Jeśli zapadła już noc, wszyscy domownicy udali się na zasłużony spoczynek i tylko jeden człowiek siedzi przy biurku w swoim pokoju, pochylając się nad jakimiś książkami, można z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że jest to uczeń.
Jeśli w dodatku człowiek ten mamrocze coś o tangensach, pochodnych i macieżach, najprawdopodobniej jest to uczeń na profilu matematycznym.
Jeżeli, idąc dalej, uczeń ten korzysta z laptopa, prawdopodobnie jest to niewidomy na profilu matematycznym.
Jeżeli zaś zastanawia się, jak wygląda trójkątny kwadrat… Z pewnością jestem to ja.

Dawno nie odzywałem się do was tak po prostu, o wszystkim i o niczym.
Jakoś tak rzadko tą formę blogowego wpisu przyjmuję, zwykle gadam coś o interpretacjach i analizach tekstu, ewentualnie dzielę się niskiej jakości twórczością własną lub jeszcze niższej jakości tłumaczeniami twórczości cudzej.
To głównie dlatego, że ostatnio mało rzeczy zasługujących na osobny wpis się zebrało.
No więc, czas na jeden wpis kompleksowy o rzeczach na własne wpisy nie zasługujących.

Zaczął się grudzień, drodzy państwo, co oznacza kilka rzeczy.
Kończy się ten rok, święta i wolne już za rogiem. Za chwilę będziemy mogli wyjść z murów szkoły i spędzić kilka dni bez przejmowania się wyznacznikami macierzy, to znaczy…
Matfiz i tak będzie się przejmować, ale przynajmniej nie będzie musiał się tym stresować pod presją wywołania do odpowiedzi ustnej nazajutrz.
Zatem, zbliżają się święta, radosny czas, w którym można skonstatować, że…
Ding! Ding! Matura już za pięć miesięcy.
No i popsułem nastrój. 🙂

Prócz tego, że zaczął się grudzień, nieuchronnie odliczając do mało radosnego 4 maja, zaczął się też Advent, a my w szkole jesteśmy po maturach próbnych.
Jeżeli piszący tu człowiek, będąc na profilu matfiz, uzyskał wynik 84 procent z polskiego, podstawa co prawda, ale jednak, a z fizyki 74 procent, znaczy to, że… Chyba minął się z powołaniem.
Najgorsze zaś jest, iż ani myśli zmieniać profil nawet, gdyby mieli mu za to zapłacić…
No chyba, że zapłacili by dość, by poleciał w kosmos, wtedy mógłby take it into consideration.

Jednakże, jako iż na taki obrót spraw nie ma co liczyć, pozostaje mu zastanawiać się, co najlepszego zrobił.
Prócz matur próbnych, pragnę pochwalić się i moją klasę za ponowne doprowadzenie naszej Polonistki do skraju załamania matematycznego.
O czym mówię. Kiedyś pani poprosiła kolegę o opisanie mi obrazu.
No więc Dawid, jest tutaj linia przypominająca kształtem parabolę o ramionach skierowanych do góry przecinaną na prawo od wierzchołka pod kątem 60 stopni przez prostą styczną do okręgu…
Yyyyy, taaaa.
No więc postanowiliśmy rozwinąć nasze umiejętności w zakresie wykańczania umysłów humanistycznych.
– Co jest pochodną sformułowania idei modernistycznych w Polsce? – Zapytała nas nauczycielka z nadzieją, że zaczniemy jej mówić o takich dziełach, jak chociażby twórczość Leopolda Staffa.
– F prim – odpowiedziała niewinnie koleżanka, rozwiewając jej nadzieję.

Skoro już o różniczkach mowa…
Gdy ci nudno, gdy ci źle, wyznacz z drogi V od T.
Nowa rymowanka powstała na fizyce w wyniku pewnego komizmu sytuacyjnego.
Jest sobie zadanie, w którym podana jest droga, jaką pokonała cząstka alfa w polu magnetycznym.
– Powiedz mi, co liczysz? – Pyta nauczycielka.
– Prędkość. – Odpowiada pewnym głosem kolega.
– A powiedz mi proszę, co mówi polecenie? – Pyta zrezygnowanym tonem fizyczka.
– Oblicz wartość siły Lorentza. – Odpowiada kolega.
– No więc poco liczysz prędkość? – Ze zdumieniem rzuca pani.
– A ja nie mam policzyć prędkości? – Pyta równie zdumiony kolega.
Czytanie ze zrozumieniem jak widać cieszy się nie małą popularnością w naszej klasie.

Odkładając na bok rozważania matematycznofizyczne… Przejdźmy do angielskiego, chociaż bynajmniej nie do szkolnego, a kursowego.
Pani nam tłumaczy, że na certyfikacji CAE oraz CPE nie możemy się nastawiać na łatwe zadania. To nie jest tak, że pytanie, jakie dostaniemy podczas testu ustnego, brzmi: how are you. O nie, byłoby zbyt łatwo.
To pytania wymagające głębokiego rozważenia, nie raz dotyczące moralności, empatii i podobnych cech.
W związku z tym pani zebrała pytania z zeszłorocznych egzaminów ustnych, miała cały stosik ich do losowania. Dawid, może ty pierwszy spróbujesz?
No dobrze, mówię z lekką obawą. Na oko ze kilkadziesiąt pytań minimum. Ale ok, losuję.
Imagine that you are a blind person. What would your everyday life look like?
Tłumaczenie:
Wyobraź sobie, że jesteś osobą niewidomą. Jak wyglądałoby twoje codzienne życie?
Właściwie, jakoś tak czarno to widzę. Tyle, że to chyba żadna różnica w stosunku do stanu obecnego.
Pękałem ze śmiechu do wieczora.

Skoro już mowa o braku wzroku i related issues.
Miałem ostatnio dość ciekawą sytuację. Wracałem sobie ze szkoły.
W pewnym miejscu trzeba przejść ulicą, na której chodniku myśląc za pewne o osobach niewidomych nasza gmina ustawiła tak ze dziesięć słupków. W różnej pozycji, ze strony lewej, prawej, po środku.
Taki niezły tor przeszkód sprawdzający czy umie się osłaniać laską równomiernie z każdej strony. Zasadniczo, powinno się na tej drodze prowadzić kursy z orientacji przestrzennej, ewentualnie od razu ze sztuki przetrwania w trudnych warunkach.
W każdym razie, jakaś pani zauważyła, że chcę skierować się na tą uliczkę i uparła się, że mi pomoże przejść.
– Proszę pani, bardzo dziękuję pani, ale znam tą drogę. Wracam tu codziennie, proszę sobie z mojego powodu nie robić kłopotu.
– Ależ ja ci pomogę, tutaj jest mnóstwo przeszkód, jeszcze coś sobie zrobisz.
– Proszę pani, naprawdę nie trzeba, dziękuję, ale, jak mówiłem, znam tę ulicę.
Nie pomogły wszakże moje wykręty i wyjaśnienia, zatem, uczynna i pomocna pani postanowiła pomóc mi przejść.
– Uważaj, z lewej strony jest słupek. – Usłyszałem, choć już go znalazłem laską.
– Proszę pani, proszę uważać. – Chciałem powiedzieć, ale nie zdążyłem, słysząc, jak sama na niego wpadła. Co prawda szczęśliwie nic poważnego, bardziej się otarła, jednakże…
Wiem, że sytuacja może dla niej przykra, ale z mojej perspektywy jednak dość zabawna. I kto tu był ślepy?

Skoro zaś o orientacji mowa, jeśli już tak skaczę z tematu na temat, przyszła nowa laska. Nie używam jej jeszcze, ale stara robi się dość wysłużona, więc będę miał zapas.
Bo ponoć w laskach najszybciej ścierają się końcówki. Jest to jakby nie patrzeć prawda, święta prawda.
Każda laska, jakiej używałem, miała je bardzo starte.
Ale tylko jedna, podkreślam, tylko jedna przetrwała na tyle długo, bym końcówkę wymienił.
Bowiem laskom moim zdarzają się dziwne wypadki. Może przesadzam, ta, której teraz używam, to faktycznie moja trzecia, przyszła czwarta. Na 6 lat chodzenia samemu daje to dwa lata na laskę. Ale…
Jedną zgubiłem w Anglii, eee, to dość długa historia.
A wszystko przez to, że nie wiedziałem, jak po angielsku jest biała laska.
Korzystałem na lotnisku London Luton z asysty. Trafił mi się pan, który po pierwsze próbował mnie wsadzić na wózek inwalidzki nie rozumiejąc chyba różnicy między słowami blind i lame.
Ponadto, uparł się zabrać moje rzeczy. No ok, rozumiem, ale laskę też chciał wziąć. Kłóciłbym się, gdyby nie to, że nie wiem, skąd pochodził, ale na pewno nie z Brytanii, ponieważ jego angielski był na poziomie ledwo komunikatywnym, by powiedzieć, że all is okay, my friend. Tak więc próby porozumienia się zdaniem typu I am just blind, not lame nie odniosły skutku, kończąc się zapewnieniami don't worry, all goes fine, my friend. W sumie, chyba też nie rozumiał różnicy między niewidomym a upośledzonym intelektualnie.
No więc, kiedy dotarłem do obsługi na samym lotnisku, chciałem ich spytać, gdzie jest moja laska, której oczywiście ów pan mi nie dał.
Niestety, nie wiedziałem, jak jest laska. Zacząłem mówić, że jest to coś, czego niewidomi używają przy chodzeniu do znajdowania przeszkód. Niestety, chyba się nie dogadaliśmy, powiedzieli mi bowiem, że laska jest na tym wózku i nie mam się o nią martwić.
Niestety, nie było jej tam, gdy w końcu odprowadzili mnie do wyjścia i dali moje rzeczy. Dobrze, że miałem zapasową.
Mniej-więcej w taki sposób gubiłem właśnie moje laski. A od tej pory wiem, że biała laska to blindstick i radzę to zapamiętać każdemu, kto wybiera się samotnie do kraju anglojęzycznego.

Wracając jednak do mojego nowego blindsticka, pierwszy raz postanowiłem spróbować sił z laską inną, niż firmy AMbutech.
Przyzwyczaiłem się bardzo do ich wyrobów, jednakże w październiku Maja pokazała mi swoją laskę, dużo lżejszą, z serii Revolution. Tak więc sam się w taką zaopatrzyłem, składaną oczywiście.
Będę musiał kiedyś z nią pójść na dwór i zobaczyć czy się do niej przyzwyczaję. Do laski, nie Mai. 😛 Na razie nie było okazji, bo jak gdzieś szedłem, to albo z atrakcjami po drodze typu autobus, albo pociąg, ewentualnie obydwa. Tak więc, wolałem nie ryzykować.
Laska jest odrobinkę wyższa od poprzedniej, mimo, że niby wedle opisu wysokość ta sama, łamie więc zasadę laska do ramienia o jakieś dwa centymetry. No, zobaczymy, jak to będzie.

W sumie, wracając do tematu laski zgubionej w Anglii, dopiero teraz wpadłem na to, że może ten pan z asysty na lotnisku właśnie dlatego myślał, że nie mogę chodzić. Bo miałem laskę.
Tylko, w sumie, chyba nie dokonał skojarzenia faktów, że skoro własnoręcznie, yyy, czy tam własnonożnie opuściłem samolot, nie jest ze mną tak źle. 🙂

Kiedyś, nawet nie tak dawno, spotkałem się z taką sytuacją. Jechałem sobie autobusem do szkoły. W pewnym momencie jakieś dziecko, sądząc po głosie jakieś 6, może 7 lat zapytało:
– Mamo, dlaczego ten pan ma taką białą laskę?
– Widocznie ma chore nóżki i musi się podpierać, jak babcia.
– Ale on nie jest stary.
– No cóż, bywają różne choroby.

Taaaak. Dużo wysiłku wymagało niewybuchnięcie śmiechem w samym autobusie, bardzo dużo.

Tak w ogóle patrzę na godzinę i chyba wypadałoby przygotować się na sprawdzian z niemieckiego, chociaż, nie bardzo mi się chce.
Z tym niemieckim też śmieszna sprawa, sprawdzian był w… październiku.
Na sprawdzianie byłem nieobecny. Potem pani kazała mi się przygotować na następną lekcję, bo nie była gotowa mi go dać.
Na następnej lekcji jej nie było, zachorowała.
Na jeszcze następnej mnie nie było.
Potem znowu sprawdzianu zapomniała.
A tydzień temu byłem w trakcie lekcji niemieckiego na konkursie.
Tym oto sposobem sprawdzian zaliczam, mam nadzieję, we wtorek 12 grudnia mimo, że miałem go teoretycznie pisać na początku października. Taaaa, fajnie.

Muszę wam się przyznać, że nie lubię tego przedmiotu.

Skoro o językach mowa, ostatnio dokonałem cudu niemożliwego na angielskim, tym razem szkolnym.
Byłem po tym konkursie centralnie, wykończony psychicznie, a pani poprosiła mnie do odpowiedzi ustnej.
Ledwo żywy stanąłem myśląc, "Po mnie!"
Polecenie: dlaczego twoim zdaniem turyści zagraniczni mogą być zainteresowani Polską?
Pierwsze dwa argumenty na temat.
Trzeci to wykazanie, co musimy zrobić, by ich zainteresować.
Czwarty i piąty to udowodnienie, że zainteresowani nie są.
Potem padło powtórzenie argumentu trzeciego, bo zapomniałem, że go mówiłem.
Na koniec zacząłem podsumowanie od tego, że zainteresowani nie są, a skończyłem, tłumacząc, słowami: dlatego też, jak widać, zagraniczni turyści są niezwykle skuszeni Polską ofertą.
Suuuuper.

Na koniec tego wpisu o wszystkim i niczym trzeba wyjaśnić tytuł.
No więc było to tak.
Dostaliśmy do domu zadanie z matematyki.
Czytam ze swoich notatek:
Dany jest trójkątny prostokąt.
Eeeee, co?
NVDA, poproszę powtórkę.
Dany jest trójkątny prostokąt.
Uznałem, może mój błąd w zapisie, może miał być trójkąt prostokątny?
Ale nie, mamy tutaj przecież podane cztery boki, trójkąt ma trzy.
Chwila, chwila, zmiana głosu w NVDA, prędkość na 40 procent, powtórz.
Dany jest trójkątny prostokąt.
Pozostała jedna deska ratunku.
Piiiip, piiip, odezwał się telefon, po czym usłyszałem w słuchawce głos:
– Cześć, Dawid. Co się stało?
– Mogę mieć nietypową prośbę? Przypomniałabyś, proszę, ostatnie zadanie domowe z matematyki.
– Chwileczkę.
Słychać szelest kartek.
– Już mam. Dany jest trójkątny prostokąt. Chwila, eeee.
Moment ciszy.
– Ty coś z tego rozumiesz? – Padło po chwili pytanie.
No tak. No i tyle w temacie.
I jakoś jak pani podawała polecenie, nikt nie zauważył, że popełniła błąd. Albo myśmy wykończeni czterema godzinami matematyki stracili zdolność logicznego myślenia.
Ponieważ oryginalne zadanie brzmiało:
Dany jest prostopadłościan o podstawie trójkąta.

Tym trójkątnym akcentem życzę wam dobrej nocy.

15 uwag do wpisu “O trójkątnych kwadratach, to jest o ostatnich dni rozprawach, dysertacjach i innych zabawach. Czyli co tam u mnie.

  1. Hahahahahahaha, zabił mnie trójkątny prostokąt i zabiło mnie pytanie, wyobraź sobie, że jesteś osobą
    niewidomą. 😀 😀 😀
    Tak tak, profesorze, wszystko jasne. 😀 😀 😀
    No i wierszyk oczywiście świetny.

  2. Tyyy, a gdzie jest ta twórczość niskiej jakości? Bo chciałabym przeczytać.
    Właśnie powinieneś czasem tak pogadać, mądre rzeczy wtedy mówisz. Matura i matura… oj tam oj tam.
    Jest! Dawid! Powiedział swoje wyniki! Bez gadania jakichś dziwnych wtrąceń! CO chcesz w nagrodę? DOstaniesz wszystko!
    Jest jeszcze parę innych słów na białąlaskę.
    Ej, ja teżchcę, żebyś ze mnąposzedł na dwór! ZNaczy, może nie po to, żeby znajdować za moją pomocą słupki, ale…
    yyyyyyyyyyy

  3. Jezus, Maria. Ludzie! Elten powinien mieć od którejś wersji możliwość, aplikowania środków uspokajajacych,
    przed wejściem na bloga Dawida. Ja już po prostu leżę i płaczę. Z całokształtu tego wpisu. Niech, mnie,
    ktoś, podniesie. Dawidzie! Kocham cię chyba haha! Wyjdę za ciebie, naprawdę. Oświadczam się tu, dosłownie.
    Więcej takich wpisów i takich przygód.

    Też mam blind sticka rewolutionka hehe. A tak w sumie, to pogubiłam się już całkiem, apropo dedykowanej
    długości laski. Mnie uczono, do mostka. Gdzie indziej uczono, do brody. A do ramienia? Hmm … Nie słyszałam.

    Pozdrawiam

  4. Płaaaaaaczeeeeeee. Maaatko trujkątny prostokąt. Zaaaaabiiiiiłeeeeeś mnieeeeeeeee. Profesorze i 😀 Ale
    miałeś jeszcze jakieś inne przezwisko chhyba nie?

  5. Widzę, że udało mi się dopiąć celu doprowadzenia co po niektórych do ataku śmiechu. 😀
    Kasiu, to nie do końca tak, że to jakieś niesamowite przygody. To zwykłe przygody z życia przeciętnego człowieka czy tam niewidomka. Tylko to efekt kondensacji wielu z nich w krótkim wpisie. 😀
    Obawiam się, że aktualizacji z aplikacją środków uspokajających nie wprowadzę, bowiem wymagałoby to zmiany sprzętu fizycznego oraz złamania ustawy o dystrybucji leków. A sąd mógłby nie mieć takiego poczucia humoru, by to zrozumieć i zaaprobować. 😀
    Maju, obawiam się, że na substytut laski byłabyś za ciężka. 😛
    Więc, chyba odmówię. 😀 😀 😀
    Ninko, poza prof. I. trochę było, ale jednak ta ksywka jest chyba moją ulubioną i trwającą wiernie ze mną od lat.
    Był też szalony naukowiec, ale… To nie miano. To stan mojego umysłu. 😀

  6. Heh, śmiechłem sobie na lekcji.
    Ta, trójkątny prostokąt.
    Do mostka jest poprawnie, a nie do ramienia, ale to szczegół. ZNczy tak mi mówią.

  7. Trójkątny prostokąt rozwala system. ;D, nie ma to jak wyrzut endorfin do mózgu tak symbolicznie na wieczór,
    a właściwie to prawie na jego koniec. Reszta tekstu też niczego sobie. 🙂

  8. A mi się bardzo podoba, yyy – po polsku to chyba przysłówek – własnonożnie. Z własnego doświadczenia
    radzę Ci po prostu czasem przeglądać pytania na ustną z angielskiego i dobrze się zastanowić, co mógłbyś
    na nie odpowiedzieć. Mnie właśnie to uratowało. Określenia „blindstick” wcześniej nie spotkałam, słyszałam
    tylko jakieś inne, ale w tej chwili mam zaćmienie mózgu. Bez trudu jestem w stanie wyobrazić sobie zakłopotanie
    tego pana z lotniska, kiedy dowiedziałby się, że niewidzenie pomylił z paraliżem.

  9. Wpis świetny. Uwielbiam Cię za Twoje poczucie humoru, profesorze I. 🙂 Hmm. Przyszła do Ciebie nowa laska,
    powiadasz. żyć nie umierać. 🙂 Fajne laski zawsze są mile widziane. 🙂 Co do pytania z angielskiego, rozwaliło
    mnie. Mówię oczywiście o tym o niewidomych. W zasadzie to bardzo trudne polecenie, bo niby jak mamy sobie
    wyobrazić coś, czego realnie doświadczamy. To niewykonalne z logicznego punktu widzenia. 🙂
    Co do marnej twórczości Twojego autorstwa, ja też jakoś nie widzę jej na Twoim blogu. Z pewnością nie
    ma tam nic marnego. Co do trójkątnego prostokąta, świetne. Chyba rzeczywiście musieliście być wykończeni,
    ale najciekawsze jest to, że nie tylko ty w ten sposób to zanotowałeś.

  10. A może w Ameryce i w Wielkiej Brytanii mówi się na to odmiennie? Nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwiła.
    W końcu dużo takich słów jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *