Opcje zaawansowane nigdy nie będą przyjazne

Wiecie, że ten blog ma już 4 lata? Tak się śmiesznie złożyło, że założyłem go 11 listopada 2016, a więc razem z dniem Niepodległości, świętuję co roku taki mały jubileusz. Myślę, że z racji na tę rocznicę, należy coś napisać.

Obok mnie stoi komputer stacjonarny, na którym instaluje się system Windows 10. I przy okazji wspomniałem dawne czasy.

Ja uwielbiałem instalację Windowsa XP. Przyznać tu należy, że nigdy nie wypracowałem idealnej metody jego stawiania bezwzrokowego. Można użyć instalacji nienadzorowanej, ale to masa roboty. Można użyć 16-bitowego SCR, ale wymagany jest syntezator sprzętowy. Ostatecznie najlepszym rozwiązaniem wymyślonym przeze mnie było podłączanie swojego laptopa do portu RS232 komputera docelowego, odpalanie na nim scr, na swoim laptopie zaś Puttego i po prostu pozwalanie NVDA odczytywać komunikaty. Ale, umówmy się, nie było to jakoś wybitnie dobre rozwiązanie.
Mimo to instalacja XP była procesem niezwykle… klimatycznym, zawsze ją tak odczuwałem. Wciskanie klawiszy na klawiaturze w celu akceptowania licencji (F8 zdaje się), wybór dysku literą C, no miało to coś w sobie. Sam proces był wtedy podzielony na wiele etapów, a w trakcie instalacji pojawiały się pokazy i prezentacje innowacyjnego, nowoczesnego systemu Windows XP. Nie do przecenienia jest też muzyczka słyszana podczas pierwszej konfiguracji, choć usłyszenie jej było sporym wyczynem, gdyż prawdopodobieństwo, że Windows XP posiada sterowniki do naszej karty dźwiękowej, wynosiło jakoś z 1 na 100.

W ogóle Windows XP był dla mnie ostatnim systemem, przy którym w kontakcie z komputerem odczuwało się tę informatyczną magię. Potem wyszedł Windows 7, moim zdaniem system bardzo dobry, ale już obnażony z tej atmosfery nowości i tajemniczości, już zbyt próbował być przyjazny dla użytkownika, zbyt wiele robił w tle.

No i teraz mamy Windowsa 10. W trakcie instalacji widzimy okna o treści "Mamy teraz pewną ważną konfigurację do wykonania", musimy się męczyć, by nie zakładać konta Microsoft i w ogóle cały proces wygląda mi jak wielki wstęp do "szpiegowania by Microsoft", miast stawiania systemu operacyjnego.
Zastanawiam się, dlaczego Microsoft zdecydował się na sprawienie, by instalacja wyglądała, jakby przed komputerem siedział szary użytkownik, który w dodatku ma chyba jakieś problemy z głową, a jego wiedza informatyczna wynosiła mniej niż zero. Z doświadczenia wiem, że i tak nigdy przeciętny użytkownik nie odważy się stawiać tego systemu samemu, chociażbym mu i dopłacił.
Informatyka próbuje udawać prostą i przyjazną, ale to, co w 2005 roku było dla większości ludzi czarną magią, czarną magią pozostało. I prawdopodobnie będzie tak już zawsze.
Microsoft i inne firmy, udając przyjazne instalatory i kreatory, zamieniając "Bluescreena" na ekran ze smutną buźką, usuwając lub ukrywając narzędzia diagnostyczne, tylko utrudniają informatykom życie i sprawiają, że czują się oni traktowani jak idioci. A problemów i tak to nie rozwiązało, nie rozwiązuje i nigdy nie rozwiąże.

Rozkołysanie blogów, nominacja od jamajki

Maju, bardzo dziękuję za nominację! Bardzo mnie ucieszyła, a i pytania wymagały chwili refleksji.

1. Jaka była sytuacja, w której ostatnio ryzykowałeś? Sposób i stopień ryzyka dowolny.

Pierwsza myśl to Infinity, ale to dawno… Ostatnio nic mi się nie przypomina, nawet nie spotykam się ze znajomymi, by o koronawirusie pisać.
Chyba najbardziej emocjonującym ryzykiem ostatnich dni jest znoszenie herbaty. Ale proszę się mi tu nie śmiać, to jest prawdziwe zagrożenie. Bo trzymałem w dwóch kubkach dwie ręce, przepraszam, miało być dwa kubki w dwóch rękach. Gdyby to się wylało, to byłoby… ciepło.
Prawie że zrozumiałem, jak czuł się Luke w trakcie ataku na Gwiazdę Śmierci. Ale u niego ryzyko było mniejsze, bo lasery Imperialne to nic w porównaniu z herbatą, malinową konkretnie!

2. Czy w snach wyłącznie widzisz, co się dzieje, czy jesteś uczestnikiem wydarzeń?

A to zależy od snu, ale zwykle w wydarzeniach uczestniczę. A nawet jak zaczynam obserwować, bardzo często z roli obserwatora staję się uczestnikiem.

3. Jeżeli mógłbyś spotkać się z jakąś postacią na świecie, żyjącą / nieżyjącą, to kto by to był i o co byś zapytał?

Osobą żyjącą byłby chyba Artur Andrus. Wiecie, bardzo mnie ciekawi, jaki jest w takim obejściu codziennym, niescenicznym.
Osób nieżyjących jest tak wiele, a ja mam wybrać tylko jedną? Dobra, chyba Mieszko I. Głównie dlatego, że wreszcie rozwiązałbym wielką zagadkę ludzkości, tj. czy Siemomysł był jego ojcem, czy nie był.

4. Jeśli mógłbyś na, powiedzmy tydzień, wykonywać jakiś zawód, którego teraz lub w przyszłości w żadnym razie nie możesz, to jaki to by był zawód?

Ale nie mogę, bo nie wiąże się to w żaden sposób z moimi zainteresowaniami, czy z powodu tego, że ktoś zgasił światło?
Założę opcję pierwszą, bo ciekawsza. No więc przez tydzień chciałbym być nawigatorem na statku, względnie radiooperatorem. Nie ciągnie mnie na morze tak na stałe, ale morze i żagle kocham i bardzo chętnie taki tydzień bym spędził.

5. Gdyby powstała twoja biografia, jaki byłby jej tytuł?

To jest proste!
"Jak to jest 200 metrów…"

Raz jeszcze bardzo dziękuję. Aż żałuję, że nie mogę nominować ponownie. 🙂

Rozkołysanie blogów, nominacja od Zuzler

Przyznam uczciwie, że już zaczynałem być pewien, że nikt nigdy mnie nie nominuje w moim własnym wyzwaniu. Dziękuję bardzo więc Zuzler za zmianę tego stanu rzeczy. Lecimy!

1. Jakiej czynności naprawdę nie lubisz wykonywać w swoim domu i dlaczego?

Dużo tego, ale chyba najbardziej odkurzać. Nie mam nic do ścierania kurzy czy zmywania podłóg, ale odkurzania nie cierpię. Głównie dlatego, że nie mam kontroli nad tym procesem, nigdy nie wiem, czy się odkurza, czy nie, czy męczę się z odkurzaczem przez pięć minut nad zupełnie czystym metrem kwadratowym podłogi, czy może przeciwnie, uważam coś za już czyste, a to czyste nie jest.
Jak się zmywa podłogę, ściera kurze czy nawet myje okna, zlewy, nawet bawi domestosem, czuć jakiś efekt, chociażby w formie zapachu. Przy odkurzaniu mam wrażenie, że jeżdżę sobie z tym odkurzaczem i niczego to w świecie nie zmienia. 🙂

2. Kupienie lub dostanie czego uważasz za najlepszy interes lub najkorzystniejszą okazję 2020 roku?

Było coś takiego, poważnie. I nie mogę teraz na to wpaść.
Aaa, wiem! Kupiłem sobie taki fajny adapterek na USB-C, mały, podłączany do jednego gniazda USB-C, przez którego można i ładować laptopa, więc praktycznie nie zabiera gniazd, a do tego ma trzy porty USB, jeden RJ45, jeden Jack, HDMI i czytnik kart SD. Moim zdaniem małe cudeńko, bardzo użyteczne, bo teraz zamiast masy kabli i przejściówek, mogę brać tylko jedną.

3. Gdybyś mógł/mogła urodzić się i żyć w innych czasach, ale nie w przyszłości, tylko tych mniej lub bardziej nam znanych, jakie byłyby to czasy i dlaczego?

Niedawno, kilka lat wcześniej, może rok 1985-1990? Dawniej nie żyłoby się niewidomym zbyt fajnie, za to urodzić się 10-15 lat wcześniej byłoby dla mnie o tyle ciekawe, że mógłbym już bardziej świadomie obserwować wielką rewolucję informatyczną, testować Windowsa XP po 98 i tak dalej.

4. Jaka była najśmieszniejsza, najdziwniejsza lub najgłupsza rzecz, jaką kazano Ci zrobić w szkole albo która się tam Tobie zdarzyła?

Nie do końca wiem, jak rozumieć to pytanie, bo najgłupsza może być śmieszna albo żenująca.
Najgłupsza żenująca to, pamiętam, klasa piąta. Zostałem wtedy oskarżony przez kolegów z klasy o rzekome "granie" na laptopie w trakcie lekcji. Żadnych konsekwencji nie wyciągnięto, ale do dziś się zastanawiam, czy nasza wychowawczyni potraktowała te oskarżenia poważnie.
Kto pracował na lekcjach na komputerze i nigdy nie próbował poczytać książki albo zająć się czymkolwiek innym niech pierwszy rzuci kamień! Tylko cały dowcip polega na tym, że wtedy naprawdę byłem niewinny. Nie mówię, że zawsze zajmowałem się lekcjami na lekcjach (wiecie ile książek przeczytałem na polskim w liceum albo matematyce w gimnazjum)? Tylko akurat w sytuacji, w której te oskarżenia padły, po prostu otwierałem na pierwszej lekcji laptopa i pokazały się na ekranie okna niezamknięte z domu. Tak naprawdę regularnie zacząłem zajmować się, nazwijmy to, działalnością poboczną dopiero w gimnazjum, a to dlatego, że matematyka była wtedy najnudniejszym przedmiotem, jaki mogłem sobie wyobrazić.
Z wydarzeń śmiesznych pamiętam dzień Polskiego Czerwonego Krzyża w liceum. To była zabawa, na której jako klasa byliśmy dość zintegrowani. To ważna sprawa, bo na przykład na Otrzęsinach jeszcze się nie znaliśmy i ten dystans był widoczny.
Pamiętam, że z powodu dnia PCK zorganizowane były różne zabawy integracyjne. Tu ogromny plus dla mojej klasy, która, mimo zaleceń organizatorów, bym się jako niewidomy nie bawił, stanęła na wysokości zadania i bardzo się starała mnie włączyć, co z resztą w wielu wypadkach było najśmieszniejszymi aspektami dnia. Nie wdając się w skomplikowane szczegóły, mam w pamięci do dziś żywy obrazek plątaniny ramion Mateusza, kostek Oli i głowy Izy – i biednego, przewróconego na ziemię Dawida, który, z głową na plecach Kingi, zastanawia się, co się właśnie, za słowem któregoś tam roku, odjaniepawliło.

5. Jakie masz podejście do weganizmu, 0 waste i tym podobnych ideologii czy ruchów? Jak myślisz, dałbyś radę przyjąć taki sposób życia?

Nie wiem, czy potrafiłbym zostać weganinem. Uważam, że takie ruchy mają sens w znaczeniu ideologicznym, ale nie praktycznym.
To znaczy kiedy ktoś nie je mięsa z powodu swoich przekonań, pokazuje tym coś światu lub chociaż sobie, jego wola. Jednak jeśli go nie je z powodu, by nie zabijać zwierząt, myślę, że dąży do czegoś niemożliwego, bo zabija chociażby miliony bakterii z każdym krokiem.
Chodzi mi tu o różnicę niejedzenia, by okazać światu, że jest się przeciw zabijaniu zwierząt, a niejedzenia z myślą, że z tego powodu nie zabije się zwierząt.

Raz jeszcze dzięki za nominację!

Lektury Świata Dysku, część 3 #wyzwanieczytelnicze2020

Niespodzianka? Nadal pamiętam! 🙂

Lektury Świata Dysku, część 3

Wydaje mi się, że w tych książkach autor bardziej postanowił wyśmiać świat, niż, jak w późniejszych, skrytykować go. Oczywiście jest tu wiele cennych refleksji, ale te najtrudniejsze powieści dopiero przed nami, o, już w następnym wpisie.

40. Muzyka duszy

Na koniec "Morta", Ysabel – adoptowana córka Śmierci, wraz z jego uczniem Mortem postanawiają się pobrać i przeżyć swoje życie na świecie. I wszystko byłoby prawie normalne, gdyby nie to, że przydarzyło im się urodzić córkę i umrzeć krótko później.
Susan Sto Helit jest całkiem normalną, 16-letnią dziewczyną uczęszczającą do Quirmskiej Pensji dla Młodych Panien. No dobra, prawie normalną, bo większość nastolatek nie umie stawać się niewidzialnymi albo zamrażać czasu. Wszystko to jednak wydaje się po prostu osobliwymi zdolnościami, przynajmniej do czasu, gdy dowiaduje się, że jej dziadek jest chwilowo zajęty i wnuczka musi go zastąpić. Normalna sprawa, zdarza się w każdej rodzinie. Choć chyba mało kto ma dziadka, który jest Śmiercią, a tymczasowym obowiązkiem jest skoszenie kilku dusz.
Co do mnie, to bardzo ucieszyła mnie postać Susan. Śmierć to jedna z najtragiczniejszych postaci Świata Dysku. Bo kto lubi, kocha Śmierć? Kto cieszy się na spotkanie z nim? Chyba tylko osoby o problemach psychicznych. Cieszyło mnie w specyficzny sposób, że doczekał się po tych tysiącach lat wnuczki, która może go po prostu kochać, wygadać się, pokrzyczeć i pozłościć, być. Chyba najbardziej o samotności Śmierci świadczy to, że w "Morcie" próbował znaleźć sobie ucznia.
Przede wszystkim jednak ja tutaj widzę próbę odpowiedzi na trudne pytania o życie, wszechświat i całą resztę. Próbę odszukania sensu życia i śmierci, celu codzienności. To dla mnie także była bardzo poruszająca pozycja.
— Cytat:
ZNOWU TO ROBIĘ! CZEMU MNIE INTERESUJE, CO ZNACZYTO PRZEKLĘTE ZDANIE? ALBO TO, JAK MNIE NAZYWASZ? NIEISTOTNE! PLĄTANIE SIĘ W LUDZKIE SPRAWY PRZYĆMIEWA JASNOŚĆ MYŚLENIA. MOŻESZ MI WIERZYĆ. STARAJ SIĘ NIE MIESZAĆ.
– Ale ja jestem człowiekiem.
NIE MÓWIŁEM, ŻE TO BĘDZIE ŁATWE, PRAWDA? STARAJ SIĘ NIE MYŚLEĆ. NIE ODCZUWAJ.
-Jesteś w tym ekspertem, co? – rzuciła gniewnie Susan.
BYĆ MOŻE, W NIEDALEKIEJ PRZESZŁOŚCI POZWOLIŁEM SOBIE NA JAKIEŚ DRGNIENIE EMOCJI, przyznał Śmierć. ALE MOGĘ Z TEGO ZREZYGNOWAĆ, KIEDYTYLKO ZECHCĘ.
Znowu podniósł klepsydrę.
(…)
NIC WAŻNEGO. FRAGMENT MITOLOGICZNYCH ODPADKÓW. SPRAWY SAME SIĘ UŁOŻĄ, MOŻESZ MI WIERZYĆ.
– Co to znaczy, że same się ułożą?
PRAWDOPODOBNIE ZA KILKA DNI BĘDZIE MARTWY.
Susan spojrzała na życiomierz.
– Przecież to okropne!
(…)
ALE WIĘKSZOŚĆ LUDZI JEST RACZEJ GŁUPIA I MARNUJE SWOJE ŻYCIE. PRZEKONAŁAŚ SIĘ JUŻ? CZYNIE PATRZYŁAŚ Z KONIA W DÓŁ, NA MIASTO, I NIE MYŚLAŁAŚ, JAK BARDZO PRZYPOMINA KOPIEC MRÓWEK PEŁEN ŚLEPYCH STWORZEŃ WIERZĄCYCH, ŻE ICH PRZYZIEMNY MAŁY ŚWIATEK JEST PRAWDZIWY? WIDZISZ OŚWIETLONE OKNA I CHCESZ WIERZYĆ, ŻE KRYJĄ SIĘ ZA NIMI CIEKAWE HISTORIE. ALE WIESZ, ŻE TAK NAPRAWDĘ SĄ ZA NIMI NUDNE DUSZYCZKI, ZWYKLI KONSUMENCI ŻYWNOŚCI, KTÓRZY SWOJE INSTYNKTY BIORĄ ZA EMOCJE, A SWE KRÓTKIE ŻYWOTY ZA ISTOTNIEJSZE OD SZEPTÓW WIATRU.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Tylko że… złamałeś właśnie mnóstwo zasad…
MOŻE CZASAMI SĄ TO TYLKO WSKAZÓWKI.
– Ale moi rodzice jednak zginęli.
NIE MOGŁEM IM DAĆ DŁUŻSZEGO ŻYCIA. MOGŁEM TYLKO OFIAROWAĆ IM NIEŚMIERTELNOŚĆ. UZNALI, ŻE NIE JEST TO WARTE TAKIEJ CENY.
-Ja… chyba wiem, o co im chodziło.
OCZYWIŚCIE, ZAWSZE MOŻESZ MNIE ODWIEDZAĆ.
– Dziękuję.
ZAWSZE BĘDZIESZ TAM MIAŁA DOM. JEŚLI ZECHCESZ.
– Naprawdę?
ZACHOWAM TWÓJ POKÓJ DOKŁADNIE W TAKIM STANIE, WJAKIM GO ZOSTAWIŁAŚ.
– Dziękuję.
POTWORNY BAŁAGAN.
– Przepraszam.
PODŁOGI PRAWIE W OGÓLE NIE WIDAĆ. NAPRAWDĘ MOGŁAŚ TROCHĘ POSPRZĄTAĆ.
– Przepraszam.
W dole zajaśniały światła Quirmu. Pimpuś wylądował delikatnie.
(…)
Śmierć odchrząknął. SĄDZĘ…
– Słucham?
WIEM, ŻE TO WŁAŚCIWIE ŚMIESZNE…
– Co takiego?
NIE ZNAJDZIESZ PRZYPADKIEM CAŁUSA DLA SWOJEGO STAREGO DZIADUNIA?
Susan popatrzyła na niego.
Błękitny blask w oczach Śmierci stopniowo przygasał, a znikające światło wsysało jej spojrzenie, wciągało je w oczodoły i leżącą za nimi ciemność… która trwała i trwała bez końca. Nie było dla niej imienia. Nawet "wieczność" jest ludzkim pojęciem. Nadanie jej nazwy daje jej także długość, choć istotnie wyjątkowo wielką. Ale owa ciemność była tym, co pozostaje, kiedy nawet wieczność się podda. Tam właśnie mieszkał Śmierć. Samotnie.
Przyciągnęła do siebie jego głowę i pocałowała w sam czubek. Czaszka była gładka i biała jak kość, jak kula bilardowa.
— Koniec cytatu.

41. Ciekawe czasy
"

Obyś żył w ciekawych czasach", to na Świecie Dysku klątwa. Bo zwykle czasy ciekawe są mało przyjemne dla żyjących w nich. Znowu Rincewind, który tym razem trafia na Kontynent Przeciwwagi, gdzie właśnie trwają przepychanki polityczne i walka o władzę. Wikipedia twierdzi o tej książce, że symbolizuje ona komunizm, ale ja się nie zgodzę. Ona symbolizuje każdy system rządów.
Opłacanie terrorystów, którzy mają zaatakować własny kraj? Przecież USA tak robiły nie raz i nie dwa. Potajemne wspieranie własnej opozycji, by w odpowiednim momencie przejąć nad nią kontrolę? No pierwsza strona podręcznika "Jak zostać politykiem".
I wszystko by prawdopodobnie się udało, gdyby nie fakt, że Cohen Barbarzyńca z grupą przyjaciół postanowili coś ukraść… Konkretnie… Królestwo.
Nie jestem wielkim fanem Rincewinda i dlatego miejscami książka mnie męczyła. Jednak zdecydowanie nie mogę nie docenić genialnej charakterystyki wielu postaci, ukazania ich naiwności i cynizmu, który przejawia świat.
— Cytat:
Edukacja na Niewidocznym Uniwersytecie działała uświęconą przez wieki metodą umieszczania dużej grupy młodych ludzi w pobliżu dużego zbioru książek, w nadziei że coś przejdzie z jednych na drugich. Tymczasem zainteresowani młodzi ludzie najchętniej umieszczali się w pobliżu oberży i tawern – z tego samego powodu.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Nie zaczynałem jako barbarzyńca. Kiedyś byłem nauczycielem w szkole. (…) Ale zrezygnowałem i postanowiłem zarabiać na życie mieczem.
– Chociaż wcześniej przez całe życie był pan nauczycielem?
– Przyznaję, wymagało to zmiany perspektywy.
– Ale… no… przecież… niedostatki, straszliwe zagrożenia, codzienne narażanie życia…
Saveloy ucieszył się wyraźnie.
– Więc pan też uczył kiedyś w szkole?
— Koniec cytatu.

42. Maskarada

Agnes dokładnie wie, co chce robić. A jeszcze dokładniej, czego nie chce. Nie chce być czarownicą. A chce śpiewaczką operową. No więc zapisuje się do opery, w której całkiem przypadkiem straszy upiór.
W między czasie niania Ogg zarabia kilka milionów na wydanej książce, więc udaje się w podróż życia do Ankh-Morpork razem z babcią Weatherwax. I wspólnie przy okazji postanawiają rozwiązać problem "Upiora w operze". Tylko czy naprawdę upiór istnieje?
Ta powieść, moim zdaniem, skupia się na szaleństwie. Ale nie na szaleństwie w potocznym znaczeniu, a znaczeniu psychologicznym.
— Cytat:
Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Iloraz inteligencji tłumu jest równy IQ najgłupszego jego przedstawiciela podzielonemu przez liczbę uczestników.
— Koniec cytatu.

43. Na glinianych nogach

Wybaczcie, ale ja naprawdę uwielbiam powieści o Straży Miejskiej – i to nie za fabułę, ale poruszane przez nie problemy i płynące z nich refleksje. A tym razem tematem przewodnim są roboty, niewolnictwo i problemy moralne z nimi związane.
Nie nie, nikt oczywiście nie zbudował robotów na Świecie Dysku. Ale magiczne istoty powołane do życia przez kapłanów przed tysiącami lat, zmuszone zaklęciami do przestrzegania co do joty słów umieszczonych na zwitkach papieru w ich głowach, wykonujące najtrudniejsze prace w całym mieście… Najlepiej, by nic się nie zmieniało. Golemy jednak, bo tak istoty te się nazywają, decydują, że muszą mieć króla. Więc tworzą nowego golema i umieszczają mu w głowie słowa takie jak "zaprowadź pokój i sprawiedliwość dla wszystkich", "rządź nami mądrze", "naucz nas wolności". Szczytny cel, ale kończący się katastrofą, bo zamiast dobrego władcy dostają mordercę.
W tej sytuacji Marchewa podejmuje niezwykle kontrowersyjną decyzję. Umieszcza jednemu z golemów w głowie słowa "Jesteś panem swojego losu". I w ten sposób zaczyna się rewolucja.
W tle trwa oczywiście, naprawdę pomysłowy moim zdaniem, kryminał o bardzo zaskakującym zakończeniu.
Jest to pierwsza część przygód Straży Miejskiej, w której organizacja ta nie jest już pośmiewiskiem. Liczy już 54 funkcjonariuszy i staje się siłą, z którą trzeba się liczyć.
— Cytat:
– Czy Wolność Jest Przerażająca?
– Ty to powiedziałeś.
– Mówisz ludziom: Zrzućcie Łańcuchy, A Oni Wykuwają Dla Siebie Nowe??
– Owszem, wydaje się, że to podstawowa ludzka działalność.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Jaka Jest Lepsza Praca Dla Tego, Który Ukochał Wolność, Niż Funkcja Strażnika? Prawo Jest Sługą Wolności. Wolność Bez Ograniczeń To Tylko Słowo.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Vimes westchnął bezgłośnie. Miał notes. Zapisywał w nim notatki. Zawsze był mu przydatny. A potem Sybil, niech bogowie ją błogosławią, podarowała mu piętnastofunkcyjnego chochlika, który robił tak wiele rzeczy… Co prawda, o ile Vimes się zorientował, przynajmniej dziesięć funkcji polegało na przepraszaniu za nieskuteczne działanie pozostałych pięciu.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Nie słuchamy cię! – zawołał kapłan. – Nie jesteś żywy!
Dorfl kiwnął głową.
– Stwierdzenie To Jest Zasadniczo Prawdziwe.
– Widzicie? Sam się przyznał!
– Proponuję, Żebyście Wzięli Mnie, Rozbili, Odłamki Roztłukli Na Kawałki, A Kawałki Roztarli Na Proszek, Po Czym Przemielili Je Na Najdrobniejszy Z Możliwych Pył. Wierzę Wam, Że Nie Znajdziecie W Nim Nawet Jednego Atomu Życia…
– To prawda! Tak zróbmy!
– Jednakże, Aby W Pełni Przetestować Tezę, Jeden Z Was Musi Zgodzić Się Poddać Temu Samemu Procesowi.
Zapadła cisza.
– To nie fair – stwierdził po chwili jeden z kapłanów. – Przecież potem wystarczy ulepić cię z tego pyłu i wypalić, a znowu będziesz żywy…
Tym razem milczenie trwało dłużej.
– Czy tylko mnie się tak wydaje – rzekł w końcu Ridcully – czy stąpamy tu po śliskim teologicznym gruncie?
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Vetinari odwrócił się gwałtownie.
– Rada Kościołów, Świątyń, Świętych Gajów i Wielkich, Groźnie Wyglądających Głazów żąda… no, kilku rzeczy, z których pewne wymagają dzikich koni. Na początek jednak chcą, żebym pana zwolnił.
– Doprawdy, sir?
– Otrzymałem łącznie siedemnaście listów żądających pańskiej odznaki. Niektórzy chcieli, żeby dołączyć do niej pewne części pańskiego ciała. Dlaczego musi pan wszystkich irytować?
– Myślę, że to wrodzony talent, sir.
– Ale co pan właściwie chciał osiągnąć?
– No więc, sir, skoro pan pyta, to odkryliśmy, kto zamordował ojca Tubelceka i pana Hopkinsona, i kto podawał panu truciznę, sir. – Vimes przerwał na chwilę. – Dwa z trzech to niezły wynik, sir.
Vetinari znowu zajrzał do papierów.
– Właściciele zakładów, skrytobójcy, kapłani, rzeźnicy… wydaje się, że doprowadził pan do furii większość liczących się osób w tym mieście. – Westchnął. – Doprawdy, nie mam chyba wyboru. Od tego tygodnia podnoszę panu pensję.
— Koniec cytatu.

44. Wiedźmikołaj

Gildia skrytobójców miewała najdziwniejsze zlecenia, ale zabicie Wiedźmikołaja (Dyskowego odpowiednika Mikołaja) zdecydowanie mieści się w czołówce ich listy. Susan, wnuczka śmierci, jest 19-letnią guwernantką. Można sobie wyobrazić więc jej zdumienie, gdy do domu przybywa dziadek przebrany za Wiedźmikołaja i zaczyna rozdawać dzieciom prezenty. Na Niewidocznym Uniwersytecie mają w tym czasie zaś pewien problem. Mianowicie przypadkiem stworzyli potwora pożerającego skarpetki.
W międzyczasie na całym Świecie Dysku dzieci zaczynają dostawać prezenty, o których marzyły. I oto setki Dyskowych matek przeraziły się, odnajdując w domu konia czy miecz kawalerzysty.
Susan postanawia więc zbadać sprawę w towarzystwie boga kaca, zwanego "Obogiem". A skąd takie imię? A no to jasne, że ludzie, budząc się skacowani, mówią tylko "O boże". No i zostało!
Mimo absurdalności całej sytuacji, i tutaj przemycono pewne przesłanie. Pratchett pochyla się tu nad istotą kultury, legend i baśni. Dochodzi do wniosku, że "Gdyby nie było Wiedźmikołaja, Słońce by nie wzeszło". Co najwyżej "ZWYKŁA KULA PŁONĄCYCH GAZÓW ROZJAŚNIŁABY ŚWIAT." Ale to już nie to samo.
— Cytat:
LUDZIE POTRZEBUJĄ FANTAZJI, ŻEBY BYĆ LUDŹMI. ŻEBY BYĆ TYM MIEJSCEM, GDZIE SPADAJĄCY ANIOŁ SPOTYKA SIĘ Z WSTĘPUJĄCĄ MAŁPĄ.
-Wróżki Zębuszki? Wiedźmikołaje? Małe…
TAK. JAKO ĆWICZENIE. MUSICIE ZACZĄĆ OD NAUKI WIARY W MAŁE KŁAMSTWA.
-Żebyśmy potem mogli uwierzyć w wielkie?
TAK. SPRAWIEDLIWOŚĆ. MIŁOSIERDZIE. OBOWIĄZEK. TAKIE RZECZY.
– To przecież całkiem co innego!
TAK MYŚLISZ? WEŹ ZATEM WSZECHŚWIAT I ROZGNIEĆ GO NA NAJDROBNIEJSZY PYŁ, PRZESIEJ PRZEZ NAJDROBNIEJSZE SITO, A POTEM POKAŻ MI CHOCIAŻ JEDEN ATOM SPRAWIEDLIWOŚCI, JEDNĄ MOLEKUŁĘ MIŁOSIERDZIA. A JEDNAK… Śmierć machnął ręką. A JEDNAK DZIAŁACIE, JAK GDYBY ISTNIAŁ JAKIŚ IDEALNY PORZĄDEK ŚWIATA, JAK GDYBY BYŁA WE WSZECHŚWIECIE JAKAŚ… JAKAŚ SŁUSZNOŚĆ, WEDŁUG KTÓREJ MOŻNA GO OCENIAĆ.
– No tak, ale przecież ludzie muszą w to wszystko wierzyć, inaczej nie ma sensu…
WŁAŚNIE O TO MI CHODZI.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Nadzieja jest ważna. Nadzieja, istotna część wiary. Dać ludziom dżem dzisiaj, a siądą i zwyczajnie go zjedzą. Za to dżem jutro podtrzymuje ich bez końca.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
CHŁOP MA GARŚĆ FASOLI, A KRÓL MA TYLE, ŻE NAWET NIE ZAUWAŻY TEGO, CO ODDA. CZY TO SPRAWIEDLIWE?
– No tak, ale gdyby wszystko oddać chłopu, to za rok czy dwa będzie tak samo zarozumiały jak król… – zaczął Albert, cyniczny obserwator ludzkiej natury.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Strasznie ich dużo… – szepnął Bilious.
– Przynajmniej dwadzieścia milionów, jeśli wziąć pod uwagę rozmiar przeciętnego zęba mlecznego – odparła Susan. Ze zdumieniem odkryła, że wynik ten podała automatycznie, bez zastanowienia.
– Skąd możesz to wiedzieć?
– Objętość stożka – wyjaśniła. – Pi razy kwadrat promienia razy wysokość podzielić na trzy. Pani Butts nie podejrzewała nawet, mogę się założyć, że ta informacja przyda mi sie w takim miejscu.
— Koniec cytatu.

45. Bogowie, honor, Ankh-Morpork

Istnieją najróżniejsze, najgłupsze sposoby wywoływania wojny. Od, na przykład pokłócenie się o niewielką wyspę, którą można obejść w ciągu paru minut. Dochodzi więc do konfliktu zbrojnego, a w synach miasta Ankh-Morpork nagle rodzą się wielkie, patriotyczne zapędy. Konflikt jest tak absurdalny, że z początku nikt nie bierze go pod uwagę, a potem jest już za późno.
Komendant Vimes ze swoją Strażą Miejską postanawiają złamać otrzymane rozkazy, odzyskać porwaną Anguę i spróbować jakoś zapobiec konfliktowi. Towarzyszy im pewien magiczny terminarz, który jednak w wyniku błędu, miast przypominać o ważnych zdarzeniach, zaczyna opowiadać o tym, co by się stało, gdyby strażnicy nie wyruszyli na tę wyprawę. Wreszcie wypowiada znamienne "…biip… Zadania na dzisiaj: Zginąć…"
Powieść próbuje odpowiedzieć, gdzie jest granica między prawem a moralnością, kiedy prawa się przestrzega, a kiedy przestrzeganie go jest złe. Kto sądzi sędziów?
— Cytat:
O wiele łatwiej wyobrażać sobie ludzi w jakimś zadymionym pokoiku, obłąkanych i cynicznych od przywilejów i władzy, konspirujących nad kieliszkiem brandy. Tego obrazu trzeba się trzymać, bo jeśli nie, trzeba by się pogodzić z innym faktem: złe rzeczy zdarzają się, ponieważ zwyczajni ludzie, którzy szczotkują psa i opowiadają dzieciom bajki na dobranoc, potrafią potem wyjść i zrobić coś strasznego innym zwyczajnym ludziom.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Veni, vidi, vici. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem.
Vimes zawsze uważał to za wypowiedź nazbyt gładką. Takich słów nie wymyśla się pod wpływem chwili. Brzmiały, jakby ułożył je sobie wcześniej. Prawdopodobnie spędzał w namiocie długie noce, przeglądał słownik i szukał krótkich słów zaczynających się na V. Veni, verdi, vomui – przybyłem, zzieleniałem, zwymiotowałem? Visi, veneri, vamoosi – odwiedziłem, złapałem wstydliwą chorobę, uciekłem? Na pewno z ulgą odkrył trzy krótkie, sensowne słowa. Pewnie ułożył je najpierw, a potem ruszył, żeby zobaczyć coś i podbić.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Vimes, ty naprawdę oszalałeś – oburzył się Rust. – Nie możesz aresztować dowódcy armii!
– Prawdę mówiąc, panie Vimes, sądzę, że możemy – oświadczył Marchewa. – A także armię. To znaczy, nie widzę powodów, które by to uniemożliwiały. Możemy ich oskarżyć o zachowanie zmierzające do zakłócenia spokoju, sir. Przecież na tym właśnie polega wojna.
Na twarzy Vimesa pojawił się maniakalny uśmiech.
– To mi się podoba.
– Ale uczciwie mówiąc, nasza… to znaczy armia Ankh-Morpork… także…
– Więc lepiej ich też aresztujcie. Aresztujcie wszystkich. Spisek zmierzający do zakłócenia porządku publicznego… – Zaczął odliczać na palcach. – Posiadanie narzędzi przestępstwa, utrudnianie ruchu, groźby karalne, włóczęgostwo złośliwe, włóczęgostwo zbiorowe, ha, wyprawy w celu popełnienia przestępstwa, świadome stawianie oporu i noszenie ukrytej broni.
(…)
– Vimes, rozkazuję ci, żebyś natychmiast odzyskał zmysły! – ryknął lord Rust. – Za długo siedziałeś na słońcu?
– A, to doliczymy jego lordowskiej mości jako obraźliwe zachowanie.
Książę wciąż przypatrywał się Vimesowi.
– Poważnie sądzi pan, że może aresztować armię? A może wydaje się panu, że dysponuje większą armią?
– Nie jest mi potrzebna – odparł Vimes. – Siła przyłożona we właściwym punkcie, jak powiada Tacticus. A to właśnie ten punkt, na samym czubku kuszy Ahmeda. Nie przestraszyłoby to D’rega, ale pan… pan na pewno nie myśli tak jak oni. Proszę polecić swoim żołnierzom, by złożyli broń. Chcę, żeby taki rozkaz padł natychmiast.
— Koniec cytatu.

46. Ostatni kontynent

Rincewind naprawdę nie chce zbawiać świata. Czemu więc tak ten świat usilnie chce być przez niego, akurat niego zbawiony? Tym razem trafia na kontynent XXXX, który większość osób uważa za miejsce mityczne. Grupa akademików z Niewidocznego Uniwersytetu zaś, całkiem przypadkiem, cofa się o kilka tysiącleci w czasie.
Nie lubię… dobra, już to mówiłem tyle razy, że podaruję sobie. 🙂
— Cytat:
Słowo "przyjaciel" wyskoczyło na płaty czołowe mózgu Rincewinda. Istnieje wiele powodów, by się z kimś zaprzyjaźnić. Fakt, że ów ktoś trzyma wymierzoną w ciebie śmiercionośną broń, według Rincewinda zaliczał się do pierwszej czwórki.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Ludzie nie żyją na Dysku, tak samo jak nie żyją na kulach w innych, nie aż tak ręcznie modelowanych okolicach wszechświata. Owszem, planety są może tym miejscem, gdzie ich ciało wchłania herbatę, ale żyją całkiem gdzie indziej: we własnych światach, bardzo wygodnie orbitujących wokół środków ich głów.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
-Jesteśmy uniwersytetem, musimy mieć bibliotekę. Jakimi bylibyśmy ludźmi gdybyśmy do niej nie chodzili?
-…Studentami.
— Koniec cytatu.

I znowu trzeba blogi rozkołysać, czyli nowe wyzwanie ode mnie

Widzę, że trzeba jakoś sensowniej drgnąć te blogi. Dwa tygodnie temu zaproponowałem wam dyktando, do którego masa osób się przyłączyła, bardzo za to dziękuję! Mija jednak czas, a blogi znów zaczynają świecić pustkami. I co ja mam z tym zrobić? Wymyślać wam kolejne dyktanda? Znudzi się, po prostu! A ja nie chcę, żeby się znudziło, ja chcę tę społeczność nieco rozkołysać!
Nie jestem wielkim blogowym znawcą, ale postanowiłem zrobić mały research polegający na wpisaniu kilku fraz zaczynających się od "site:wordpress.com" do wyszukiwarki Google. Na WordPressie trwa masa różnych blogowych wyzwań, łańcuszków i podobnych. Tam też występują dyktanda, ale również forma oparta na nominacjach. Czemu nie? Pójdziemy za zaproponowanymi tam zasadami.

Zasady będą takie. Zadajemy pięć pytań i nominujemy cztery osoby, które mają na nie odpowiedzieć. Osoby nominowane odpowiadają na zadane pytania w ciągu trzech dni od otrzymania nominacji i tworzą 5 nowych, nominując cztery kolejne osoby. Ważne, nie wolno nominować osoby, która nas nominowała. Dla uproszczenia sprawy prosiłbym, by nominować tylko aktywnych blogerów lub osoby co do których wiemy, że mogą nam odpowiedzieć, a nie na przykład nie ma z nimi kontaktu od pół roku.
Na Eltenie społeczność jest mała i obawiam się, że zaczniemy bardzo często nominować siebie wzajemnie, dlatego proponuję umowę, że każda osoba nominuje tylko raz. Jeśli powróci do niej kolejny łańcuszek, odpowiada na pytania, ale nie tworzy kolejnych nominacji. Każda gra się ostatecznie nudzi, a ja wolę, by powstało 10-20-30 fajnych wpisów, niż 50 ciągniętych na siłę.

Wszystko pięknie ładnie, ale skąd ja mam wymyślić pytania dla siebie? A no zacznę od pytań z nominacji we wpisie, który zainspirował mnie do tej gry. Nie, nie byłem nominowany, trudno, ukradniemy.

1. Dlaczego Twój blog w ogóle powstał pod taką, a nie inną nazwą?

Pierwotnie nazwa tego bloga była inna, cytat "Skacz i – lecąc w dół – pozwól, by wyrosły Ci skrzydła" pochodzący z twórczości Kerstin Gier. "Szara przystań" była oddzielnym, poza-Eltenowym blogiem, na którym dzieliłem się swoją twórczością. Ostatecznie jednak postanowiłem projekty te połączyć.
Dlaczego "Szara przystań"? To miejsce w Śródziemiu, z którego elfy odpływały do nieśmiertelnych krain. Skojarzyło mi się bardzo zwłaszcza z moją twórczością. A fakt, że pozostaję wielkim fanem Tolkiena też tu sporo mówi. Przede wszystkim jednak dla mnie Szara Przystań zawsze miała bardzo symboliczne znaczenie miejsca umieszczonego między jawą a snem.

2. Gdybyś mógł/mogła magicznie opanować jeden dowolny język na świecie, jaki by to był i dlaczego?

Chyba francuski! Masa organizacji naukowych działa we Francji, stamtąd wywodzi się Europejska Agencja Kosmiczna, Europejskie Centrum Badań Jądrowych i wiele innych. Ja zaś mogłem obcego języka nauczyć się chyba tylko raz. Nie najgorzej opanowałem angielski, ale wydaje mi się, że jest to absolutny koniec moich aspiracji lingwistycznych.

3. Twoje najbardziej udane postanowienie noworoczne?

Myślałem, że postanowienia noworoczne są właśnie od tego, by się nie udawać! Wychodzi na to, że najbardziej udanym postanowieniem noworocznym w moim wypadku jest realizacja wyzwania czytelniczego od Julity, które dobiega u mnie końca, o ile oczywiście wszystko zrecenzuję. Ale przeczytanie setki książek i motywacja do tego – zdecydowanie cenna sprawa.

4. Książki papierowe czy e-booki?

Ciekawe pytanie dla niewidomego, ale dobra. Chyba jednak e-booki. Bardzo cenię brajl, uwielbiam pisać i dostawać brajlowskie listy. Ale nigdy nie miałem okazji przyzwyczaić się do czytania w brajlu całych książek. Tak naprawdę przeczytałem w brajlu, prócz pojedynczych ksiąg "Pisma Świętego" i prasy, chyba tylko "Karolcię" w wieku 10 lat. Ja w wielu wypadkach wolę ebooka nawet od audiobooka. Wyjątek to niektórzy lektorzy i niektórzy autorzy.
Inną sprawą jest jednak poezja. Nie lubię wierszy czytanych przez syntezator, a interpretacje lektorów też czasami mi nie odpowiadają. Ja zawsze chciałem mieć poezję niektórych autorów w brajlu, ale nie wypożyczoną, tak na stałe, w biblioteczce. Mówię tu o twórczości Kochanowskiego, Karpińskiego, Staffa czy Tolkiena.
Właśnie, biblioteczka. Największą wadą książek elektronicznych jest dla mnie to, że nie można ich ładnie ustawić na półeczce, dotknąć, poczuć, wspomnieć po latach. Bardzo tego zazdroszczę widzącym. W mieszkaniu mojej babci brat odkrył wydanie "Władcy pierścieni" z 1963 roku. Tego mi brakuje.

5. I uwaga na luzie: gdybyś był/a dinozaurem, to jakim i dlaczego?

Nie znam się na dinozaurach!
Myślicie, że pterozaury – te latające – się liczą? Jeśli tak, to którymś z nich, bo zawsze chciałem latać!
A jak nie, może wannanozaurem? Głównie dlatego, że jakoś niedawno Kuba mi coś o nich opowiadał i bardzo spodobała mi się ta nazwa?

A teraz nominacje ode mnie.

Pytania dla was

Wiem wiem, dziś jest dziwny dzień, ale co tam, pośmiejemy się troszkę i rozluźnimy atmosferę.
1. Gdybyś miał/miała spędzić dzień z bohaterem lub bohaterką bajki dla dzieci, kto by to był? Jakie trzy pytania chciał/chciałabyś mu/jej zadać?
2. Który Eltenowy bloger byłby Twoim zdaniem najlepszym kandydatem na ministra zdrowia? Dlaczego?
3. Jaka była najgorsza książka, którą przeczytałeś/przeczytałaś? Dlaczego?
4. Jakie byłyby trzy pytania, które zadałbyś/zadałabyś, gdybyś mógł/mogła przeprowadzić wywiad z panem Bogiem dla radia BBC?
5. Gdyby któryś z Eltenowiczów miał przez następne 24 godziny znać wszystkie Twoje myśli, kto by to był?

Nominowani

* Monia01
* ambulocet
* tomecki
* Elanor

Lektury Świata Dysku, część 2 #wyzwanieczytelnicze2020

Niespodzianka! Jednak napisałem część drugą.

Lektury Świata Dysku, część 2

Dziś kilka słów o kolejnych siedmiu powieściach, o ile poprzednie były prekursorami, te nazwałbym wstępem, otwarciem.
Poznajemy tu już konkretne wydarzenia, bohaterów i normy, które rządzą "Światem dysku".

33. Eryk

Pamiętacie, jak pisałem, że nie lubię zbytnio podcyklu o Rincewindzie? Istnieje poziom absurdalności i groteski, który dla mnie jest już zbyt absurdalny i groteskowy. "Eryk" to na tej liście chlubny wyjątek.
Na koniec zamieszania w powieści "Czarodzicielstwo", nasz bohater trafił do piekielnych wymiarów. Nie można więc dziwić się, że "Trzynastoletni demonolog i epicentrum ataku trądziku młodzieńczego", próbując wezwać mroczną siłę, przypadkiem wzywa… Tak, zgadliście!
A jak zabrać się za spełnianie takich życzeń, jak nieśmiertelność, najpiękniejsza kobieta czy królestwo? Zdecydowanie proponuję podróże w czasie do początku świata i udział w Wojnie Trojańskiej.
A przy okazji cała teoria ewolucji bierze w łeb, gdy okazuje się, że życie na świecie powstało nie w wyniku dziwnych przemian kwantowych ani Słowa, tylko… bakterii z papieru po kanapce, pozostawionego przypadkiem na brzegu morza pierwszego dnia.
— Cytat:
– To właśnie pomyślałem. – Rzucił w Bagaż kolejną kanapką. – Skąd jesteś?
Rincewind postanowił mówić prawdę.
– Z przyszłości – oświadczył.
Nie wywarł oczekiwanego wrażenia. Mężczyzna kiwnął tylko głową.
– No no – powiedział. I dodał: – Wygraliśmy?
– Tak.
– Aha. Pewnie nie pamiętasz żadnych wyników wyścigów konnych? – zapytał bez wielkiej nadziei.
– Nie.
– Tak właśnie przypuszczałem. Dlaczego otworzyłeś nam bramę?
Rincewind uznał, że choć to dziwne, jednak twierdzenie, że zawsze entuzjastycznie popierał efebiańską politykę, nie byłoby właściwe. Postanowił raz jeszcze spróbować prawdy. To nowatorskie podejście wydało mu się warte eksperymentu.
– Szukałem wyjścia – powiedział.
– Żeby uciec…
– Tak.
– Zuch. To jedyna rozsądna decyzja, biorąc pod uwagę okoliczności.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Człowieczek podrapał się w nos.
– Na przykład szybko ci się kończą pomysły na płatki śniegu.
– Kończą się?
– Wtedy zaczynasz myśleć, że łatwo będzie przepchnąć dwa identyczne.
– Zaczynasz?
– Myślisz sobie: przecież jest ich bilion trylionów squilionów. Nikt nie zauważy. Ale wtedy liczy się profesjonalizm, mniej więcej.
– Liczy się?
– Niektórzy… – w tym miejscu stwórca obrzucił surowym wzrokiem wirującą dookoła nie uformowaną materię – uważają, że wystarczy zainstalować kilka podstawowych zasad fizycznych, wziąć pieniądze i zwiewać. A miliardy lat potem na całym niebie są przecieki, latają czarne dziury wielkie jak głowa, a kiedy człowiek zjawia się z reklamacją, znajduje za ladą tylko panienkę, która powtarza, że nie wie gdzie wyszedł szef. Osobiście sądzę, że ludzie preferują kontakt osobisty.
– Aha… – wykrztusił Rincewind. – To znaczy… Kiedy kogoś trafi błyskawica, tego… to nie z powodu jakiś wyładowań elektrycznych i najwyższych punktów i w ogóle, ale tego… naprawdę to zaplanowałeś?
— Koniec cytatu.

34. Ruchome obrazki

Mam ogromną słabość do tej powieści. I nie do końca wiem, dlaczego. Może ze względu na dość ciekawie wykreowane postacie? Albo ze względu na fakt, że powieść ta, i nie próbuje tego ukrywać, jest ukłonem w stronę Lovecrafta, którego twórczość bardzo cenię? A może ze względu na cenne refleksje o człowieczeństwie i etyce? W każdym razie "Ruchome obrazki" zdecydowanie zapadły mi w pamięć.
Fabułę można podsumować kilkoma krótkimi zdaniami:
Grupa alchemików odkrywa metodę utrwalania serii obrazów. Powstaję miejsce, w którym zaczyna się masową produkcję tak zwanych "ruchomych obrazków". Nagle okazuje się, że niektórzy ludzie, choć nikt nie wie dlaczego, stają się sławni.
Wszystko dzieje się w tak zwanym Świętym Gaju. A teraz zastanówcie się, jak to będzie po angielsku.
Przy okazji wprowadzane są postacie, które będą nam towarzyszyły do samego końca serii, w szczególności kadra Niewidocznego Uniwersytetu, która, prócz Kwestora i Bibliotekarza, jest nam przedstawiana bliżej po raz pierwszy.
— Cytat:
Wiesz co jest największą tragedią tego świata? Ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i do czego mają zdolności. Synowie, którzy zostają kowalami, bo ich ojcowie byli kowalami. Ludzie, którzy mogliby fantastycznie grać na flecie, ale starzeją się i umierają, nie widząc żadnego instrumentu muzycznego, więc zostają oraczami. Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Wszechświat dopuszcza liczne sposoby straszliwego przebudzenia, na przykład ryk tłumu wyłamującego drzwi frontowe, wycie syren straży pożarnej czy nagła świadomość, że dziś jest właśnie poniedziałek, który jeszcze w piątek wieczorem wydawał się przyjemnie odległy.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Całe życie jest jak oglądanie migawki, pomyślał. Tylko zawsze wygląda to tak, jakby człowiek przyszedł o dziesięć minut spóźniony i nikt nie chce mu opowiedzieć o co chodzi, więc musi się sam wszystkiego domyślać. I nigdy, ale to nigdy nie zdarza się okazja, żeby zostać na drugi pokaz.
— Koniec cytatu.

35. Kosiarz

Patrzę na tę pozycję i nie wiem, po prostu nie wiem, co powinienem napisać. Elanor gdzieś o tej książce umieściła słowa "Nie czytałam chyba jeszcze powieści bardziej absurdalnej i wzruszającej jednocześnie." I trudno mi nie przytaknąć. Człowiek po lekturze może tylko śmiać się przez łzy.
Śmierć ma umrzeć. Nie ma kto odprowadzać ludzkich dusz, nie ma komu pocieszać umierających, przeprowadzać na drugą stronę. Bo Śmierć stał się śmiertelny. I pierwszy raz odkrył, co to znaczy się bać, tak, bać śmierci.
Przychodzi więc do pewnej kobiety, pragnąc spędzić na pracy u niej swoje ostatnie dni. I odkrywa współczucie, strach, ale przede wszystkim poświęcenie i litość.
Nie wiem, co więcej mógłbym napisać. To niezwykle poruszająca historia, nad którą było mi i pierwszy raz, gdy ją czytałem w 2015 roku, i teraz po raz drugi po pięciu latach przejść do porządku dziennego. I to mimo, że znałem zakończenie. A swoją drogą zakończenie jest jednym z najpiękniejszych znanych mi domknięć w literaturze.
— Cytat:
Nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości – dopóki zegar przez niego nakręcony nie stanie, dopóki wino przez niego nastawione nie dokończy fermentacji, dopóki plon, jaki zasiał, nie zostanie zebrany.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Wiara jest jedną z najpotężniejszych sił organicznych w multiwersum. Być może, nie potrafi dosłownie przenosić gór, ale potrafi stworzyć kogoś, kto potrafi.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Wiesz – powiedział Windle.- to było wspaniałe życie pozagrobowe. Gdzie się podziewałeś?
BYŁEM ZAJĘTY.
Windle właściwie nie słuchał.
– Poznałem ludzi, o których nawet nie wiedziałem, że istnieją. Robiłem różne rzeczy. I dowiedziałem się, kim jest naprawdę Windle Poons.
A KIM JEST?
– Windle Poonsem.
— Koniec cytatu.
Ale także w tej powieści nie zabrakło oczywiście specyficznego humoru Pratchetta.
— Cytat:
Stosunki między Niewidocznym Uniwersytetem i Patrycjuszem, absolutnym władcą i niemal dobroczynnym dyktatorem Ankh-Morpork, były złożone i subtelnej natury.
Magowie utrzymywali, że jako słudzy wyższej prawdy nie podlegają przyziemnym prawom miejskim.
Patrycjusz zgadzał się, że tak jest w istocie, ale – do licha – mają płacić podatki jak każdy.
Magowie twierdzili, że jako podążający za światłem mądrości nie są winni posłuszeństwa żadnemu śmiertelnemu.
Patrycjusz przyznawał, że może to być prawda, jednak są winni miastu podatek w wysokości dwustu dolarów od głowy rocznie, płatny w ratach kwartalnych.
Magowie argumentowali, że uniwersytet stoi na gruncie magicznym i jest zatem wyłączony z podatków, a zresztą i tak nie da się opodatkować wiedzy.
Patrycjusz odpowiadał, że da się. I że wynosi to dwieście dolarów per capita, a jeśli per capita stanowi jakiś problem, to można bez trudu zorganizować decapita.
Magowie przypominali, że uniwersytet nigdy nie płacił podatków żadnym cywilizowanym władcom.
Patrycjusz zaznaczał, że nie upiera się przy cywilizowanych zachowaniach.
Magowie pytali, co ze szczególnym złagodzeniem wymagań.
Patrycjusz wyjaśniał, że właśnie mówi o szczególnie złagodzonych wymaganiach. Nie chcieliby się przekonać, jakie są wymagania surowe?
Magowie wspominali, że był taki władca, zaraz, to chyba w Stuleciu Ważki, który usiłował nakazywać uniwersytetowi, co ma robić. Patrycjusz może przyjść i go sobie obejrzeć, jeśli ma ochotę.
Patrycjusz zapewniał, że to zrobi. Naprawdę to zrobi.
W końcu zgodzono się, że chociaż magowie – oczywiście – nie płacili żadnych podatków, dokonywali jednak całkowicie dobrowolnej wpłaty wysokości, powiedzmy, no, dwustu dolarów od głowy, z czystej uprzejmości, mutatis mutandis, bez dodatkowych warunków, do wykorzystania w celach ściśle niemilitarnych i akceptowalnych ekologicznie.
— Koniec cytatu.

36. Wyprawa czarownic

Od dość filozoficznych "Ruchomych obrazków" i "Kosiarza" wracamy do kraju absurdu. Trzy czarownice z Lancre udają się na pewną wyprawę. I, jak zwykle, nie do końca rozumieją normy, a ze wszystkim radzą sobie na swój wiedźmowaty sposób, to jest w jednym miejscu ocalą życie dziecka, w drugim zabiją wampira, a w trzecim, tak przy okazji, wygrają fortunę w karty. A wszystko to przecież wspaniała zabawa!
Książka dla mnie niczego sobie. Może nie jest to najwybitniejsza Pratchettowska pozycja, ale czytało się ją naprawdę przyjemnie.
— Cytat:
Kiedy Dezyderata Hollow była jeszcze małą dziewczynką, babcia udzieliła jej czterech ważnych rad, które miały pokierować jej krokami na zaskakująco krętych ścieżkach życia.
Oto te rady:
Nigdy nie ufaj psu z pomarańczowymi brwiami.
Zawsze zapisuj nazwisko i adres młodego człowieka.
Nigdy nie stawaj między dwoma lustrami.
I zawsze noś absolutnie czystą bieliznę, codziennie, bo nigdy nie wiesz, czy nie przewróci cię i nie stratuje na śmierć spłoszony koń, a kiedy ludzie zobaczą, że masz na sobie brudną bieliznę, umrzesz ze wstydu.
Później Dezyderata urosła i została czarownicą. Jedną z korzyści tego stanu jest, że człowiek dokładnie wie, kiedy umrze, więc może nosić taką bieliznę, na jaką ma ochotę.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Błędna wymowa może mieć fatalne skutki. Pewien chciwy szeryf Yl-Abi został kiedyś przeklęty przez niewykształcone bóstwo i wszystko, czego dotknął, zmieniało się w Zołto, który okazał się niedużym krasnoludem z oddalonej o setki mil górskiej osady. Klątwa magicznie ściągała go do królestwa i kopiowała bezlitośnie. Jakieś dwa tysiące Zołtów później klątwa się wreszcie wyczerpała. Obecnie mieszkańcy Yl-Abi znani są z niezwykle niskiego wzrostu i skłonności do irytacji.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Nienawidzę luster – mruknął Duc.
– Dlatego, że mówią ci prawdę, mój chłopcze.
– Więc to okrutne czary.
— Koniec cytatu.

37. Pomniejsze bóstwa

Terry Pratchett przez większość życia pozostawał ateistą, do czasu, jak to nazwał, "objawienia", które miało miejsce w roku 2008. W jego książkach dość często poruszane są tematy religii, o tyle cennie, że z obydwu perspektyw, i tej dobrej, i złej; widzimy więc uczynki miłosierdzia płynącego z wiary, ale i wiarę służącą jako narzędzie wpływów, bogactwa… "Pomniejsze bóstwa" są książką podwójnie specyficzną.
Po pierwsze, jako jedyna toczy się na przynajmniej kilkadziesiąt lat przed pozostałymi. Po drugie, to jedyne tak bezpośrednie odniesienie do tematyki religijnej w "Świecie dysku".
Mamy więc pewnego Boga, zwanego Omem i kościół Omiański – tysiące wyznawców, własna gwardia, armia… No więc dlaczego okazuje się, że z całego wielo-tysięcznego kościoła w Oma wierzy tak naprawdę tylko jeden uczeń?
A no dlatego, że kościół stał się narzędziem realizacji prywatnych celów. W imię Oma wywołuje się wojny, podpisuje umowy handlowe, zbiera bogactwa…
Księgi wskazują dokładny dzień, którego ma się objawić prorok Oma. Warto tu zauważyć, że hierarchowie kościoła już wiedzą, kto to będzie. Nie, nie dowiedzieli się tego od Oma.
— Cytat:
Ludzie! Żyją w świecie, gdzie trawa wciąż jest zielona, gdzie codziennie wschodzi słońce, a kwiaty regularnie zmieniają się w owoce. A co im imponuje? Płaczące posągi. Zamiana wody w wino. Zwykły kwantowy efekt tunelowy, który i tak by się zdarzył, gdyby tylko ktoś zechciał poczekać parę zylionów lat. Jak gdyby zamiana słonecznego światła w wino, dokonywana przez winorośle, ich grona, czas i enzymy, nie była tysiąc razy bardziej cudowna i nie zdarzała się stale…
— Koniec cytatu.
— Cytat:
W co zawsze wierzyłem?
Że tak w ogóle, generalnie, jeśli człowiek żył jak należy, nie według tego, co mówią jacyś kapłani, ale według tego, co wewnątrz wydaje się przyzwoite i uczciwe, to w końcu wszystko mniej więcej dobrze się skończy.
Nie da się tego wypisać na sztandarach.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Pamiętam, zanim oślepłem, odwiedziłem kiedyś Omnię. To było jeszcze przed zamknięciem granic. Kiedy pozwalaliście ludziom podróżować. I w waszej Cytadeli widziałem tłum kamienujący na śmierć człowieka w wykopie. Oglądałeś coś takiego?
– Tak musiało się stać. By dusza mogła odpokutować i…
– Nie znam się na duszach. Nigdy nie należałem do tej szkoły filozofii. Wiem tylko, że to straszny widok.
– Stan ciała nie…
– Och, nie mówię o tym biedaku w dole. Mówię o ludziach rzucających kamieniami. Oni byli pewni, całkowicie. Byli pewni, że to nie ich wrzucono do jamy. Każdy mógł to łatwo poznać po ich twarzach. Byli tacy szczęśliwi, że to nie oni, że rzucali z całej siły.
— Koniec cytatu.

38. Panowie i damy

Nie do końca wiem, jak pisać o tych powieściach Pratchetta, które nie skupiają się na konkretnym problemie etycznym, są po prostu, powiedzielibyśmy, przygodówkami. A jednak przygodówkami z wyrazistymi i ciekawymi postaciami, nietuzinkowymi pomysłami i z ogromną dozą humoru i przenieconych przemyśleń. A taką powieścią są "Panowie i damy".
"Panowie i damy" to powieść silnie zainspirowana "Snem nocy letniej" Szekspira. Do "Świata dysku" próbują przedostać się elfy. Ale nie miłe i pomocne elfy Świętego Mikołaja, nie wojownicze elfy Tolkiena. Nie, te elfy są złe i pragną z ludzi uczynić niewolników.
A na przeciw im staje znana nam trójka czarownic z Lancre i magowie z Niewidocznego Uniwersytetu.
— Cytat:
Elfy są przedziwne. Budzą zadziwienie.
Elfy są cudowne. Sprawiają cuda.
Elfy są fantastyczne. Tworzą fantazje.
Elfy są urocze. Rzucają urok.
Elfy są czarowne. Splatają czary.
Ich uroda powala. Strzałą.
Kłopot ze słowami polega na tym, że ich znaczenie może się wić jak wąż. A jeśli ktoś chce znaleźć węże, powinien ich szukać za słowami, które zmieniły swój sens.
Nikt nigdy nie powiedział, że elfy są miłe. Elfy są złe.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
Nie wolno mówić: gdyby to się nie stało, to tamto by się spełniło, bo przecież nie wiesz wszystkiego, co mogło się stać. Może ci się wydawać, że coś było dobre, ale to dobre może się przecież obrócić na gorsze. Nie mów "Gdybym tylko…", bo nie wiadomo, do czego by to doprowadziło. Chodzi o to, że nigdy nie wiesz na pewno. Chwila przeminęła. Nie warto już o tym myśleć. Więc nie myśl.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Tam jest? Niania przytaknęła.
– Przyciągnęła go tutaj aż z lasu – dodała.
– Przecież ta bestia jest całkiem dzika! Niania potarła nos.
– Niby tak… Ale ona ma kwalifikacje, prawda? Jeśli chodzi o poskramianie jednorożców. Nie ma to nic wspólnego z czarownictwem.
– Nie rozumiem…
– Myślałam, że wszyscy wiedzą o pewnych sprawach dotyczących łapania jednorożców – rzekła z godnością niania. – Usiłuję delikatnie zasugerować, kto konkretnie może je łapać. Przecież nasza Esme zawsze umiała biec szybciej od pana. Potrafiła prześcignąć każdego mężczyznę.
Ridcully stał nieruchomo z otwartymi ustami.
– Bo ja, na ten przykład – mówiła dalej niania – zawsze się potykałam o pierwszy z brzegu korzeń. Czasami całe wieki musiałam jakiegoś szukać.
– Chce pani powiedzieć, że kiedy wyjechałem, ona nigdy…
– Niech się pan nie roztkliwia. Zresztą w naszym wieku to i tak wszystko jedno.
— Koniec cytatu.

39. Zbrojni

Powracamy do mojego ukochanego podcyklu o Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Do rąk dostajemy drugi kryminał. Ludzie zawsze wiedzą, jak się najskuteczniej wykończyć. Przykład? Od, wymyślmy broń palną!
Tylko co, gdy ta broń palna trafi w niepowołane ręce? Co, gdy ktoś próbuje zabić patrycjusza miasta, a ten patrycjusz robi wszystko, co w jego mocy, by jednak dać się zabić?
No cóż, nasza Straż Miejska musi znów zacząć działać. A do pomocy dostaje mały bonus od miasta, czyli trolla, krasnoluda i… wilkołaka.
Przy okazji obserwujemy wielką zmianę u Marchewy, który nie jest już naiwnym krasnoludem. Nie znaczy to jednak, że nie żyje w świecie ideałów. Znaczy to, że on tymi ideałami zaraża innych. Tak sobie myślę, że chciałbym znać kogoś takiego jak on.
— Cytat:
Są ludzie, którzy odbierają innym pieniądze. W porządku, to zwykła kradzież. Ale są też ludzie, którzy jednym krótkim słowem potrafią odebrać komuś samo człowieczeństwo. To zupełnie inna sprawa.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Myślałem, że krasnoludy nie wierzą w diabły, demony i takie rzeczy.
– To prawda, ale… nie jesteśmy pewni, czy one o tym wiedzą.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Sądzisz, że istnieje coś takiego jak przestępczy umysł? Marchewa niemal słyszalnie próbował się zastanowić.
– Czy… ma pan na myśli kogoś takiego… jak Gardło Sobie Podrzynam Dibblera?
– On nie jest przestępcą.
– A zjadł pan kiedyś jego pasztecik, kapitanie?
– No niby… niby tak, ale… on jest po prostu geograficznie rozbieżny na półkuli finansowej.
– Słucham?
– Rozumiesz, on tylko nie zgadza się z innymi co do położenia rzeczy. Na przykład pieniędzy. Uważa, że wszystkie powinny być w jego kieszeni.
— Koniec cytatu.
— Cytat:
– Mówią do ciebie "sir" – odezwała się Angua. – Zauważyłeś?
– Wiem. Nie powinno tak być. Ludzie powinni myśleć samodzielnie. Tak mówi kapitan Vimes. Ale problem polega na tym, że myślą samodzielnie tylko wtedy, kiedy ktoś im każe. Jak piszesz "możliwość"?
– Wcale.
– Aha. – Marchewa wciąż się nie odwracał. – Chyba utrzymamy jakoś miasto do rana. Wszyscy nabrali rozsądku.
Nie, pomyślała Angua. Oni zobaczyli ciebie. To działa jak hipnoza.
Ludzie przeżywają twoją wizję. Marzysz, jak Wielki Fido, tylko on wymarzył sobie koszmar, a ty marzysz dla wszystkich. Naprawdę wierzysz, że ludzie są w zasadzie przyzwoici. Przez jedną chwilę, póki są blisko ciebie, oni także w to wierzą.
— Koniec cytatu.

C.d.n.