Persowie

Skorom od dziś po maturze, można wrócić do Szarej Przystani. 🙂

„Persowie” to nomos Grecki napisany przez Timoteosa z Miletu w IV wieku p.n.e. Jego przetłumaczenie (bazujące na przekładzie brytyjskim) było jak dotąd najtrudniejszą translacją, jakiej się podjąłem, ale skoro nikt wcześniej jakoś się za to nie zabrał, uznałem, iż najwyższy czas, by tak ważne dzieło wybrzmiało i w naszym ojczystym języku.

Persowie

Hellada kształtuje wolności ornament,
cześć mężom walczącym na polach o chwałę.
Ares jest wojownikiem, nie boi się złota,
ma rydwany z brązu, groźniejsze od ognia.
Rytmicznie i wściekle ruszały się wiosła,
statki przeciw statkom, wzburzają się fale morza.
Postawili ostrza włóczni,, gotowi do walki.
Pędzi do przodu szereg z pochylonymi głowami
na rydwanach sunących po szczycie morskich fal.
Czekają, by zadać pierwszy cios,
by zstąpić na wroga, by bronić swój kraj
lub jeśli los ma odwrócić swój wzrok,
pozostać na zawsze w głębinie morskich fal.
Jedni będą zwierzyną, drudzy dziś łowcami,
z konopi i wiązu spletli swe pazury;
jedni spadli na maszty, woda rozbrzmiała grzmotami,
drudzy pozostali na zawsze pośród burzy.
Czy widzisz to miejsce? Tam spadnie deszcz strzał,
ochrzczone w ogniu świsną, niesione z wiatrem w dal;
popędzą pióra nad szczytami fal,
przez przestworza śmierci niosąc dar.
Wydarte z drzewa, wycięte ludzką ręką
z grotem niosącym ostatnie poselstwo.
I brzdęcze cięciwa, spływa żelazny deszcz,
morze zalśniło czerwienią, to Aresa krew.
I zapanował ból, i rozbrzmiały jęki,
na dwór Amfitryty pędzą już zastępy.
Pobłogosław im Hermesie,
daj im prostą ścieżkę.
Jego stopy na wodzie, w rękach niesie chmury,
przepływają fale rozbijane o wyspy i góry,
i zobaczył, że Helleni zamknięci w pułapce,
i zobaczył, że już wzywają na pomoc bogów chwałę.
Lecz gdy oddech zawiódł człowieka,
gdy na jego wołanie nikt nie czeka,
gdy twarz opuszcza w poczuciu klęski
i w myśli jego wkrada się panika,
w swej złości sam wezwie pioruny i wzburzy morza brzegi,
i oto nadchodzi wezwanie jego życia:
gdy woła na wroga, którego przygnała pycha:
„W łańcuchy Cię pochwycę, królu i władco Persów,
Nie powinieneś wyprawiać ku Helladzie swych okrętów.
Trzeba było Ci pozostać na własnych równinach,
pływać po własnych, bezpiecznych głębinach;
nie dać się skusić nienawiści pokusie,
bo dziś synów Persji prowadzisz ku zgubie.”
Tak krzyczał Grek, wrzucając wrogów do morskiej toni.
Dziś Pan Barbarzyńców rzucił się do odwrotu,
jakby leciały, tak szybko płynęły statki.
Ławica na morzach ucieka w popłochu,
załamana potęga, duma Persji – matki.
Jej dzieci rzuciły się do przodu,
w oczy śmierci patrząc mężnie.
Gdy morze stało się pełne ciał,
słońce ponad Salaminą blednie.
Brzegi ugięły się, nie wierząc w ten czar,
gdy Perskie dzieci czekały na bogów znak,
płacząc z oczami pełnymi łez,
patrząc na morze i bijąc się w pierś
i wzywali ziemię ojców swoich, mówiąc:
„O bijcie, dzwony Myzji.
Ratujcie mnie z tego miejsca, dokąd przywiodły nas podmuchy wiatrów.
Oto grozi nam głębina
i pan nimf, władca oceanów,
a ponad nim morska fala się skrywa.
Słysz mą modlitwę i weź mnie do czasów,
gdy mój król Xerxes z Hellem się nie równał,
gdy nie chciał rzucić wyzwania światu.
Nigdy nie powinienembył przypłynąć tutaj,
opuścić góry Tmolos i Lidyjskiego Sardis,
nie możemy pokonać Greckiego boga Aresa.
Czemuż gorzką prawdę widzę dopiero teraz?
Gdzież mogę znaleźć ucieczkę od walki,
gdzie szukać schronienia?
W Troi kryje się nasze przekleństwo.
Chciałbym raz jeszcze zobaczyć matkę moją w górze
i usłyszeć raz jeszcze jej błogosławieństwo.
O matko bogów, ocal moją duszę.
A jeśli nie chcesz okazać swej łaski,
daj oręż i odwagę w tej ostatniej bitwie,
by zginąć z dumą podczas walki.
O północne wiatry, w żagle zadmijcie,
zaśpiewajcie pieśń chwały nad wzburzone fale,
by gdy umrę, nawet noc rozbłysła.
Gdy dzikie zastępy rzucą się na mnie
i wydam me ostatni tchnienie,
i pozostanę, bym stał się ucztą dla ptactwa,
weźcie mnie do elizjum, bom wypełnił wierności przyrzeczenie.”
I tak zawodzili w owych dniach rozpaczy,
bo gdy mieszkańcy łąk Cyranejskich
zostali wybici przez żołnierzy greckich,
nie było im dane ujrzeć brzegów Sardis.
Nie ujrzą już Suzy, domu Ekbatany.
O Artemido, pobłogosław ich odwagi!
I przemknęła nad wodą pieśń wschodzącego Słońca,
gdy ujrzeli klęskę spadającą na ich lud.
Król Perski w obliczu tego końca
przyklęknął, spojrzawszy na Salamiński gród.
Rzekł do Hellenów, wasza flota wygrała
i płacz rozlegnie się wśród dolin Perskich,
po tych młodych ludziach, których pożoga zabrała.
Błąd popełniłem, przybywając do Grecji.
I rozbrzmiały hymny do Zeusa, niebios pana,
ręce Hellenów wzniesione do góry,
euforią napełnia serca wygrana,
euforię wyśpiewują pod niebo Greckie chóry.
O panie lekarzy, panie Słońca i Delfickiego głosu,
o Apollinie, boże Olimpijskich muz,
o przewodniku Spartańskich herosów,
pobłogosław mi darem mądrości i splatania słów.
Pozwól do kultury, lasu dawnych stuleci,
który rozkwita wciąż nowymi kwiaty,
dołączyć nowy owoc, na pochwałę Grecji,
na uczczenie odwagi Termopilskiej Sparty.
Nie umniejszam przecie osiągnięć dawnych mistrzów,
jeno dodaję skrawek swojej myśli,
by nową pieśnią zabrzmiały Greckie liry,
by chwaliły Perskich i Helleńskich synów.
Wpierw Orfeusz, syn Kaliope,
rozwarł wrota lirą i swym pięknym głosem,
po nim przyszedł Terpander, urodzony w Antisssie na Lesbos,
zachwycił same muzy swą cudowną pieśnią.
Dzisiaj Timoteos otwiera dawny skarbiec,
by dodać nowy, choć nieznaczny podarek:
kulturę Miletu, jedenastu strun,
dwunastu murów, gdzie Achai ród.
Pobłogosławcie bogowie dobrobytem te domy,
uprzejmymi ludźmi, bogatymi zbiory.
Miejcie na względzie pieśń tą i poetę
i nie zapomnijcie nigdy o Milecie.