Powinien zabrzmieć opadający ton, posępny ryk trąby albo chociaż przyzwoity i, zawsze okultystycznie odpowiedni, dźwięk grzmotu. Złodziejom jednak zawsze brakowało poczucia dramatyzmu, narratorowi niestety pozostawiono więc jedynie szczekanie psa, donośne głosy akompaniujące kłótni woźniców o pierwszeństwo na drodze i cichutkie skrobanie metalu o skórzaną kurtkę Steff, która dziś pewna była jednego: egzamin z kradzieży kieszonkowych właśnie zdała na ocenę celującą.

* * *

– Może zaczniemy od początku? – Po twarzy funkcjonariusza Wizytuja spływał pot, choć nie rozumiał, czemu. W całej tej sytuacji było jednak coś… po prostu coś. Mózg kłócił się z oczami, a nieco zbyt szybko bijące serce wcale nie pomagało. Straż miejska Ankh-Morpork wielokrotnie spotykała się z trudnymi petentami – o samych funkcjonariuszach nie wspominając – no ale przecież istnieją jakieś granice rozsądku. Może wiara w rozsądek ewolucyjnie nie da się wyjaśnić wśród przedstawicieli organizacji rekrutującej wilkołaki, wampiry, zombie, już nawet nie wspominając o krasnoludach, trollach czy ludziach, przede wszystkim ludziach, ale dla kogoś, kto uznaje za w pełni zrozumiałe złożone struktury kościoła Omniańskiego, jest, a nawet musi być, osiągalna.
– MUSZĘ ZGŁOSIĆ KRADZIEŻ MAM TU POKWITOWANIE Z GILDII ZŁODZIEI.
– Straż Miejska nie może odpowiadać za licencjonowane kradzieże. – Wizytuj wzruszył ramionami. – Dokąd byśmy zaszli, gdybyśmy zaczęli aresztować złodziei tylko dlatego, że kradną?
– MYŚLĘ ŻE W TYM WYPADKU POWINNIŚCIE UWZGLĘDNIĆ WYJĄTEK.
– To do niczego nie prowadzi. – Pomyślał Wizytuj, najpierw jednak starannie się upewniając, czy słowa te zabrzmią tylko w ciszy jego umysłu. Jakieś starsze od świadomości przeczucie podpowiadało, że irytowanie przybysza może nie być najlepszym pomysłem, a w każdym razie… "ostatnim" pomysłem. Po krótkiej walce z samym sobą Wizytuj musiał przyznać, że jedynym słusznym rozwiązaniem będzie powołanie się na starą policyjną metodę przekazania odpowiedzialności.
– Obawiam się, że powinien Pan ten temat przedyskutować z kapitanem Marchewą.

* * *

– Pozwoli Pan, że podsumuję? – Marchewa odłożył pióro, wpatrując się w spisane zeznania. – W trakcie wykonywania czynności natury służbowej przechodził pan ulicą Kopalni Melasy, a po dotarciu do klienta zauważył, że w podróży pozbawiono Pana narzędzia niezbędnego do wykonania pracy?
– DOKŁADNIE TAK ROBARD JEST NIECO ZNIESMACZONY CAŁĄ SPRAWĄ.
– Robard? – Marchewa zmarszczył brwi.
– KLIENT.
– Zaraz, czy nie jest to Robard, syn Wręcemocnego, który zmarł wczorajszego wieczora w swoim domu?
– DOKŁADNIE ON.
– A kiedy planował go Pan odwiedzić?
Śmierć westchnął. Wyglądało na to, że dalej nie da się utrzymywać pozorów.
– WCZORAJSZEGO WIECZORA.


2 komentarze

Zuzler · 10 marca 2022 o 18:14

Noo, udatnie. 🙂

Julitka · 11 marca 2022 o 17:08

Acha xd

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

EltenLink