Elfowie też walczyli

Kolejne drabble, tym razem Tolkienowskie.
Jestem pewien, że już ktoś kiedyś nabijał się z tego, ale nigdy na taki tekst nie natrafiłem, więc na wszelki wypadek… Napisałem.
A trzeba przyznać, że wkład elfów w Wojnę O Pierścień był przecież nie do przecenienia. 😀

Elfowie też walczyli

– Ale co media powiedzą? – przekonywała Arwena, trafiając w czuły punkt.
Na wschodzie trwała wojna, Gondorczycy składali ofiarę dla przyszłego świata, tak przynajmniej pisały gazety. Ale elfowie? Elfów była jedna sztuka, niejaki Legolas, z konkurencyjnej Mrocznej Puszczy.
– Wiesz dobrze, że nie chcę odsyłać ludzi – tłumaczył Elrond. – kto miałby tu śpiewać pod ich nieobecność?
– Ale ojcze, to będzie tragicznie wyglądać z punktu widzenia Public Relations.
Elrond zamyślił się. Musiał przyznać, że Arwena ma rację.
– Dobrze! Wyślę tam tych, co najbardziej fałszują. Dołączę do nich tych no, od Elendila, to nikt nie zauważy, że naszych będzie tylko dwóch. I uszyjesz im ładną flagę.

Narodziny Nowego Świata

Wiersz napisany został ponad 40 lat przed wydaniem pierwszej części "Władcy Pierścieni".
Dlatego też po wielu latach Tolkien nadał mu właśnie ten tytuł: "Narodziny Nowego Świata".
Samym przesłaniem tego tekstu miało być obudzenie nadziei u tych, którzy obserwowali dramat rozpoczynającej się wojny.

I stanął Erendil, gdzie się rodzi cień
na srebrzystym brzegu morza,
wśród nocy szczytów i Słonecznych lśnień,
które był mrok pochował.
Jak iskrę jasną miał on łódź
trwającą u piasków samotnych,
aż wierząc, że ogrzeje lód,
odpłynął od ziem zachodnich.
I przebył drogę ostrych skał,
płynąc wśród Słońca blasków,
i przez krainę licznych gwiazd
widzianych, jak na obrazku.
Aż ujrzał wiecznej nocy ląd,
co kres zgarnęła nieba,
gdzie światła żagli ciemny mrok
gwieździsty blask rozwiewa.
liczne był minął statków wraki
i choć nie stracił nadziei,
zatęsknił tam za świtem jasnym
zlęknion, że kres to już Ziemi.
Już czeka, jak rozbłyska dzień
i nocy zmierzch rozprasza,
a serce cieni widzi kres
i uśmiech twarz rozjaśnia.
Tak uciekł wtedy od ziem wschodu,
od tarczy Słońca i Księżyca,
a jego burty blask zachodu
światłem srebrzystym powitał.
I wystrzelił żeglarz z pośród chmur
cieniem spowitych wiecznym,
i wzrokiem objął szczyty gór
skrytych przez mrok bezkresny.
Tak oto Erendil odbił z krain,
co jako pierwszy z żywych widział,
aż horyzont zalśnił pod żaglami
lądem jego dzieciństwa.
I tam usłyszał daleki płacz,
i łez deszcz rzęsisty odczuł,
i spostrzegł, że to świata wrak
spływa do przebytych mroków.
Stanął, gotowy płynąć w dal
ku ziemiom, co ledwo pożegnał,
nie zlękł się już nieba bez gwiazd
ni dróg bez jednego człowieka.
Za Słońcem tęskniąc, u steru trwa,
aż wpłynął na bezdroża nieba,
by w zimnym mroku światło dać
i ogień, co zwie się "nadzieja".

Pieśn Sama – kolejny przekład Tolkienowski

Na ziemiach z za słońca
budzić się może świat,
gdy wśród kwiatów na łąkach
zięby nucą o snach;
a wody lśnią czyste,
wiatr śpiewa w konarach,
zaś gwiazdy przejrzyste
klejnotem biel okala.

Lecz inny droga kładła kres,
ciemność mnie pochowała
pod twardym murem licznych wież,
gdzie góry ostra skała.
Na niebie Słońce rozprasza cień
i gwiazdy nadzieje niosą.
Ja więc nie powiem, że przeminął dzień,
ni "żegnam" nie powiem niebiosom.

Ostatni Statek (autorskie tłumaczenie)

Przychodzę do was z kolejnym tolkienowskim przekładem, tym razem na celownik wziąłem wiersz "The Last Ship", czyli "Ostatni Statek".
Mam nadzieję, że tłumaczenie jakoś mi wyszło, zapraszam do czytania i komentowania. 🙂

Firiel zbudziła się gdy Księżyc wciąż trwał,
choć szarość nocy zorze rozjaśniały,
a w dali pierwszy kogut piał
i ptaki poranek witały.

Wśród ciemnych drzew blado wstawał świt
witany przez ćwierki i pieśni,
a liść, co się rosą skrzył,
wiatr lekko dotykiem swym pieścił.

Widziała, jak Słoneczny blask
powoli z za wzgórz się wychylał,
a morzem liści i wyspą traw
świat o świcie rozbłyskał.

Przebiegła prędko przez dom cichy,
po schodach aż na ganek,
i źdźbła gładząc, dotykając liści,
tańcem witała poranek.

Jak klejnot rosa się skrzy na sukience,
gdy zbiega ku rzece w dole,
i opierając się na starej wierzbie,
na wody patrzy zamglone.

Zimorodek do rzeki jak kamień spadł,
a woda wesoło zapluskała,
pośród trzcin zaszeleścił wiatr
i lilia zamigotała.

I nagle z dali nadleciał głos,
gdy stała zauroczona,
a kroplami wody lśnił jej włos
i spływał na ramiona.

Grały w dali flety i dźwięczały lutnie,
i śpiew zamorski rzeka niosła,
jakby wiatr młody na powietrznej strunie
sam jeden witał blask Słońca.

Statek o wiosłach błyszczących złotem,
jak biały ptak przez rzekę frunie,
Rozbija fale łabędzim dziobem,
a woda rozpryska na rufie.

Na statku przybysze z elfich ziem
przy wiosłach licznych trwali,
a złotą skrą na skroniach trzech
korony rozbłyskały.

Na harfach grając śpiewali pieśń,
gdy wiosła się kołysały:
"o złotych liściach i trawy źdźble,
wśród których ptaki śpiewały."

"Wiele jeszcze razy Słońce wstanie złote
i zajaśnieje dzień nad Ziemią,
wiele jeszcze razy zakwitną kwiaty na wiosnę,
nim zima spowieli świat bielą."

"Więc dokąd zmierzacie, powiedzcież, żeglarze!
Czy w dół płyniecie rzeki?
Czy tam, gdzie bory się kryją stare,
ukryte dla śmiertelnych?

Czy ku północnych wysp wybrzeżom
na skrzydłach lecicie łabędzich,
gdzie jeno zimne fale ku brzegom
niosą dalekie krzyki mewy?"

"Nie. " – odparli. – jeszcze w dal:
poprzez morza szerokie,
z Szarej Przystani poniesie nas wiatr
na ziemie każdemu z nas drogie.

Tam elfów dawny stoi dom,
tam białe drzewo kwitnie,
Tam gwiazda nad morzem rozświetla mrok,
tam troska i smutek niknie.

Pożegnać nam czas śmiertelnych ląd,
opuścić kraje Śródziemia,
bo w elfim domu dzwonu głos
z najwyższej wieży rozbrzmiewa.

Tu trawa więdnie, liście opadają,
zew morza do powrotu nas wzywa,
bo Księżyc i Słońce kiedyś zgasną,
mrokiem powlecze się kraina."

Żeglarze swą wstrzymali pieśń,
"Córko Ziemi, czy słyszysz wezwanie?
Firiel! popłyń z nami do dalekich Ziem,
gdzie światła nigdy nie braknie.

Możemy ciebie zabrać z sobą,
lecz spiesz się, bo czas mija,
ostatni raz powtarzam, chodź,
dziewico jak elf urodziwa."

Firiel spojrzała na brzeg rzeki,
jeden krok postąpiła,
gdy stopy jej zapadły się,
niepewnie się odwróciła.

Powoli przepłynął elfi statek
i tylko szept pozostał,
"Nie mogę przyjść!" – dosłyszeli żeglarze,
"bo z Ziemi jestem zrodzona."

Już żaden klejnot nie zdobił sukienki,
gdy wracała przez cichy las,
aż stanęła u swoich drzwi ciemnych,
w cieniu zwykłego domu ścian.

Suknię fartuchem zastąpiła,
długie swe włosy związała,
do prac codziennych powróciła,
nim noc dnia nie pożegnała.

I płynie tak za rokiem rok,
a woda rzekami spływa.
Raz w Słońca blask, raz w nocy mrok,
zaszumi wierzba i trzcina.

I nigdy odtąd nie widziano
łabędzich statków na morzach;
historie dawne zapomniano,
a pieśni straciły swe słowa.

Ostatnia pieśń Bilba

Dzisiaj przychodzę do was z kolejnym tłumaczeniem – tekstu, który dotąd nie był nigdzie tłumaczony lirycznie mimo, iż wierszem jest.
Dziełem tym jest pożegnanie Bilba wygłoszone w Szarej Przystani.
W pierwszym wydaniu "Władcy Pierścieni", na którym bazuje polski przekład, pieśń nie została załączona, Tolkien napisał ją dopiero po premierze i umieścił w poprawionym wydaniu. Niestety, jak już wspomniałem, polskie przekłady bazują na wersji pierwotnej.
Tak sobie myślę, że ten wiersz nie jest, a raczej nie tylko jest pożegnaniem Bilba z przyjaciółmi, to swoiste pożegnanie autora z czytelnikiem na zakończenie trylogii.
Jak zwykle zapraszam was do dzielenia się własnymi interpretacjami.
Mam nadzieję, że przekład jakoś wyszedł, starałem się. 😀
Miłej lektury!

Dzień się kończy i mrok świat spowija,
lecz podróż daleka wciąż przede mną czeka,
Żegnajcie, przyjaciele, to morze mnie wzywa,
już cumy spuszczone, wiatr żagle owiewa…
Piana się bieli wśród fal szarej wody,
a droga wiedzie daleko poza zachód Słońca.
Bo piana jest solą, wiatr szepcze o wolności.
Na tym morskim brzegu kończy się przygoda.
Żagle są podniesione, żegnajcie, przyjaciele,
wiatr wschodni nas niesie ku dalekim ziemiom.
Hen za horyzontem kładą się me cienie,
a niebo błękitne dzieli się nadzieją,
bo istnieją wyspy, co leżą za Słońcem,
gdzie historie się snują o latach minionych;
na zachód od zachodu krainy leżące,
tam noc jest cicha, tam sen jest spokojny.
Samotna gwiazda wskazuje nam drogę,
za szarą przystań, gdzie kończy się historia,
tam znajdę niebiosa sprawiedliwe i wolne,
i pełne światła gwieździstego morza.
Na statku raz ostatni w drodze z zachodem Słońca,
gdzie pola i góry rozbrzmiewają pieśnią.
Żegnaj, Śródziemie, opowieść dobiegła końca.
widzę gwiazdę, co nas poprowadzi ku dalekim Ziemiom!

Nie dla Tolkiena Noble… Czyli ukazanie wad „Władcy Pierścieni” w odniesieniu do wspaniałej twórczości (zwłaszcza romantyzmu)

Witajcie!
W związku z moją ostatnią, nie wiem, jak to określić, użyję nazwy z poprzedniego wpisu, fazą Tolkienowską zainspirowaną wpisem Elanor, zacząłem się wczytywać w jego biografię.
Co prawda, zapoznałem się już dość dokładnie z jego życiorysem jakiś czas temu, ale…
W między czasie odtajnione zostały archiwa komisji przyznającej nagrody Nobla.
I chociaż wiadomość nie należy do najmłodszych, bo ma kilka lat, ja poznałem ją dopiero kilka dni temu.
A zatem postanowiłem ją skomentować.

Uwaga!
Tekst ma charakter zdecydowanie ironiczny i drwiący. 🙂
Zarzuty, które tu stawiam twórczości Tolkiena, pozbierałem z różnych źródeł, żaden z nich nie jest moim pomysłem, nie wiem czy wymyśliłbym coś tak głupiego prawdę mówiąc. 😀

Cytat:
"W 1961 Tolkien został nominowany przez swojego przyjaciela C. S. Lewisa (autora „Opowieści z Narnii”). Szybko jednak odrzucono tą propozycję z krótkim acz dość cierpkim komentarzem Andersa Österlinga, najważniejszego wówczas krytyka literackiego w komitecie, mówiącym, że trylogia „Władca Pierścieni” w żaden sposób nie dorównuje najwyższej jakości opowieści (dokładne angielskie sformułowanie: “has not in any way measured up to storytelling of the highest quality”)."
Źródło: booklips.pl

Postanowiłem przyjrzeć się argumentacji owej komisji, jak również krytyce licznych znanych postaci na scenie literackiej.
Poprosiłem również w rzeczonej sprawie o komentarz autorytet, jakim jest moja nauczycielka języka polskiego.
Zapoznałem się takoż z dokumentami największych uczelni naszego państwa nie tylko pod kątem twórczości J. Tolkiena, ale również innych autorów szukając inspiracji, w jaki sposób dokonać korekty "Władcy Pierścieni", by lektura rzeczywiście na Nobla zasłużyła.
Poniżej znajdziecie szczegółowe wyjaśnienie, dlaczego dzieła J. R. R. Tolkiena są tak marne wraz z przykładami, jak je poprawić, by dorosły do standardów literackich zakorzenionych w kulturze.
Jednocześnie pragnę podkreślić, że w momencie obecnym twórczość rzeczonego autora jest denna i pozostawia wiele do życzenia ze względu na brak wątków niezwykle dobrze uzasadnionych ucieleśnień istot duchowych oraz zmian imion, obrazów prześladowania narodu Polskiego, wątków mesjanistycznych, motywów tęsknoty i bólu za ojczyzną Polską.
W dodatku z przykrością muszę skonstatować, że J. Tolkien w swoich dziełach stosunkowo mało mówił o patriotyźmie, miast tego walczył w wojnie światowej w obronie swojego kraju. Tym czasem idealny wieszcz narodowy nie powinien walczyć, by nie narażać swojej cennej osoby na zagrożenia. Miast tego powinien z bezpiecznego miejsca zagrzewać współrodowców do powstania.
Świadczy to o znacznie większej odwadze i poświęceniu.
Przejdźmy zatem do analizy.

Cytat:
"czuł, że jest w kraju, gdzie czas nie istnieje, gdzie nic nie przemija, nic się nie zmienia, nic nie ginie w niepamięci. Wygnaniec z Shire'u odejdzie stąd i znowu znajdzie się na zwykłym świecie, a jednak zawsze odtąd będzie stąpał po tej trawie, wśród kwiatów elanoru i nifredilu, w pięknej krainie Lothlorien."
– J. Tolkien – "Drużyna Pierścienia"

Frodo opuścił Shire, chociaż sam siebie nazywa wygnańcem mimo, że nigdy naprawdę nie został wygnany, była to jego dobrowolna decyzja w przeciwieństwie do bolesnego odejścia z państwa Polskiego największych patriotów.
Ale, nie tym miałem się zająć. Ponieważ, ten wielki patriota, wygnaniec Shireu… Odkrył krainę piękniejszą od swojej ojczyzny.
To niedopuszczalne, bo przecież wiemy, że piękno występuję tylko w jednym miejscu, "gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała"…

Dlaczego proza Tolkiena jest taka słaba?
Widzę wiele argumentów.
Ze względu na trudność języka może sprawiać problemy przy interpretacji, to ogromny jej problem, istnieje bowiem ryzyko, żę na przykład komisja przyznająca nagrody Nobla jej za grosz nie zrozumie.
Co gorsze, owocować może to niedopuszczalnym skandalem powstania nowego gatunku literackiego, który mimo braku jakiejkolwiek głębszej treści, o zgrozo, stanie się jednym z najpopularniejszych gatunków XX i XXI wieku.
Więc Tolkien nie tylko był fatalnym literatem, ale i człowiekiem, który skaził całą późniejszą kulturę.
Cień "Władcy Pierścieni" odbija się wszędzie, tak marna powieść została zekranizowana z największym budżetem tamtych czasów, no brak słów po prostu.
Przecież o wiele bardziej zrozumiałe i logiczne są zdania typu "Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie czterdzieści i cztery".

Cytat:
"W tej stronie, wysoko nad sterczącym szczytem górskim biała gwiazda wyjrzała właśnie spośród rozdartych chmur. Gdy ją tak ujrzał zagubiony w przeklętym wrogim kraju, wzruszyło go jej piękno, a nadzieja wstąpiła znów w jego serce. Jak chłodny, jasny promień olśniła go bowiem nagle myśl, że bądź co bądź Cień jest czymś małym i przemijającym, istnieje światło i piękno, którego nigdy nie dosięgnie."
– "Dwie Wieże"

Zastanówmy się nad opisem przyrody, bo to bodaj najgorszy aspekt prowadzenia narracji przez Tolkiena.
Opisy te są ubogie w szczegóły i proste, bez głębi.
Autor próbuje jednak się z tego wybronić, tworząc bezsensowne metafory, bo przecież co ma Sauron do gwiazd?
Nic.
Bohaterowie w dodatku miast zajmować się swoją misją uratowania świata, prowadzą refleksje nad naturą…
Wyobrażacie sobie, jak fatalny byłby dzisiaj świat, gdyby każdy patriota miast walczyć patrzył na niebo?

Ale właśnie, zastanówmy się nad tą misją.

Tak naprawdę wszystko rozgrywa się o poszukiwanie biżuterii.
Konkretnie, pierścionka.
Czy nie jest to naśmiewanie się z płci przeciwnej? Szczególnie, że, co należy podkreślić, w wydarzeniach bezpośrednio nie bierze uziału żadna kobieta.
A jedyna, która pojawia się w znaczniejszej roli to Eowina, która w dodatku niemal od razu ląduje w izbach chorych.
Tragedia, prawda?

Ale wróćmy do samej fabuły.
Trzeba wam zatem wiedzieć, że całość losu świata zależy od jednego przedmiotu, pewnego pierścienia, o którym już pisałem.
Sześć ksiąg napisanych jest tylko o wędrówce, a jedynym jej celem jest wrzucenie owego przedmiotu do Orodruiny.
Tak, chodzi tylko o wędrówkę.
Nie, żeby wychwalana "Odyseja" Homera miała podobne cechy czy coś…

Wydarzenia są monotonne i przewidywalne, wszak od samego początku wiadomo, że pierścień zostanie zniszczony za sprawą niejakiego Golluma, nie ma w tym niczego ciekawego.
W dodatku nie ma tu żadnego przesłania, książka pozbawiona jest treści psychologicznych i filozoficznych.
O wiele głębszą alegorię ukazuje nam czwarty tom "Dziadów" Adama Mickiewicza. Przecież historia prywatnej miłości autora ma w sobie tyle wagi dla całego narodu, tyle nauk i moralitetów…

Idźmy dalej.
Główni bohaterowie Tolkiena to nawet nie ludzie.
Zamiast jakże ważnych motywów braku akceptacji dla ludów o innej kulturze, potępienia rasizmu, autor wplata tutaj stworzenia nieporównywalne z nami: jakieś twory, które po prostu żal opisywać.
Elfy, krasnoludy, hobbici, stworzenia zupełnie nie zasługujące przecież na szacunek ze względu na swoją inność, nie to co ludzie innej odmiany.

Dalej, miast wysilić się, by poznać prawa fizyki i znaleźć racjonalne wyjaśnienie wszystkiego, Tolkien poszedł na łatwiznę wykorzystując jako narzędzia magię i siły nadprzyrodzone.
Na tym przecież książka tyle traci…
To nie są ballady Leśmiana czy Mickiewicza, gdzie autorzy mieli prawo do wykorzystania zjawisk nadprzyrodzonych, ponieważ jako mistrzowie swych gatunków wiązali je symbolicznie ze współczesnym światem.
Tam każde zdarzenie miało symbolikę.
A jaką symbolikę ma we "Władcy Pierścieni" jakiś miecz, który został złamany setki lat temu i dopiero teraz zabrano się za jego przekucie?
Żadną, świadczy tylko o fatalnych umiejętnościach zbrojmistrzów elfich, skoro tak długo ostrze to musiało czekać na naprawę.
O wiele wyrazistrzą alegorią jest przecież tak zgodny z prawami fizyki metal lżejszy od powietrza ukazany w książkach mistrza Bolesława Prusa!

Kolejne pytanie brzmi, co jest dla Tolkiena najważniejsze?
Czy w dziełach swych podkreślał miłość do ojczyzny, jak wielcy romantycy?
Otóż nie, miast tego pisał wiersze o wątpliwym przesłaniu i służące bodaj tylko do zabawy i jako tanie kabarety.
Kiedy Mickiewicz pisał "Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie…", Tolkien pisał "Gdy nas pragnienie mocno przyparło, lać zimną wodę możemy w gardło, lecz lepsze piwo, gdy chce się pić, lub ciepłej wody po plecach nić!"
Czy słowa te mają jakąkolwiek treść? Ponownie nie.

Cytat:
"Nie każde złoto jasno błyszczy,
Nie każdy błądzi, kto wędruje,
Nie każdą siłę starość zniszczy.
Korzeni w głębi lód nie skuje,
Z popiołów strzelą znów ogniska,
I mrok rozświetlą błyskawice.
Złamany miecz swą moc odzyska,
Król tułacz wróci na stolicę."
– "Drużyna Pierścienia"

Trzeba przyznać, że wiersze Tolkiena mają dobrą kompozycję, wypełnione są obrazowymi określeniami. Ale czy służy to dobrym celom? Nie.
Byłaby to piękna metafora państwa Polskiego, które pod wpływem zaborów nie straciło swojego ducha i jako symbol dla innych ludów zrzuci z siebie ciężar caratu.
Tym czasem posłużył jako przepowiednia dotycząca nieistniejącego kraju w nieistniejącym świecie.
Uważam, że jasno już widać, co było priorytetem dla Tolkiena.
Fałsz i iluzja.

W całej twórczości Tolkiena dostrzec mogę tylko jedną postać, która może być dla nas autorytetem.
Jest to Boromir, dla którego ojczyzna jest najważniejsza, który chce przejąć od Froda brzemię na swoje barki.
Jest gotów poświęcić wszystko dla ratowania ojczyzny.
A mimo to jest potępiony przez resztę drużyny, co tylko podkreśla antypatriotyzm autora.

Pozostaje mi do poruszenia już tylko jedna, ostatnia kwestia, chociaż bynajmniej nie mniej ważna od powyższych.
Chodzi o zmianę imienia.
Mówię o postaci Smigola, który stał się Gollumem.
Postać oba, owładnięta porządaniem opuściła swój ród, wyparła się swej ojczyzny i przyjęła nowe imię. Czy to ma jakiś sens?
Czy w tym wypadku przybranie nowego miana można usprawiedliwić?
O wiele logiczniej przecież jest, gdy nagle na świat przybywa osoba zmarła, dokonuję nagłego przybrania nowego ciała, znajduje się w celi więziennej, a potem gratisowo zmienia imię po jakimś czasie… Bo tak.

W związku z tym w pełni popieram stanowiska komisji.
Dzieła Tolkiena w żadnym stopniu nie zasługują na nagrodę Nobla.
Zasługują na znacznie więcej.