu goreje?
Sięgam do tego, co niewidzialne,
Co tylko w człowieku wyczuwalne.

Zamknij oczy, czy słyszysz,
Pieśń wstającego świtu?
Nie musisz widzieć, by ujrzeć,
Nieskończoność błękitu.

Chociaż wędrówka wśród cieni mym udziałem,
Ja z radością ich piękno powitałem.
Nie trzeba patrzeć, by widzieć cel swego życia,
I tak przed tobą wiele dróg do odkrycia.

Światła na niebie mnie wzywają,
Powiesz: nie widzisz, jak błyskają?
Ja dostrzegam gwiazdy na nieboskłonie,
Lecz i te niewidzialne, które kryjesz w sobie.

No i co z tego, że nie widzę?
Jestem, jak ty, człowiekiem.
Ja się tego nie wstydzę.
Traktuj mnie normalnie, nie jak kalekę.