Reaktywacja pewnego projektu

Czasem, kiedy spotykamy kogoś znajomego w niespodziewanym miejscu, mówimy, że "świat jest mały". Zastanawiam się, czy ostatnio ten świat jakoś tak naprawdę nie zmalał.
Dawno, bardzo dawno nie pisałem na blogu. Kiedyś publikowałem tu opowiadania, fanfiki, wiersze, przekłady, covery… Kiedy ostatnio? W roku 2019? 2018? Mamy pandemię, ale czy winą za wszystko można obarczać wirusa?
Podsumowując to, co dzieje się u mnie, obiektywnie nie braknie tematów na blogowe wpisy. Ale jakoś trudno wydarzenia i refleksje przelać w słowa. I owszem, mógłbym szukać wyjaśnień, dlaczego tak. Ale wyjaśnienia te mówiłyby o mnie, a co z innymi? Przecież ten problem jest znacznie szerszy. I sam nie umiem odpowiedzieć, gdzie się rodzi.

Próbowałem kilka dni temu napisać opowiadanie. Miałem pomysł na fabułę, bohaterów, ale słowa jakoś nie chciały tworzyć zdań, a kiedy już zdania się splątały, były osobnymi bytami, nie wiązały całości. Po trzydziestu minutach takiego męczenia klawiatury dałem za wygraną. A jednak uważam, że jeśli jakoś nie przełamię tej złej passy, przynajmniej osobistej, żadne zmiany na świecie sytuacji nie poprawią i najlepsze, co mógłbym zrobić, to skończyć z blogowaniem.

Dobra, no to spróbujmy. Najpierw powiem wam, że jestem w pociągu. No, to jest już jakiś początek, nie?
Teraz napiszę, zastanówmy się… Że na pulpicie mam chwilowo z powodu kilku ważnych spraw 11 ikon i jest to dla mnie o 6 za dużo, a ja czuję się z tym faktem bardzo niekomfortowo.
I, by dopełnić informacje o mojej egzystencji, dopowiem jeszcze, że ostatnio kupiłem 10 czystych płyt, którą to czynność niemal zapomniałem, jak się powinno przeprowadzać. Kiedyś notorycznie czyste płyty kupowałem, ale kiedy było to ostatni raz? 5 lat temu? 7?\
Stałem więc przed ladą w sklepie komputerowym w Wejherowie i prosiłem z zapytaniem, czy mają może czyste płyty DVD-R. A ekspedient, nie rozumiejąc powagi tej chwili, tego trwającego namaszczenia (rok 2021, a kupuje płyty) odpowiedział, że… Tak. I czar prysł!

Dobra, to skoro jakoś tam rozgrzałem klawiaturę, uznałem, że skoro nie potrafię stworzyć nic nowego, stworzę coś starego i reaktywuję jeden ze stu projektów, jakie kiedyś tam zainicjowałem, a z racji braku czasu, weny, środków lub wszystkiego na raz zarzuciłem.

Pamiętacie pomysł z Rivią? Jednym z miliarda niedopracowań cyklu o Harrym Potterze jest międzynarodowa społeczność czarodziejów, której świadomość o realiach politycznych w Wielkiej Brytanii przypomina poziom mojego doświadczenia w temacie koronkarstwa. I odwrotnie. Uznałem, że warto tę lukę nadrobić i zaproponowałem, byśmy tu, na Eltenie, w serii wpisów i opowiadań zaproponowali jak wygląda i działa polska Szkoła Magii i Czarodziejstwa, nazwana Rivią.
Wprojekt zaangażowało się kilka osób, a w efekcie dostaliśmy opisy 13 członków szkolnej społeczności, a także kilka opowiadań i opisów. Projekt jest jednak tak aktywny, że grupa mu poświęcona na mojej liście grup jest na pozycji 37, dla porządku dopowiem, że łączna ilość grup, do których należę to… Tak, zgadliście! 37.
Jakby nie patrzeć, z jednej strony warto to reaktywować, bo zabawa była dość przyjemna, z drugiej może jakoś i część z was się na nowo zaangażuje, a z trzeciej szkoda, by nie pokazać ludzkości choćby i tego materiału, który już jest gotowy. Jest to ponad sto tysięcy znaków przecież.

Dlatego serdecznie zachęcam wszystkie osoby niekojarzące tematu do przypomnienia sobie wpisu pt. "Rivia – Polska Szkoła Magii i Czarodziejstwa" na tym blogu i podawanie o dołączenie do grupy, a osoby, które do grupy już należą, o wznowienie aktywności.
Obiecuję ze swojej strony jakieś przeorganizowanie tego, abyśmy jak najszybciej mogli cokolwiek opublikować. 🙂

Drogi „hakierze”

Drogi hakierze. Jestem pewien, że czytasz tego bloga, a nawet jeśli nie, pewnie prędzej czy później ktoś wskaże Ci ten wpis. Wiem, że pewnie pogardzasz dorabianiem etyki do Eltena, a więc o żadnej etyce nie będzie. Chciałbym jednak Tobie i całej reszcie użytkowników przekazać do przemyślenia trzy myśli i na tym temat zamknę.

1. Pewnie zabawne Ci się wydało, że ominięcie funkcji premium jest tak proste. Cóż, jest tak proste, bo ważniejsze były nowości wersji 2.4, niż dodawanie zabezpieczeń.
Były konferencje głosowe, były blogi, zmiany w interfejsie… Dużo tego było. Uznałem więc, że więcej dobrego przyniesie na przykład dzwonienie, niż zabezpieczanie się przed crackami.
Wczoraj przez kilka wieczornych godzin, a dzisiaj od świtu pracuję nad doszczelnieniem serwera w tym wypadku tak, by nie dało się korzystać z funkcji premium, a weryfikacja tego odbywała się na serwerze. Ilość pracy, którą w to włożę, z pewnością dużo lepiej byłaby poświęcona na poprawianie błędów albo aplikację mobilną, cokolwiek innego.

2. W sumie, drogi Hakierze, strzelasz sobie w stopę. I ja wiem, że do większości Eltenowiczów ten argument nie dociera, ale jeśli nie będzie wpłat, nie będzie Eltena.
Możesz mówić, że nie potrzebujesz tego programu, że jest głupi. Ale jednak jest przecież jakaś przyczyna, dla której tu jesteś, dla której go crackujesz.
Jakkolwiek duża jest przyczyna takiego postępowania, jednak nie odinstalowałeś go. A więc choć trochę Ci zależy, nawet gdy sam nie chcesz tego przyznać. Może strata wielka nie będzie, ale na pewno będzie jakaś.

3. Drwiłeś w wiadomości, którą wysłałeś, że "nie jest to sprzedaż, a więc nie jest to kradzież". I w tej sytuacji powyższy fakt powinien Ciebie cieszyć jak mało co.
Dlaczego? Czy zastanowiłeś się, jak łatwo namierzyć tego cracka? Wystarczyłoby jedno zerknięcie do logów: kto pobierał tematy dźwiękowe, kto oznaczał wątki albo dodawał fora do śledzonych, nie posiadając funkcji premium. Jedna byłaby z tego rzecz dobra, pewnie dość szybko uzbieralibyśmy pieniądze na Eltena.
Czy wiesz, że za posiadanie nielegalnego oprogramowania grozi do trzech lat więzienia, a na rzecz poszkodowanego do 3-krotności opłaty za oprogramowanie?
W tym wypadku wyświadczyłbyś wielu, często nieświadomym użytkownikom wilczą wręcz przysługę.

Z pozdrowieniami,
Dawid Pieper

Ostatnia Letnia Róża

Lubię zimę. Tę zimę, gdy spada śnieg, gdy z dachów zwisają sople, gdy świat robi się taki tajemniczy, zasłonięty. Nie lubię się zimą poruszać, ale ją lubię.
Nie lubię jesieni ani tej namiastki zimy, którą klimat raczył nas w ostatnich latach, gdy śnieg występuje tylko w formie niemal błota, a substytutem lodu są mgły i ciężkie chmury. Dlatego z przyjemnością donoszę, że na Kaszubach od środy pięknie śnieży. W tej chwili na termometrze 6 stopni Celsjusza poniżej zera, ale niestety od jutra mamy wracać do mokro-błotnistej normy.
Wiem, że dawno niczego nie pisałem, wiem że w ogóle "dawno" jest dobrym określeniem wielu aspektów mojej osoby. Nie powiem nic odkrywczego, ale 24 godziny okazują się czasem zdecydowanie zbyt krótkim na połowę rzeczy, które chciałbym robić. Co nie zmienia naturalnie faktu, że w tych 24 godzinach trzeba robić wiele rzeczy, których zdecydowanie robić bym nie chciał.
Obecnie największym pochłaniaczem wolnego (i szybkiego) czasu jest zbliżająca się premiera Eltena 2.4 (24 stycznia), która, czego nie da się ukryć, od paru tygodni "pożera" mi całe dnie. Mam więc szczerą – i najpewniej naiwną – nadzieję, że za moment znacznie mi przybędzie chwil na robienie masy rzeczy, których robić teraz nie mogę. A do tej listy należy zdecydowanie prowadzenie tego bloga.
Czasem jednak trzeba nieco odetchnąć od klas, obiektów i funkcji: a wydaje mi się, że moment, gdy prosi się o 10 łyżeczek cukru, mając na myśli dwie, jest tym najwyższym. Postanowiłem więc się nieco wykopać spod metaforycznych stosów dokumentacji Opusa, kodu Eltena i Czerwonej Księgi Błędów Zagrożonych, aby choć kilka zdań tu umieścić.
Eltenowe "Co nowego" zapowiada "Nowe wpisy na śledzonych blogach (35)". Obiecuję, że będę to w przyszłym tygodniu nadrabiał, tak więc brak moich komentarzy nie znaczy, że jestem aż tak rozczarowany Eltenowymi treściami, a raczej że mam przynajmniej kilkutygodniowe opóźnienia w lekturze. Nie mówiąc nawet o tym, że skończył się rok 2020, a ja nadal nie zrecenzowałem nawet połowy przeczytanych wtedy książek.
Od dobrych dwóch lat chodzi też za mną pomysł na pewnego fanfika. Fabuła jest już dopieszczona może nie w najdrobniejszych, ale całkiem drobnych szczegółach, ale na razie na fabule się kończy. I… No, jest jeszcze dużo i…
Wczoraj pomagałem bratu z zadaniem domowym. Wiecie, czwarta klasa, początki przyrody… Miał takie fajne polecenie, by dopasować objawy do chorób. Co myśmy tam mieli? Wysoka temperatura? Ból gardła? Duszności? Hmmm, utraty węchu i smaku nie było. A wiecie o co chodziło? O anginę i grypę.
Zadanie niżej: "W jaki sposób można zapobiegać roznoszeniu chorób zakaźnych?" Izolacja? Dystans? Maseczka?
Zdecydowanie powinni uaktualnić podręczniki (wydanie wspominanego 2019).
Na urodziny (kiedy to było? ) dostałem od Julity taką fajną, małą, elektryczną kawiarkę. Piszę o tym, bo zauważyłem, że w pracy bardzo brakuje mi jakiegoś fizycznego przerywnika. Dużo lepiej, a poważnie dużo lepiej, pracuje mi się, kiedy na biurku stoi filiżanka z kawą, latem koktajl truskawkowy albo… no, cokolwiek, co można w chwili namysłu nad tym, "dlaczego to nie działa" upić, wiecie, to taki syndrom wampira.
Potrafi być ten nawyk jednak naprawdę przeszkadzający, bo gdybym miał robić co godzinę herbatę, Eltena 2.4 dostalibyście za dwa lata. Skończy się zaraz na tym, że będę robił ją masowo i znosił sobie po trzy szklanki na raz.
Skoro o wampirach mowa, przypomniało mi się bardzo interesujące pytanie zadane kiedyś przez kolegę. Nie wiem, czy już się tą refleksją na blogu nie dzieliłem, najwyżej się powtórzę. "Jeśli zombie szukający mózgu do pożarcia, spotkawszy was na drodze, spojrzy tylko i pójdzie sobie dalej, należy się cieszyć, czy rozpaczać"?
Właśnie iPhone mnie poinformował, że dziś przyjedzie kurier z drukarką. Czy wiecie, jak ciężko jest dostać dobrą drukarkę? Ja jeszcze w zeszłym tygodniu nie wiedziałem.
Dwa lata temu do Warszawy kupiłem całkiem fajną drukarkę na nasze potrzeby. Nie był to najtańszy sprzęt, ale za to praktycznie bezobsługowy i śmiesznie tani w eksploatacji. Wadą brak skanera i to, że to drukarka monochromatyczna, ale i tak uważam, że był to strzał w dziesiątkę. W zeszłym tygodniu jednak ostatecznie rodzicom odmówiła współpracy drukarka w jednym ze sklepów, a więc powzięta została decyzja, aby przenieść tam drukarkę z biura, a do biura sprowadzić nową. I tu zaczęła się zabawa. Budżet nie jest najniższy, żadnych specjalnych wymagań… Myślałem sobie, że nie będzie z tym żadnego problemu. Jaki ja byłem naiwny!!!
Wiecie, jak łatwo jest dostać tanią w eksploatacji (a mówiąc tanią mam na myśli przewidywanie drukowania tysięcy stron miesięcznie), szybką, kolorową (bo etykiety), o dużej rozdzielczości, z obsługą druku dwustronnego, skanerem i kopiarką oraz, nie zapominajmy, łącznością bezprzewodową drukarkę? Chętnych zapraszam do zabawy.
Mamy papugę, pamiętacie? No więc Saphira od kilku dni uznała, że ona też będzie robić zapasy makaronu – czy tam ziarna. Przyłapaliśmy ją na tym, że zamiast wyjadać z miseczki, w dziobie zbierała te ziarenka i chowała gdzieś w kącie. Dzisiaj to samo po raz drugi. W sumie zastanawiam się, czy nieco się tym zachowaniem niepokoić, ale żadnych innych zmian nie dostrzegam.
Tyle, że Saphira jest najbardziej przywiązaną do ludzi papugą, jaką widziałem, a nieco z tymi zwierzątkami miałem do czynienia. Siadanie na ramionach, nawet pozwalanie się głaskać się zdarzało, ale nie widziałem jeszcze nigdy ptaka, który przyzwyczaiłby się do tego na taką skalę. Żałuję tylko, że nie nauczyliśmy jej reagować na głos, bo na razie to jest z niej despotka, która przylatuje, kiedy chce i robi, co chce.
Dobra, zasiedziałem się nad edytorem, a pewnie na forum betatesterskich już 50 nowych zgłoszeń błędów. Ja więc was z tego miejsca pozdrawiam i wracam do zastanawiania się, "dlaczego to nie działa".
Z pozdrowieniami,
Dawid Pieper

Opcje zaawansowane nigdy nie będą przyjazne

Wiecie, że ten blog ma już 4 lata? Tak się śmiesznie złożyło, że założyłem go 11 listopada 2016, a więc razem z dniem Niepodległości, świętuję co roku taki mały jubileusz. Myślę, że z racji na tę rocznicę, należy coś napisać.

Obok mnie stoi komputer stacjonarny, na którym instaluje się system Windows 10. I przy okazji wspomniałem dawne czasy.

Ja uwielbiałem instalację Windowsa XP. Przyznać tu należy, że nigdy nie wypracowałem idealnej metody jego stawiania bezwzrokowego. Można użyć instalacji nienadzorowanej, ale to masa roboty. Można użyć 16-bitowego SCR, ale wymagany jest syntezator sprzętowy. Ostatecznie najlepszym rozwiązaniem wymyślonym przeze mnie było podłączanie swojego laptopa do portu RS232 komputera docelowego, odpalanie na nim scr, na swoim laptopie zaś Puttego i po prostu pozwalanie NVDA odczytywać komunikaty. Ale, umówmy się, nie było to jakoś wybitnie dobre rozwiązanie.
Mimo to instalacja XP była procesem niezwykle… klimatycznym, zawsze ją tak odczuwałem. Wciskanie klawiszy na klawiaturze w celu akceptowania licencji (F8 zdaje się), wybór dysku literą C, no miało to coś w sobie. Sam proces był wtedy podzielony na wiele etapów, a w trakcie instalacji pojawiały się pokazy i prezentacje innowacyjnego, nowoczesnego systemu Windows XP. Nie do przecenienia jest też muzyczka słyszana podczas pierwszej konfiguracji, choć usłyszenie jej było sporym wyczynem, gdyż prawdopodobieństwo, że Windows XP posiada sterowniki do naszej karty dźwiękowej, wynosiło jakoś z 1 na 100.

W ogóle Windows XP był dla mnie ostatnim systemem, przy którym w kontakcie z komputerem odczuwało się tę informatyczną magię. Potem wyszedł Windows 7, moim zdaniem system bardzo dobry, ale już obnażony z tej atmosfery nowości i tajemniczości, już zbyt próbował być przyjazny dla użytkownika, zbyt wiele robił w tle.

No i teraz mamy Windowsa 10. W trakcie instalacji widzimy okna o treści "Mamy teraz pewną ważną konfigurację do wykonania", musimy się męczyć, by nie zakładać konta Microsoft i w ogóle cały proces wygląda mi jak wielki wstęp do "szpiegowania by Microsoft", miast stawiania systemu operacyjnego.
Zastanawiam się, dlaczego Microsoft zdecydował się na sprawienie, by instalacja wyglądała, jakby przed komputerem siedział szary użytkownik, który w dodatku ma chyba jakieś problemy z głową, a jego wiedza informatyczna wynosiła mniej niż zero. Z doświadczenia wiem, że i tak nigdy przeciętny użytkownik nie odważy się stawiać tego systemu samemu, chociażbym mu i dopłacił.
Informatyka próbuje udawać prostą i przyjazną, ale to, co w 2005 roku było dla większości ludzi czarną magią, czarną magią pozostało. I prawdopodobnie będzie tak już zawsze.
Microsoft i inne firmy, udając przyjazne instalatory i kreatory, zamieniając "Bluescreena" na ekran ze smutną buźką, usuwając lub ukrywając narzędzia diagnostyczne, tylko utrudniają informatykom życie i sprawiają, że czują się oni traktowani jak idioci. A problemów i tak to nie rozwiązało, nie rozwiązuje i nigdy nie rozwiąże.

Rozkołysanie blogów, nominacja od jamajki

Maju, bardzo dziękuję za nominację! Bardzo mnie ucieszyła, a i pytania wymagały chwili refleksji.

1. Jaka była sytuacja, w której ostatnio ryzykowałeś? Sposób i stopień ryzyka dowolny.

Pierwsza myśl to Infinity, ale to dawno… Ostatnio nic mi się nie przypomina, nawet nie spotykam się ze znajomymi, by o koronawirusie pisać.
Chyba najbardziej emocjonującym ryzykiem ostatnich dni jest znoszenie herbaty. Ale proszę się mi tu nie śmiać, to jest prawdziwe zagrożenie. Bo trzymałem w dwóch kubkach dwie ręce, przepraszam, miało być dwa kubki w dwóch rękach. Gdyby to się wylało, to byłoby… ciepło.
Prawie że zrozumiałem, jak czuł się Luke w trakcie ataku na Gwiazdę Śmierci. Ale u niego ryzyko było mniejsze, bo lasery Imperialne to nic w porównaniu z herbatą, malinową konkretnie!

2. Czy w snach wyłącznie widzisz, co się dzieje, czy jesteś uczestnikiem wydarzeń?

A to zależy od snu, ale zwykle w wydarzeniach uczestniczę. A nawet jak zaczynam obserwować, bardzo często z roli obserwatora staję się uczestnikiem.

3. Jeżeli mógłbyś spotkać się z jakąś postacią na świecie, żyjącą / nieżyjącą, to kto by to był i o co byś zapytał?

Osobą żyjącą byłby chyba Artur Andrus. Wiecie, bardzo mnie ciekawi, jaki jest w takim obejściu codziennym, niescenicznym.
Osób nieżyjących jest tak wiele, a ja mam wybrać tylko jedną? Dobra, chyba Mieszko I. Głównie dlatego, że wreszcie rozwiązałbym wielką zagadkę ludzkości, tj. czy Siemomysł był jego ojcem, czy nie był.

4. Jeśli mógłbyś na, powiedzmy tydzień, wykonywać jakiś zawód, którego teraz lub w przyszłości w żadnym razie nie możesz, to jaki to by był zawód?

Ale nie mogę, bo nie wiąże się to w żaden sposób z moimi zainteresowaniami, czy z powodu tego, że ktoś zgasił światło?
Założę opcję pierwszą, bo ciekawsza. No więc przez tydzień chciałbym być nawigatorem na statku, względnie radiooperatorem. Nie ciągnie mnie na morze tak na stałe, ale morze i żagle kocham i bardzo chętnie taki tydzień bym spędził.

5. Gdyby powstała twoja biografia, jaki byłby jej tytuł?

To jest proste!
"Jak to jest 200 metrów…"

Raz jeszcze bardzo dziękuję. Aż żałuję, że nie mogę nominować ponownie. 🙂

Rozkołysanie blogów, nominacja od Zuzler

Przyznam uczciwie, że już zaczynałem być pewien, że nikt nigdy mnie nie nominuje w moim własnym wyzwaniu. Dziękuję bardzo więc Zuzler za zmianę tego stanu rzeczy. Lecimy!

1. Jakiej czynności naprawdę nie lubisz wykonywać w swoim domu i dlaczego?

Dużo tego, ale chyba najbardziej odkurzać. Nie mam nic do ścierania kurzy czy zmywania podłóg, ale odkurzania nie cierpię. Głównie dlatego, że nie mam kontroli nad tym procesem, nigdy nie wiem, czy się odkurza, czy nie, czy męczę się z odkurzaczem przez pięć minut nad zupełnie czystym metrem kwadratowym podłogi, czy może przeciwnie, uważam coś za już czyste, a to czyste nie jest.
Jak się zmywa podłogę, ściera kurze czy nawet myje okna, zlewy, nawet bawi domestosem, czuć jakiś efekt, chociażby w formie zapachu. Przy odkurzaniu mam wrażenie, że jeżdżę sobie z tym odkurzaczem i niczego to w świecie nie zmienia. 🙂

2. Kupienie lub dostanie czego uważasz za najlepszy interes lub najkorzystniejszą okazję 2020 roku?

Było coś takiego, poważnie. I nie mogę teraz na to wpaść.
Aaa, wiem! Kupiłem sobie taki fajny adapterek na USB-C, mały, podłączany do jednego gniazda USB-C, przez którego można i ładować laptopa, więc praktycznie nie zabiera gniazd, a do tego ma trzy porty USB, jeden RJ45, jeden Jack, HDMI i czytnik kart SD. Moim zdaniem małe cudeńko, bardzo użyteczne, bo teraz zamiast masy kabli i przejściówek, mogę brać tylko jedną.

3. Gdybyś mógł/mogła urodzić się i żyć w innych czasach, ale nie w przyszłości, tylko tych mniej lub bardziej nam znanych, jakie byłyby to czasy i dlaczego?

Niedawno, kilka lat wcześniej, może rok 1985-1990? Dawniej nie żyłoby się niewidomym zbyt fajnie, za to urodzić się 10-15 lat wcześniej byłoby dla mnie o tyle ciekawe, że mógłbym już bardziej świadomie obserwować wielką rewolucję informatyczną, testować Windowsa XP po 98 i tak dalej.

4. Jaka była najśmieszniejsza, najdziwniejsza lub najgłupsza rzecz, jaką kazano Ci zrobić w szkole albo która się tam Tobie zdarzyła?

Nie do końca wiem, jak rozumieć to pytanie, bo najgłupsza może być śmieszna albo żenująca.
Najgłupsza żenująca to, pamiętam, klasa piąta. Zostałem wtedy oskarżony przez kolegów z klasy o rzekome "granie" na laptopie w trakcie lekcji. Żadnych konsekwencji nie wyciągnięto, ale do dziś się zastanawiam, czy nasza wychowawczyni potraktowała te oskarżenia poważnie.
Kto pracował na lekcjach na komputerze i nigdy nie próbował poczytać książki albo zająć się czymkolwiek innym niech pierwszy rzuci kamień! Tylko cały dowcip polega na tym, że wtedy naprawdę byłem niewinny. Nie mówię, że zawsze zajmowałem się lekcjami na lekcjach (wiecie ile książek przeczytałem na polskim w liceum albo matematyce w gimnazjum)? Tylko akurat w sytuacji, w której te oskarżenia padły, po prostu otwierałem na pierwszej lekcji laptopa i pokazały się na ekranie okna niezamknięte z domu. Tak naprawdę regularnie zacząłem zajmować się, nazwijmy to, działalnością poboczną dopiero w gimnazjum, a to dlatego, że matematyka była wtedy najnudniejszym przedmiotem, jaki mogłem sobie wyobrazić.
Z wydarzeń śmiesznych pamiętam dzień Polskiego Czerwonego Krzyża w liceum. To była zabawa, na której jako klasa byliśmy dość zintegrowani. To ważna sprawa, bo na przykład na Otrzęsinach jeszcze się nie znaliśmy i ten dystans był widoczny.
Pamiętam, że z powodu dnia PCK zorganizowane były różne zabawy integracyjne. Tu ogromny plus dla mojej klasy, która, mimo zaleceń organizatorów, bym się jako niewidomy nie bawił, stanęła na wysokości zadania i bardzo się starała mnie włączyć, co z resztą w wielu wypadkach było najśmieszniejszymi aspektami dnia. Nie wdając się w skomplikowane szczegóły, mam w pamięci do dziś żywy obrazek plątaniny ramion Mateusza, kostek Oli i głowy Izy – i biednego, przewróconego na ziemię Dawida, który, z głową na plecach Kingi, zastanawia się, co się właśnie, za słowem któregoś tam roku, odjaniepawliło.

5. Jakie masz podejście do weganizmu, 0 waste i tym podobnych ideologii czy ruchów? Jak myślisz, dałbyś radę przyjąć taki sposób życia?

Nie wiem, czy potrafiłbym zostać weganinem. Uważam, że takie ruchy mają sens w znaczeniu ideologicznym, ale nie praktycznym.
To znaczy kiedy ktoś nie je mięsa z powodu swoich przekonań, pokazuje tym coś światu lub chociaż sobie, jego wola. Jednak jeśli go nie je z powodu, by nie zabijać zwierząt, myślę, że dąży do czegoś niemożliwego, bo zabija chociażby miliony bakterii z każdym krokiem.
Chodzi mi tu o różnicę niejedzenia, by okazać światu, że jest się przeciw zabijaniu zwierząt, a niejedzenia z myślą, że z tego powodu nie zabije się zwierząt.

Raz jeszcze dzięki za nominację!