Odpowiadając na pytania

Dobry wieczór!
Mam taką fajną klawiaturkę bezprzewodową do telefonu. Wiele, oj wiele wpisów na niej powstawało, ale niestety obecnie została w Warszawie. Z jednej strony morzy mnie sen, z drugiej jednak mam chęci do napisania niniejszego wpisu, co ostatnio nie zdarza się tak często. Pozostawiony więc w tym konflikcie tragicznym, zdecydowałem się pisać. Najwyżej zasnę na biurku.

Powtarzając propozycję wiolinistki byłem chyba pierwszym z wielu, wielu blogujących, którzy nagle odkryli, że Q&A to dobry pomysł. W odpowiedzi na moje zapytanie o zapytania, daliście mi ich aż 36. Zastanawiałem się, czy nagrać wpis audio, czy też napisać; odpowiadać na wszystkie, czy wybrane. Ostatecznie zdecydowałem, że z racji na długość wpisu, jednak odzew będzie w tekście.
Pytania były różne, część się w swoim fragmencie lub całości powtarzała, inne miały charakter zdecydowanie prowokacyjny. Były też takie, na które odpowiedź planuję w innych, szerszych wpisach. Postanowiłem więc samodzielnie wybrać 25 tych subiektywnie najciekawszych i poniżej prezentuję wam na nie odpowiedzi.

1. Czy myślałeś o psie przewodniku? Papierek w grupie u nas w wątku pisankowym napisał, że niestety pies by za tobą nie nadążył, ciekawe czy to była by prawda. (balteam)

Tak, myślałem, ale dość krótko. Ja naprawdę szybko uczę się tras, co mi jakoś rekompensuje w poruszaniu się całkowitą i prawdopodobnie nieuleczalną odporność na wszystkie nawigacje GPS. W wielu wypadkach wystarczy mi raz/dwa przejść trasę z przewodnikiem, nawet bez jakiegoś przesadnego badania jej laską, by potrafić ją potem odtworzyć.
Lubię też to poczucie swobody i samodzielności, gdy gdzieś idę. Doceniam więc psa przewodnika, pokazywała mi jego umiejętności (często przydatne i praktycznie niezastąpione z laską) Daria Barszczyk jakiś czas temu, gdy bardzo ładnie poradził sobie nawet na stacji metra, ale to nie dla mnie.

2. Co było najcięższe w twoim usamodzielnianiu się? (gadaczka)

Najcięższe? Nie wiem. Było sporo ciężkich aspektów, ale wybrać ten jeden jedyny?
Chyba odkrycie, że widzący pracodawcy, konsultanci, nigdy nie potraktują niewidomego tak samo, jak widzącego. Zwłaszcza, kiedy przychodzi z przewodnikiem.

3. Jak tam Twoje Infinity? (Celtic1002)

Projekt niestety jest wstrzymany, co, nie ukrywam, dla mnie bardzo jest smutne. Wielokrotnie starałem się o jego wznowienie, ale gdy przebywam w Warszawie, okazuje się to praktycznie niemożliwe.
Żyję z nadzieją, pewnie naiwną, że za kilka lat będę mógł wrócić na stałe na Pomorze i go wznowić.

4. Co robiłeś o godzinie 11:23 w Niedzielę Wielkanocną, zamiast pisać Eltena? (Julitka)

O 11:23? Nie wiem. Całkiem możliwe, że pracowałem nad kodem pisanek, nie pamiętam. Z Rezurekcji wróciliśmy koło 07:30, śniadanie Wielkanocne było o 09:00. Tak, wydaje mi się, że mogłem wtedy pracować nad Eltenem właśnie.

5. Jaką lubisz kawę? (Julitka)

Ja ostatnio odkrywam swoje zamiłowanie do kawy. 🙂 Jaką najbardziej lubię? Chyba Latte w wykonaniu mojego taty, z jakimś dobrym, słodkim syropem. Ale to jedna z moich ulubionych, jeszcze kilka znajdę.
Natomiast kawa w ogóle mnie nie rozbudza. Potrafię wypić kawę i zasnąć. Piję ją dla smaku, dla zajęcia czymś się, gdy umysł pracuje przy programowaniu, ale nie dla rozbudzenia. Nauczyłem się tego jeszcze w liceum, gdy kawa była obowiązkiem przed wyjściem do szkoły.

6. Jakiej nie lubisz? (Julitka)

Nie wiem, bo lubię prawie każdą. Natomiast ja wolę kawy mniej tradycyjne, czyli jakieś Cappuccino, Latte. Samo Espresso czy Ristretto? No, od biedy może być, ale zdecydowanie do moich preferencji nie należy.

7. Jak chciałbyś powitać rok 2030? (Julitka)

Tak realnie, czy naprawdę marząc? No, jak mogę pomarzyć, to właśnie przeprowadzając jakąś próbę Infinity albo lot rekreacyjny.
Wielokrotnie żartowaliśmy sobie, że odpalimy na Sylwester największy fajerwerk w Polsce, ale jakoś nigdy nie doszło to do skutku.

8. Czy jesteś smutny? (Monia01)

Tu czytelnicy bloga zasługują na pewne wyjaśnienie. Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się z Monią… Nie nie, to był chyba drugi raz. No więc kiedy drugi raz spotkaliśmy się z Monią, nie umiałem rozczytać emocji w jej głosie i ciągle wydawało mi się, że coś ją martwi, stąd me, dość częste pytanie, czy jest smutna. I teraz, no widzicie efekty, taka zemsta. 😛
Nie, Moniu, nie jestem smutny, ale za to zdecydowanie śpiący! 😀

9. Jaki film ostatnio obejrzałeś i jakie on wywarł w Tobie uczucia? (Monia01)

Ja tak rzadko oglądam filmy… 🙁 Naprawdę, to nie to, że nie lubię, ale czasu mam dość mało, a po stokroć wolę literaturę. Tak więc całkiem możliwe, że ostatnim oglądanym przeze mnie filmem była, nie po raz pierwszy w życiu, "Mamma Mia", a było to w grudniu. Jeśli tak, to uczucia były raczej z kategorii nazwanej "śmiech".

10. Jaka była najlepsza gorąca czekolada, jaką piłeś i gdzie to było? (Monia01)

Uwielbiam gorącą czekoladę! Po prostu uwielbiam!
Kiedyś była bardzo dobra pijalnia czekolad w Sopocie, kilka razy z rodziną tam byliśmy. Dobrze wspominam też pierwszy rok studiów. Wracałem wtedy zwykle pociągiem, który do Gdyni przyjeżdżał o 23:00. Kupowaliśmy wtedy z tatą najprostszą gorącą czekoladę na dworcu w Gdyni Głównej, ale po tej podróży zdecydowanie było to to, czego mi trzeba.
Tak więc choć nie umiem wyznaczyć tej najlepszej, pierwsze skojarzenia dotyczą dwóch powyższych.
Pamiętam też to uczucie, gdy pierwszy raz zrobiłem własną gorącą czekoladę.

11. Jakiej decyzji związanej z Eltenem żałujesz najbardziej? (Monia01)

Sporo ich, ale chyba najbardziej przedwczesnej promocji. Jedno z praw Murphy’ego mówi, iż "Doświadczenie zdobywa się zaraz po tym, gdy akurat było potrzebne". Wiele osób wtedy tu przyszło, zraziło się licznymi błędami i już nigdy nie wróciło. Może gdybym Eltena rozpromował rok, dwa później, dziś byłoby tu znacznie, znacznie więcej twarzy.

12. Gdzie siebie widzisz za 10 lat? (snajper22)

Ponoć o takich marzeniach nigdy nie można mówić na głos, bo się nie spełnią. 😀 Ale na pewno chciałbym mieć dom gdzieś nad morzem, w sensie nie na samej plaży, ale niedaleko. I chciałbym mieć satysfakcjonującą pracę. Czyli chyba to, czego wszyscy pragniemy.

13. Gdyby zabrano Ci możliwość jedzenia jajecznicy, gdyby znikła z powierzchni Ziemi, to czym byś ją zastąpił? (Julitka)

Nie da się zastąpić jajecznicy! To najwspanialsza potrawa wymyślona przez ludzkość!
Wszystkie frykasy niczym są przy dobrej jajecznicy, takiej, jaką robi mój tata w niedzielę na śniadanie!

14. Czy dalej mieszkacie z Julitką razem? (lwica)

Myśmy wynajmowali to mieszkanko z racji studiów, teraz zaś studia przeniosły się do Internetu. Tak, dalej je wynajmujemy, ale w Warszawie przynajmniej ja jestem dużo rzadziej, niż wcześniej, choć bywam tam i by odetchnąć troszkę, i by zadbać o to miejsce nieco.

15. I może) coś o zwierzakach? (lwica)

No cóż, mamy teraz w domu kota i papugę. Kot jak kot, łazi sobie gdzie chce, miałczy tylko jak chce jeść, a głaskać się daje tylko, gdy ma nastrój do tego. Taki mały dyktator.
Saphira (papuga) jest bardzo, bardzo towarzyska, muszę chyba znowu z nią zrobić wpis, bo dawno nie było. Nikt nie wie czemu, ale ze wszystkich domowników polubiła mnie właśnie najbardziej i często muszę stosować naprawdę trudne wykręty, gdy chcę wyjść, by nie poleciała za mną. Sprawa o tyle zastanawiająca, że mnie tu często nie ma przecież całymi tygodniami!

16. Co porabiasz poza Eltenem? (wiolinistka)

Teraz, to znaczy od kilku dni, priorytetem jest zakładana Fundacja i wiążę z nią dość duże nadzieje, na ile realne, czas pokaże. Serwisuję też komputery i obsługuję pod kątem informatycznym kilka firm, czy to poprzez naprawy, czy pisanie dedykowanego oprogramowania. Mam jednak nadzieję, że to akurat zajęcie będzie raczej etapem przejściowym i uda mi się zrealizować choć część marzeń co do mojej, o jak to ambitnie brzmi, "kariery". 😀

17. Co najbardziej lubisz w ludziach, a czego nie cierpisz? (wiolinistka)

Pandemia wiele zmieniła, a ja licznych znajomych nie widziałem rok albo dłużej. Rada Starszych Eltena jest tu wyjątkiem z racji właśnie na Fundację przede wszystkim. Jest jednak wielu innych ludzi, którym winienem jestem przysłowiową kawę pewnie już z takimi odsetkami, że powinienem chyba do niej domówić dwa torty.
Ostatnio doceniam bardzo lojalność, ale w tym zdecydowanie dobrym aspekcie. Lojalność wobec przyjaciół, współpracowników, pracodawcy, idei. Jakoś tak ostatnio wielu ludzi staje się chorągiewkami: z poglądami, przekonaniami, uczuciami.
A co mnie najbardziej drażni? Nieszczerość, obłuda.

18. Spotykasz złotą rybkę, jakie będą trzy życzenia? (wiolinistka)

Ale ja nie wiem, jakie zasady tych życzeń. No bo z jednej strony można prosić o pokój na świecie czy coś, albo na przykład o zresetowanie licznika. Ale rozumiem, że życzenia mają być bardzo egoistyczne i ściśle trzy? Dobra.
Po pierwsze, to ja chciałbym, żeby Fundacja jakoś zdobywała pieniądze, by mogliśmy utrzymywać Eltena, zatrudnić kilku programistów do pomocy, prowadzić fajne inicjatywy i tak dalej.
Po drugie, poprosiłbym o to, by możliwe było wznowienie projektu Infinity.
Po trzecie, wymarzony dom w wymarzonym miejscu, koniecznie z ogródkiem!

19. Za jaką cenę zjadłbyś grzyby? (Julitka)

Nie cierpię grzybów! Wiadomo, są rzeczy, których się jeść nie lubi, ale się je zje. Ja grzybów nie tknę, nie mogę, jak czuję ich zapach, od razu mnie odrzuca nawet od jajecznicy, a to ogromny wyczyn.
Ale pewnie jest jakaś cena, która by mnie przekonała do tak heroicznego poświęcenia. No, na przykład realizacja któregoś z powyższych trzech życzeń mogłaby być dobrą kartą przetargową.

20. Jaki był pierwszy napisany przez ciebie program? (alissa)

Mój pierwszy program, nie licząc stron Internetowych, napisałem, pamiętam do dziś, będąc na feriach u babci w Pucku w języku Pascal. Wyświetlał on użytkownikowi w konsoli dwa pytania:
1. Jak się nazywasz?
2. Czy mnie lubisz?
Teraz w zależności od odpowiedzi na pytanie drugie:
A. Jeśli użytkownik odpowiadał "Tak", odpowiedź brzmiała:
{imię}, miło Cię poznać!
B. Jeśli użytkownik odpowiadał "Nie", komputer odpisywał:
{imię}, coza brzydkie imię! Kto mógł coś takiego wymyślić?
Co wiele świadczy o fantazji 10-letniego w owym czasie Dawida.

21. Skąd zrodził się pomysł na Eltena? (Kat)

Elten był moją odpowiedzią na upadek Klango. Pierwsze lata poświęciłem, by skopiować Klango, a teraz staram się od tej idei Klango uciekać.
Pamiętam, że w owym czasie bardzo mnie drażniła pewna tendencja. Wiele, bardzo wiele osób płakało, jak to źle, że Klango porzucone. Niewiele jednak chciało zrobić coś, cokolwiek więcej. I choć początkowo Elten wyglądał strasznie i jeszcze straszniej działał, myślę, że choć to jedno pozytywne mogę powiedzieć: "udało mi się zrobić coś więcej, niż tylko narzekać". A to zawsze dobry początek.

22. Jakiej muzyki najczęściej słuchasz? (Marcysia)

Oj, dużo tego. Nie mam jednego ulubionego wykonawcy albo utworu, a i chwilowe preferencje mi się dość często zmieniają.
Mało to oryginalne, ale nie lubię Discopolo i podobnych. Nieeee! Nie cierpię także Heavy Metalu czy hip-hopu. Ale pewnie z większości pozostałych gatunków znajdzie się coś, co mi się podoba.
Bardzo lubię piosenki polskich "Czerwonych Gitar", ale też wiele folkowych/ludowych. Chętnie słucham też Enyi, "Celtic Woman" czy innych zespołów. Ostatnio dość często u mnie w głośnikach króluje muzyka celtycka i szkocka.
Dla mnie jednak pierwszy jest tekst. Jeśli nie dostrzegam w nim głębi, piosenka odpada, jakąkolwiek śliczną miałaby melodię. Wyjątkiem są oczywiście utwory instrumentalne.

23. Czy chciałbyś jeszcze bardziej poznać środowisko niewidomków? (gadaczka)

Nie wiem, co znaczy "jeszcze bardziej". Od roku 2016 poznałem naprawdę bardzo dużą część Eltenowiczów, miałem okazję obserwować już jako student lekcje w Laskach i przysłuchiwać się licznym dyskusjom o tym, czym to środowisko jest, a czym nie jest. Jesteśmy różni i, jeśli już coś mam wskazać, są Eltenowicze, których ze względu na sposób pisania, zainteresowania czy poglądy chciałbym zaprosić kiedyś na Powiśle, by się poznać, albo lepiej poznać, w realu, chociażby daszekmdn z lolą (choć lolę raz spotkałem), wiolinistkę, hazel96, balteama (choć też się widzieliśmy). Są też tacy, z którymi chciałbym odnowić kontakt, lwica na miejscu pierwszym.
Ale jakieś poznawanie środowiska jako ogółu? Nie widzę takiej potrzeby.

24. Czy gdy pisałeś o możliwym końcu Eltena to na poważnie dopuszczałeś do siebie taką ewentualność, czy raczej miałeś nadzieję, że ludzi do czegoś to skłoni? (gadaczka)

Ta kwestia pojawiała się kilka razy. Rok 2019 był dla Eltena bardzo ciężki, a na forach mieliśmy więcej jadu, niż czegokolwiek innego. Tak, wtedy kwestia zamknięcia projektu była brana pod uwagę przez ówczesny skład Rady Starszych bardzo poważnie. Rozważaliśmy rezygnację z forów i pozostawienie Eltena jako platformy blogowej.
Także Eltenowi strach błyskał, gdy dochodził koniec roku, a zbiórki były w powijakach. Co by było, gdybyśmy nie zebrali środków na dalszy rozwój? Prawdopodobnie Elten miałby przynajmniej kilka miesięcy urlopu.

25. Jeżeli spotykasz się z kimś w czasie wolnym to są to zazwyczaj niewidomi, czy widzący? (gadaczka)

Mówimy o spotkaniu typu "na kawę"? To zależy od miejsca. W Warszawie niewidomi, na Pomorzu zwykle widzący. Ale bilans jednak przechyla się na stronę widzących.

Wielkie dzięki za zadane pytania! Jak pisałem, jest 11 takich, na które z różnych przyczyn nie odpowiedziałem. W przynajmniej trzech przypadkach planuję szersze wpisy. Jeśli jednak jeszcze coś wam się po głowie kołacze albo chcecie o coś dopytać, zapraszam. Jak znowu się zbierze pula, na pewno zrobię turę drugą.
O, widzicie! Nie zasnąłem!

A więc życząc wszystkim dobrej nocy,
Dawid Pieper

Przysięgam Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, i że ci nie dam kanapki z masłem aż do śmierci.

Kiedy pociąg SKM kończy swój bieg w Wejherowie, podawany jest przez głośniki komunikat w języku angielskim, w dodatku błędny:
This train has terminated. Please leave the train.
Dlaczego błędny? Bo pociąg się zatrzyma dopiero, to jest podawane w trakcie jazdy, więc czas present perfect jest tu niepoprawny. Biorąc pod uwagę, że pociągiem tym dwa razy w tygodniu jeździ grupa trzech osób podchodzących do certyfikacji CAE w czerwcu tego roku, nie mogło się to obyć bez komentarza, a raczej serii uszczypliwych komentarzy kończących większość powrotów do Wejherowa.
Stąd też teksty typu:
My english skill has terminated, please leave the school.
Albo
This train is terminating at the next station, but I’ve not heard about present continuous tense yet.
Wczoraj natomiast, może pod wpływem niesłyszenia komunikatu przeszło tydzień, rozważaliśmy korektę do zaproponowania SKM.
Po kilku roszadach i zmianach powstała ostateczna wersja komunikatu:
This conveyance has just accomplished its route and is going to standstill. We cordially entreaty all voyagers to resist procrastination and to disembark.
Muszę przyznać, że bardzo, ale to bardzo chciałbym zobaczyć miny pasażerów po usłyszeniu takiego komunikatu. To jak? Możemy pisać do SKM?

Od dawna nie pisałem luźnego i wesołego wpisu, głównie dlatego, że brakowało mi ostatnio weny czy też dobrego humoru, by takie wpisy sklecić. Dziś jednak należałoby wreszcie to nadrobić.

Co tam u mnie słychać? A no dość sporo, w sumie tyle się tego nazbierało, że nie jestem pewien, od czego chcę zacząć.

Nie każdy błądzi, kto wędruje… Chyba, że nazywa się Dawid Pieper.
Muszę tutaj zameldować, że ostatnio w drodze ze szkoły byłem zmuszony by przejść Bolszewo niemalże dookoła. W jaki to sposób? Wszystko przez, w sumie nie wiem przez co.
Wracałem sobie radośnie ze szkoły przeświadczony, że będę mógł udać się do domu i odpocząć, pogoda była już ładna, ptaki ćwierkały, liście szmerały, wiatr pieszczotliwie gładził Ziemię, przyroda budziła się do życia. Słońce, wreszcie mogące ogrzać nasz świat, pełne energii wysyłało do nas swoje ciepło i światło, jakby pragnąc się powitać po tak długiej rozłące. Szedłem zatem w stronę domu z przystanku, ciesząc się z piękna świata.
Trasa pokonywana przeze mnie niemal codziennie, za przystankiem na pierwszym rozwidleniu w prawo, potem minąć kilka domów i sklepów, skręcić znowu w prawo, w odpowiednim miejscu przejść przez ulicęj, minąć bibliotekę, za nią skręcić w lewo, iść do przodu i w odpowiednim miejscu, jak będzie cicho, przejść na drugą stronę już na moją ulicę.
I w odpowiednim miejscu, jak będzie cicho, przejść na drugą stronę.
Jak będzie cicho.
Cicho.
Kiedy centralnie przed przejściem dla pieszych zatrzymuje się jakaś ciężarówka czy coś takiego, która robi taki hałas, że słychać ją było już przy bibliotece, nie słychać nic, – ani ptaków, ani samochodów, uszy błagają litości, a ty nie wiesz czy przejść przez ulicę czy nie, bo nie masz zielonego pojęcia czy jakiś samochód jedzie, czy nie, czy ruch jest zatrzymany, czy wpakujesz się prosto pod koła, wiec, że jest źle.
Czekałem minutę, drugą, piątą, w końcu stwierdziłem, że tak to być nie może i postanowiłem wejść na naszą ulicę od drugiej strony.
No więc musiałem iść uliczką dalej, przejść przez przejście dla pieszych i prosto, minąć skrzyżowanie, przejść na drugą stronę przez przejście, dwa razy w prawo i byłem już na swojej ulicy.
Co z tą ciężarówką, zapytacie?
A no odjechała, ruszyła w chwili, w której wchodziłem na swoją działkę. I jak tu nie wierzyć w złośliwość losu?
Kiedy zaś wchodziłem do domu odezwała się sroka, a ja miałem nieodparte wrażenie, że to ze mnie rechocze.

Skoro już mowa o sytuacjach Dawidowego nieogarnięcia, warto tu wspomnieć o historii restauracyjno-pokursowej. Po jednych zajęciach z angielskiego Ola zaprosiła nas – mnie i Maksa do restauracji na jedzenie, którego nazwa mi uciekła, ale przypominało to troszkę bułkę z mięsem, przy czym nie było bułką.
Z resztą nieważne, co to było, ważne, jak to się skończyło.
To jadło się plastikowym nożem i widelcem, więc z początku nie obawiałem się żadnych problemów, do czasu.
Większość z was jest bardziej w niewidomkowych sprawach ogarnięta ode mnie, całej reszcie jednak odradzam jedzenie tego czegoś. Mój ambitny plan odkrojenia kawałka nabitego na widelec skończył się wylaniem sosu z tej pseudobułki. Następnym krokiem było wytarcie sossu ze stołu i powrót do konsumbcji tyle, że odwróciłem omyłkowo nóż i w następnym kroku próbowałem odkroić kawałek stroną niezaostrzoną.
Efektem tego było wystrzelenie sałatki na imponującą wysokość i jej awaryjne lądowanie na stole. Tak, zgadliście, znowu pojawiła się potrzeba wytarcia.
W kolejnym kroku dowiedziałem sie, że mój widelec był wadliwy, bo po wbiciu go w ową potrawę, no cóż, wyszły tylko dwie nóżki, jedna została i gdyby jej Ola nie zauważyła, nie wiem jakby się to skończyło, a tak to niebezpieczny odłamek został usunięty.
W całą trójkę popłakaliśmy się ze śmiechu, choć przyznać należy, że w końcu to zjadłem całkowicie. Ale w tej restauracji chyba mnie już zobaczyć nie będą chcieli więcej, ja zaś stwierdzam, że chyba nigdy więcej nie będę pewny, że umiem po prostu coś zjeźć.

Co do bardziej Wielkanocno-zwyczajowych tematów, w lany poniedziałek jak co roku tata z Radkiem mieli zamiar oblać rano wszystkich domowników. No cóż, plan się nie powiódł, przeze mnie.
Uznałem, że tata wstanie z Radkiem koło siódmej, może w pół do ósmej. No więc ja wstałem o w pół do szóstej i się nie myliłem, bo jak godzinę później przyszli zrobić nam mokrą pobódkę, no cóż, ja sobie radośnie na nich czekałem.
Przykro mi tato, robisz się zbyt przewidywalny.

Jeśli chodzi o sprawy związane z awifauną, coraz więcej ptaków śpiewa, odkąd zrobiło się cieplej, zięby są na porządku dziennym, choć pojedyncze już od dawna ćwierkały. Nie brakuje też ci u nas bogatek, mazurków i wróbli, gołębi i sierpówek, sikor modrych i ubogich, jerzyków, ortolanów i innego upierzonego cudu.
Ciekaw jestem czy w Pucku rozćwierkały się już kosy, bo to jakoś w tym okresie tam zaczynają się odzywać. Nic niestety nie zapowiada, bym miał okazję tam zajrzeć w najbliższym czasie.

Jeśli chodzi o tytuł wpisu, oczywiście już wyjaśniam. Chodzi o Olę, bo trzeba wam wiedzieć, że Ola wykazuje dziwną skłonność do nielubienia masła, tak, ona nie lubi masła.
Stąd się śmiejemy, że taką właśnie przysięgę małżeńską bedzie musiał złożyć Mikołaj, jej chłopak.
Mikołaju, już Ci współczuję, składam kondolencje, wyrazy smutku i wsparcia.

Oczywiście to nie koniec wpisu, bo wczoraj miałem niezwykłą przyjemność być na koncercie the Kelly Family.
Czy ja bywam na koncertach często? Gdzie tam. To był mój trzeci koncert w życiu, szczerze do teatru nie pamiętam kiedy ostatnio poszedłem pozaszkolnie, do kina na Gwiezdne Wojny, poprzednio zaś na Gwiezdne Wojny, a wcześniej na Gwiezdne Wojny, co daje bilans raz do roku.
Po prostu nie mam aż tyle pieniędzy, by sobie na takie wypady pozwalać w szczególności w świetle moich informatycznych pasji i Eltena. Tym bardziej więc zawsze podniecony jestem takim koncertem czy kinem, szczególnie zaś koncertem takiego zespołu jak The Kelly Family, na których to występ nie mogłem się doczekać już od początku tygodnia.

Jak było? Cudownie, naprawdę ślicznie. Tak sobie myślę, że The Kelly Family dużo piękniej wykonuje swoje utwory scenicznie, niż studyjnie.
Było pełno wzruszeń i powodów do śmiechu.
Najlepszy tekst Jimmy’ego o Patrici:
Ona jest staroświecka, wredna, męcząca, kłócimy się średnio raz dziennie, właściwie we wszystkim mamy różne zdanie. I co ja na to mogę, że ona jest moją siostrzyczką i nie umiem jej nie kochać?
On to powiedział taaakim załamanym głosem…
Sto Lat też było śpiewane, bo czemu by nie?
Z utworów to mam dylemat, co mnie najbardziej wzruszyło, wiele utworów w ykonaniach dość różnych od tych w studiu pokazano, ale o tytuł najpiękniejszego wykonania mogą konkurować ze sobą "Brothers and Sisters", "An Angel", "Who’ll come with me" oraz "Please don’t go".
Na każdym jednym miałem łzy w oczach i każde było tak śliczne, że nie umiem podjąć decyzji co do najcudowniejszego.
Teraz Maja jeśli to czyta mnie zabije, ale nie podobały mi się występy perkusyjne jakoś, nie mój styl muzyczny, był na koncercie fragment na samą perkusję, nie, zdecydowanie nie mój styl.
Jedyny utwór śpiewany, jaki nie spodobał mi się, tytułu nie pamiętam, ale był już typowym utworem niemal metalowym, a to zdecydowanie nie jest moja kategoria muzyczna.
Miłym akcentem było natomiast wplecenie kilku słów o Polsce do dwóch czy trzech prezentowanych utworów, od razu lepiej na sercu.
Jak mówię, było cudownie, raz jeszcze niezmiernie dziękuję ekipie Sobieszewskiej za tak wspaniały prezent osiemnastkowy.

Pierwszy jerzyk

Odkąd zacząłem się interesować głosami ptaków, a więc od piątej klasy podstawówki, zauważałem, że u nas, w Bolszewie, latem zawsze śpiewa cały chór jerzyków, naprawdę jest ich tu mnóstwo.
Stąd też jakoś od gimnazjum nauczyłem się notować dzień, w jaki usłyszę pierwszego przedstawiciela tego gatunku, taki symbol początku wiosny.
W roku 2018 dzień ten wypadł 27 marca.
W ogóle powoli się u nas rozćwierkują ptaki, jeszcze zbyt cicho, by na tle ulicy nagrać, ale niemal codziennie słychać śpiewające bogatki, zięby i inne ptaki widywane wiosną.
Ostatnio nawet w drodze do szkoły słyszałem ortolana, czekając na przystanku natomiast głowy dać nie mogę, ale niemal na pewno zaćwierkał skowronek.
W ogóle jakoś tak jest, że zawsze skowronki łączy się ze słowikami, nie wiem, dlaczego, śpiewają zupełnie różnie.
A jak podpowiada praktyka, słowiki na Pomorzu najwcześniej słyszane są na sam koniec kwietnia, zwykle to już raczej maj, w zeszłym roku dopiero czerwcem wreszcie słowika rdzawego posłyszałem.
W ogóle ostatnio z Elanor rozmawialiśmy trochę o ptakach i stąd pomysł na ten wpis. Tak sobie przypomniałem, że ja wam prawie nic nie pisałem o ornitologii, która przecież mnie interesuje.
Nie aż tak, jak fizyka, nie jestem może wielkim znawcą, ale coś tam o ptakach i ich głosach wiem. 🙂
W tym roku będę polował, oczywiście w przenośni, bo spokojnie, myśliwym nie jestem, może inaczej.
W tym roku mam zamiar wyszukać i w ramach możliwości nagrać kilka gatunków, które u nas słyszane są, choć dość rzadko, konkretnie nastawiam się na poszukiwania trznadli i piecuszków.
A, jeśli szczęście dopisze, bo jeszcze nigdy nie słyszałem, no ale jeśli szczęście dopisze, chciałbym do własnej kolekcji ptaków usłyszanych dołączyć kraskę, których ostatnio się troszkę na Pomorzu widuje.

Zaśnieżyło

Witajcie!
Ja tylko na chwilę przychodzę z raportem pogodowym.
Dzisiaj spadł u nas pierwszy śnieg.
W nocy temperatura spadła troszkę poniżej zera, a że padał deszcz, to zaśnieżyło.
Zwykle te pierwsze opady śniegu to taka niezidentyfikowana breja, ćwierć deszcz, ćwierć śnieg, a w reszcie błoto.
W tym roku przyszedł śnieg bardziej konkretny, bo chociaż już się topi, termometr wskazuje 2,5 stopnia Celsjusza, to jednak był na tyle porządny, że spełniał podstawowe warunki klasyfikacji jako śnieg.
To znaczy, był puchem, a nie rozmywającym się w rękach błotem, skrzypił pod butami i był biały.
To ostatnie to ponoć. 😀
Tak więc, na Pomorze już zima zawitała, chociaż kalendarzowo jeszcze ma miesiąc.
A jak tam pogodowo u was?
Śnieżyło już czy jesteśmy prawie pierwsi?
Prawie, bo przekonany jestem, że już śnieżyło w górach. 🙂

Nie ma mowy, nie dojdziesz…. Orientacja w nieznanym terenie, czyli o tym, jak popsuć sobie plan na resztę dnia

Witajcie!
Mimo tytułu mogącego kojarzyć się ze złymi emocjami, nie, spokojnie, mnie się chce śmiać.
A wszystko przez roboty drogowe, ale, kolejno. 🙂

Wszystko zaczęło się dzisiaj około godziny 15:10, kiedy to skończyły się lekcje.
Ja zwykle wracam autobusem z pewnego przystanku, na którym od początku tego roku są prowadzone prace drogowe.
Dobra, poprawka, nie na terenie przystanku, a w drodze ze szkoły do przystanku.
Oznacza to dla mnie od września ciągłe poszukiwanie jakiejś ścieżki, drogi by przejść przez jezdnię, na której zdarto asfalt.
Problematyczne, ale wykonalne, jedyna trudność w tym, że ścieżka ta wytyczana jest za każdym razem w innym miejscu.
Ale dzisiaj było inaczej.
Miałem piękną wizję, w której wracam ze szkoły, jestem koło 15:40 w domu, jem obiad, witam się z rodzinką, coś tam pewnie opowiadam.
Wszystko dlatego, że komuś obiecałem pomóc w nauce, więc chciałem ten czas znaleźć.
Ale roboty drogowe postanowiły inaczej…

Kiedy dotarłem na miejsce, poza hałasem, zauważyłem, że cały chodnik trzęsie się, jakbym był na pokładzie wahadłowca kosmicznego, a nie na asfalcie.
Sądząc po dźwiękach, chyba odpalili młoty pneumatyczne.
Żeby było lepiej, w tym hałasie, w którym ledwo słyszałem własne myśli, nie znalazłem przejścia, z resztą, nie szukałem też zbyt długo, uznając, że bezpieczniej będzie się wycofać, niż wylądować na dnie jakiejś dziury albo zginąć pod młotem pneumatycznym. 😀
Może i byłby sposób na przejście tam, może dałbym radę, pewnie tak, ale przyznaję uczciwie, zastane warunki przekonały mnie, by nie sprawdzać. 🙂
W każdym razie, opuściłem tamten teren.
Plan wyglądał prosto, pójść na inny przystanek i z niego pojechać.
No ok, poszedłem na inny przystanek i, niespodzianka…
Z powodu remontów drogowych kilka ulic dalej… Wyłączono go z ruchu.
Świeetnie, uznałem więc, że trzeba znaleźć inny przystanek.
I tutaj zaczyna się zwiedzanie miasta. 😀

Może to dziwnie zabrzmi, ale nigdy nie potrzebowałem korzystać z innych przystanków.
Czy to jechałem do szkoły, czy na rynek, czy nawet do parku się z kimś spotkać w Wejherowie, zawsze wysiadałem pod szkołą.
Jeszcze zanim stała się moją szkołą, po prostu ten przystanek to bardzo dobry punkt orientacyjny, do którego można trafić zewsząd.
W związku z tym nigdy nie potrzebowałem korzystać z innych.
Na szczęście, po omyłkowym wtargnięciu na kilka podwórek, przystanek odnalazłem.
Ale na autobus musiałem czekać pół godziny, albowiem gdyż z racji mojej eksploracji terenu po prostu na poprzedni nie zdążyłem.
A może wy podzielicie się wskazówkami na szybkie orientowanie się w terenie obcym?
Przyznaję uczciwie, prawie wszystkie moje doświadczenia w orientacji przestrzennej po otwartym terenie zbierałem samodzielnie, po prostu chodząc z laską po okolicach. 😀
Wracając jednak do historii, pewnie myślicie, że wysiadłem z autobusu na przystanku w Bolszewie i poszedłem prosto do domu?
Nic z tych rzeczy, to nie mogło tak szybko się skończyć.
Przystanek, na którym zwykle wysiadam, znajduje się pod biblioteką, jakieś 5 minut drogi od domu.
Są jeszcze trzy na których zdarza mi się wysiąść, a z innych też spokojnie dojdę, nie ma problemu…
Ale…
Kierowca chyba uznał, że nieco mi utrudni sprawę i zatrzyma się…
Między przystankami.
I nie tyle dojście do domu stanowiło problem, co orientacja, eee, gdzie ja właściwie jestem…
I nie, bynajmniej nie jest to godzien tej postrzelonej, prawie 2-godzinnej drogi do domu, oo nieee.
Bo potem czekałem sobie na ulicy, dosłownie.
Jakieś 10 minut, nim jakiś samochód zauważył, ejj, to chyba przejście dla pieszych, a ten niewidomek ma chyba zamiar przejść. 🙂
No ale skoro to się udało, dotarłem do domu, gdzie z kolei przywitał mnie kot z dość dziwnymi pomysłami zwiadowczymi, ale o tym w osobnym wpisie raczej napiszę. 🙂
Anyway, prawie dwie godziny ze szkoły do domu… Rekord pobity!